Udany związek bez randek? To możliwe!

3/05/2019


Zanim zostanie się rodzicem wyobrażenia o posiadaniu dzieci czerpie się z obserwacji. Czasami są to obserwacje młodych rodziców w rodzinie czy wśród znajomych. Jednak po sobie sama widzę, że wizerunek kierują też media. Narzucając nam, że to, co oni robią jest normą u każdych rodziców. A jeśli ty tak nie robisz to ewidentnie coś jest nie tak. 

Jak rodzicielstwo jest promowane w mediach? Szybki powrót do pracy, wyjście do kina 2 tygodnie po porodzie i weekend w SPA, zostawiając 2-miesięcznego niemowlaka.

Szara rzeczywistość często wygląda inaczej


Nie mówię, że jest coś złego w randce tuż po porodzie. Każdy ma inne potrzeby i możliwości. Dzisiaj chcę Wam pokazać, że można być w szczęśliwym związku mimo że od narodzin dziecka nie było się na ani jednej randce. A jeśli już randkują to nie są to cotygodniowe szaleństwa, ale ściśle zaplanowane wyjścia. Bo nie każdy może sobie pozwolić na opiekunkę. Nie każdy ma babcie, które mieszkają w tym samym mieście.

Jak to wygląda u nas? Bardzo powoli przecinam pępowinę

Gdybym sobie sprzed 5 lat powiedziała, jaką będę mamą, nigdy bym nie uwierzyła. W czasach liceum i studiów, niewiele wiedząc o macierzyństwie, wyobrażałam sobie, że kariera zawodowa będzie dla mnie ważniejsza. Nie mieściło mi się w głowie jak świadomie, z własnej woli można zamknąć się w domu na rok. Taka długa przerwa w pracy? Ja na pewno wrócę po kilku miesiącach.

A jak było w praktyce? Zatopiłam się w macierzyństwie. Widziałam, że jestem najważniejszą osobą dla tej małej istotki. Karmiłam piersią. Lubiłam to. Nie mogłam za to przemóc się do odciągania pokarmu laktatorem. Takie moje małe dziwactwo. Zanim zostałam mamą, uważałam, że karmienie piersią jest obrzydliwe. To mi przeszło, ale przerzuciło się na myślenie o odciąganiu pokarmu. Z dwojga złego – to lepsze. Ale to sprawiło, że dopóki Ala nie nauczyła się jeść stałych posiłków na tyle dużo, by się nimi najeść – nie myślałam nawet o tym, by zostawić ją z kimkolwiek innym.

Przez 10 miesięcy byłam z Alą 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Te 10 miesięcy wydają się być bardzo długim odcinkiem czasu, ale w rzeczywistości nawet nie wiem, kiedy to minęło.

Gdy Ala miała 10 miesięcy, wyrwałam się na lodowisko, korzystając z wizyty u dziadków. To było samodzielne wyjście. Takich wyjść mam teraz całkiem dużo. Ala skończyła rok, ja poszłam do pracy, a ona do żłobka. Pracuję w systemie równoważnym i mniej więcej raz w tygodniu w dzień roboczy idę do pracy na popołudnie. Alę i tak rano trzeba zawieźć do przedszkola, więc mam przedpołudnie dla siebie. Często w tym czasie po prostu wracam do domu – sprzątam, gotuję, piszę teksty na bloga. Ale zdarza się też, że robię sobie babskie wyjście i idę na łyżwy, rolki, czy zakupy.

A randki? Byliśmy na jednej. W ciągu 3 lat. Dlaczego nie więcej? Prawdę mówiąc jakoś od początku chyba naturalne stało się dla nas, że to NASZE dziecko i opieka nad nim należy do nas. Poza tym przez pierwsze pół roku nie było nawet możliwości zostawienia Ali z kimś innym niż ze mną.

Minął rok, Ala zaczynała się najadać stałymi posiłkami na tyle, że wyjścia na kilka godzin bez zostawiania mleka były możliwe. Tylko, że tuż po tym wróciłam do pracy, a w związku z tym spędzać mniej czasu z Alą. Do tego doszły jej choroby – jak to bywa w żłobku. Nie mogłam sobie pozwolić na l4, więc często Ala zostawała z babcią. Dlatego nie potrafimy prosic babcię, by dodatkowo zajęła się Alą w sobotni wieczór, skoro co chwilę zostawała z nią na cały dzień. A i my chcieliśmy nadrobić braki we wspólnym spędzaniu czasu.

A ta jedna randka? Ja pracuję w systemie równoważnym. Chodzę do pracy na różną ilość godzin. Mój miesiąc roboczy liczy zwykle od 16 do 20 dni, więc często mam wolne w środku tygodnia. Mój partner pracuje od wtorku do soboty. I ostatnio wymyśliłam, że przecież możemy wykorzystać poniedziałek na randki – przedszkole jest czynne od 7 do 17, w tym czasie możemy gdzieś wyjść. Ostatnio byliśmy w kinie. Nie ukrywam, takie wyjścia są dużo łatwiejsze i przyjemniejsze niż z maluchem u boku. Nie trzeba się zastanawiać, czy za chwilę nie będzie ryku na pół miasta. Można pójść tak, gdzie się chce – bez obawy, że dziecko będzie ciągnąć Cię za rękę w drugą stronę. Takie wyjścia się przydają. Pozwalają się sobą nacieszyć. Odpocząć. Nabrać sił na kolejne dni.

Ale ciągle uważam, że takie wyjścia nie są niezbędne, by związek się układał. Wszystko zależy od nas. Oboje nie jesteśmy typami imprezowiczów. Nie lubimy tańczyć. Nigdy nie byliśmy razem na dyskotece – a w ciąże zaszłam po prawie 3 latach związku. Zanim urodziła się Ala wychodziliśmy na randki – do kina, restauracji, jeździliśmy w góry, chodziliśmy na spacery, do zoo, ogrodu botanicznego – to był nasz ulubiony sposób spędzania czasu. Czy którejś z tych aktywności nie da się wykonać z maluchem? Oczywiście dużo zależy od dziecka, ale jednak przyznasz, że to są miejsca, gdzie dziecko można śmiało zabrać. A nawet więcej – urodzenie się Ali otworzyło nam drzwi do wielu miejsc, w które wstydziłabym się pójść bez dziecka. Bo mnie frajdę sprawia wyjście do sali zabaw czy dinoparku. Jeździmy z Alą w góry, chodzimy zjeść obiad na mieście, latem często spędzaliśmy popołudnia nad wodą. Jedynie do kina z nią nie pójdziemy, ale za to byliśmy w teatrze! Miejscu, które zawsze mnie fascynowało. Miejscu, gdzie chciałam pójść i jakoś nigdy wcześniej nie udało nam się wybrać we dwoje. Dopiero Ala zmotywowała mnie do kupienia biletów i poszliśmy na spektakl. Co prawda dla dzieci, ale całej naszej 3 się podobało. 



Oczywiście takie wyjścia są trochę inne. Trzeba je dopasować do pory drzemek dziecka. Nie zawsze to jest łatwe, bo powiedzmy, że Ala zwykle śpi od 12 do 14. Zatem przed drzemką nie opłaca się wyjść. Ustalamy, że wyjdziemy po spaniu. Po czym Ala pada dopiero o 14 i śpi do 16. W góry już się nie wybierzemy zwłaszcza, gdy zimą szybko robi się ciemno. Do tego czasami coś sobie zaplanujemy, a Ala się rozchoruje lub nawet tylko przeziębi, jednak wiadomo, że lepiej nie zabierać jej wtedy np. w góry i nie narażać na pogłębienie przeziębienia. Z dzieckiem trzeba być przyzwyczajonym, że nie każde zaplanowane wyjście będzie można zrealizować. A czasem trzeba będzie je skrócić, bo humor dziecka nie będzie dopisywał. Dlatego wiadomo – takie randki byłoby łatwiej zrealizować we dwoje – bez martwienia się o to, kiedy zaśnie i czy będzie w dobrym nastroju. Ale też z drugiej strony – żal byłoby mi odbierać Ali radości z takich wyjść. Być może są rodzice, którzy wychodzą gdzieś co tydzień, albo i częściej. My mamy inny tryb. W tygodniu mój partner wraca z pracy ok. 16-18, więc już za późno by gdziekolwiek wychodzić. W weekend nadrabiamy czas we 3.



Rodzicielstwo ciągle się zmienia – jeszcze zdążymy się sobą nacieszyć

Gdy urodziła się Ala wszystko było nieprzewidywalne. Nie wiedzieliśmy, czy zaśnie o 20, czy o 22. Czy obudzi się po godzinie, czy może dopiero po 3. Wtedy było trudno o jakikolwiek czas we dwoje. Tylko, że na szczęście natura tak działa, że rodzice na początku są pochłonięci poznawaniem maluszka, więc zamiast myśleć o czasie we dwoje cieszyliśmy się na wspólne chwile we troje.

Po jakimś czasie Ali sen był bardziej przewidywalny, a pobudki rzadsze, więc w wieczory (mimo, że spędzane w domu) mieliśmy chwilę dla siebie. To nie jest tak, że dogadywać można się tylko poza domem. Kolacja, film, rozmowa – być blisko siebie można w domu, bez wielkiego szykowania się na wyjście.

Dzieciństwo jest tylko raz – i szybko mija. Każdy etap w życiu jest potrzebny i piękny

Powyższe zdania często wypowiadają matki, które decydują się zostać w domu na urlopie wychowawczym. Ja na to się nie zdecydowałam, ale tu znaczenie miała też kwestia finansowa.

Natomiast nawiązuję do tego, by pokazać, że to, co dla jednego nie jest atrakcyjne, innemu może sprawiać satysfakcję.

Nasza córka ma 3 lata. Naprawdę nie wiem, kiedy te lata minęły. Ale wiem, że to jest czas, by być dla niej. Wiem, że z każdym rokiem będzie coraz bardziej samodzielna i coraz mniej będzie nas potrzebować. Dlatego chłoniemy to, co jest nam teraz dane – i cieszymy się wspólnym czasem we 3.

Myślisz, że tylko wy nie wychodzicie na randki?


Otaczają Cię sami przyjaciele, chwalący się romantycznym weekendem we dwoje? Myślisz, że wszyscy chodzą na randki, tylko nie wy? Kiedyś zapytałam w Internecie matki – czy chodzą na randki. Oczywiście wiele odpowiedziało, że tak. Ale równie wiele pisało w ten sposób:

„U mnie syn 28 miesięcy i wyszliśmy 4 razy bez niego: 2 koncerty, 40 urodziny kolegi i 10 rocznica ślubu znajomych. Nie brakuje nam wyjść bez syna.”

„Syn 22 miesiące i tez mogę policzyć na palcach jednej ręki nasze wyjścia tylko w 2...raczej mi tego nie brakuje i wolę teraz chodzic w takie miejsca zeby młody mógł iść z nami (basen, zoo, inne atrakcje) jedynie wypadów do kina mi szkoda bo dość często chodziliśmy.”

„Nie chodzę. Dzieci za małe. I mimo tego, ze mama mogłaby zostać to małe nie chcą. Ostatnia nasza randka (a raczej wyjście we 2)miala miejsce w październiku lub listopadzie (nawet nie pamiętam) gdy mąż jechał ze mną na zabieg.”

"A mi nawet brakuje wyjść we troje. Młody ma rok, ale jest tak nietowarzyski, więc wychodzimy ewentualnie do sklepu."

Nie każdy musi chodzić na randki, ale też w randkach nie ma nic złego

W tym wpisie nie chciałam pokazać, że rodzice, którzy wychodzą na randki są gorszymi rodzicami. Każdy po prostu ma inne potrzeby i możliwości. W wychodzeniu na randki nie ma nic złego, ale też pamiętajcie, że udany związek można tworzyć bez wielkich wyjść we dwoje.

Randki - jak to u Was wygląda - wychodzicie regularnie, od wielkiego dzwonu, a może wcale?



Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami lub poznać nas lepiej, to zapraszam Cię do obserwowania moich kont na:

You Might Also Like

28 komentarze

  1. U nas raz na kilka lat, czyli kwalifikuję to jako wcale.
    Mamy mini-randki w domu z wyjściem z kuchni do salonu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. My rzadko bo rzadko ale randkujemy wieczoramygdy starszy u babci a mlodszy pada że zmeczenia:-) Te nasze wspólne chwile nie podlegają na wyjściach na miasto czy do kina ale na rozmowie, winku i filmie w tv bez pisków potomstwa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. My kilka razy w miesiącu wychodzimy do kina (ale mamy dosłownie kilka kroków od domu), jeździmy sami na zakupy czy koncerty, co najmniej raz w roku wyjeżdżamy na weekend sami bez dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uważam, że pielęgnacja uczucia jest niezwykle istotna, szczególnie po narodzeniu dziecka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się jak najbardziej. Myślę wcześniej już się dogadać jak to zrobić, choć wiadomo, że wyjdzie w praniu.

      Usuń
  5. Nie każda para musi chodzić na randki, aby pielęgnować swoje uczucia. Wszystko to zależy tak naprawdę od nas samych i relacji, która nas łączy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dużo prawdy jest w tym, co piszesz. My na randki zaczęliśy się umawiać, gdy dzieci stały się nastolatkami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak widać wszystko jest kwestią dobrej organizacji.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystko zależy od osoby, a także czego chce. Bo dla chcącego nic trudnego

    OdpowiedzUsuń
  9. Nasza mała ma dwa latka. Do tej pory udało się nam raz wyjść na trzy godziny. Ale wtedy była jeszcze malutka. Za dwa tygodnie jedziemy do dziadków i mamy w planach az dwie randki ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wychodzimy jak nocuje u dziadków. Ma 3 lata i obecnie zdaża się to dość często, mniej więcej co 2 sobotę. nawet jak nam się nie chce wieczorem ruszyć to i tak idziemy, bo zmiana otoczenia jest ważna. Na kanapie zaśniemy ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Raz na pół roku wyjeżdżamy sami na weekend, to dla nas ważny rytuał. Dzieci zostają z ukochaną babcią. Poza tym staramy się czasem skoczyc do kina, na kolację. Czasem potrzeba wytchnienia i rozmowy na spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. U nas pierwsze półtora roku/ dwa lata kręciły się niemal totalnie wokół synka - a potem zaczęliśmy powoli wracać na dawne tory. Teraz staramy się wyjść gdzieś tylko we dwoje chociaż 2 razy w miesiącu - pozwalamy sobie też na weekendowe wyjazdy bez dziecka raz na jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzy mi się wyjazd bez dziecka. Ale na dłużej to chyba jak pojedzie na kolonie dopiero :D

      Usuń
  13. Randki w związku są bardzo ważne, również, a może zwłaszcza, kiedy pojawią się dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  14. Uważam, że każdy ma inne potrzeby i oczekiwania. W jednym związku randki są potrzebne, w innym zbędne. Natomiast ja uważam, że czas tylko we dwoje jest bardzo ważny dla relacji i nie należy o nim zapominać.

    OdpowiedzUsuń
  15. U nas randki są zawsze z dziećmi lub kiedy spią :P

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja z dziećmi w domu siedzę już 4,5 roku. Wyjścia bez dzieci? A wyjście z mężem bez dzieci do marketu na zakupy się liczy? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiem, że nawet w małżeństwie powinno się chodzić na randki z współmałżonkiem, ale my od lat nie byliśmy na randce.

    OdpowiedzUsuń
  18. Odkąd nasz 5 latech chce zostawać na noc u babci, przyynajmniej raz w tygodniu wychodzimy sami do kina lub teatru. Wczoraj byliśmy np. na basenie. Może to nie randka ale takie wyjścia są nam potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  19. Takie są etapy w życiu, czasami można wyjść tylko we dwoje ale nie jest to już takie życie jak za czasów przed dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
  20. Z perspektywy 5 lat i doświadczenia: niedbanie o związek doprowadza do tragedii. Dziś jestem kobietą samotną i wiem, gdzie popełniłam (liśmy) błędy :(

    OdpowiedzUsuń
  21. Znam parę która co rok w rocznicę ślubu idzie na taką prawdziwą randkę, ona się stroi jak na największe święto, on planuje atrakcje w tajemnicy. Zachowują się jak na pierwszej randce serio :D świetna odskocznia od codziennego życia.

    OdpowiedzUsuń
  22. Jeśli ktoś chce, znajdzie czas na to, aby randkować, nawet jeśli posiada dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  23. Po 18 latach bycia razem już nie chadzamy na randki bo nie ma czasu i siły.

    OdpowiedzUsuń
  24. Dziecko to dopiero początek nowego etapu w życiu. Ale nie przeszkadza w randkowaniu

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja po 20 latach bycia razem nadal staram organizować jakieś "randki" dla mojej drugiej półwłóki

    OdpowiedzUsuń
  26. My wychodzimy jak Jaś zostaje u babaci. Przynajmniej raz na 2 tyg jest to kino lub teatr.

    OdpowiedzUsuń