Myślisz, że nie stać Cię na wakacje? Pokażę Ci jak tanio zabrać rodzinę nad morze lub w góry

11/01/2018



Jeśli trafiłaś tu przypadkowo lub nie znasz mnie dobrze, możesz nie wiedzieć, że jestem dość uporządkowaną osobą. Uwielbiam planować. Mam trzy kalendarze – jeden odnośnie spraw związanych z blogiem, drugi z pracą zawodową, trzeci dotyczy prywatnego życia. Jestem realistką. Lubię też układać co miesiąc budżet, a jeśli mam cele, do których realizacji potrzebne są pieniądze – tworzę plan oszczędzania. Czasami szaleję i wydaję więcej pieniędzy niż zakładałam, ale zdecydowanie mogę powiedzieć o sobie, że jestem oszczędną osobą. Nie lubię wydawać więcej pieniędzy, niż jest to potrzebne. Tak jest też z wakacjami, ale tu jest jeszcze jeden powód:

Nie jestem bogata, ale też nie bieduję, dlatego moje wakacje są na przeciętnym poziomie

Zarabiam poniżej średniej krajowej, a przy małym dziecku i konieczności korzystania z prywatnego przedszkola (o powodach przeczytasz tutaj) mój miesięczny budżet często się ledwo dopina. Nie, inaczej. Zwykle układając budżet na nowy miesiąc, zostaje mi wolne kilkaset złotych. Już po wszystkich pilnych wydatkach, ale też i przewidywanych przyjemnościach (jednodniowe wycieczki, nowe ubrania, kosmetyki, książki). Jeśli nie pojawią się nieprzewidziane wydatki (już przelewasz pieniądze na konto oszczędnościowe, a tu Ci się lodówka psuje – znasz to, prawda?) lub pieniądze nie rozpłyną się na droższe niż planowo zakupy spożywcze, jestem w stanie oszczędzać. Nie zawsze to się udaje. Poza tym co roku mam zwykle więcej finansowych celów niż tylko wakacje. Dlatego też w tym wpisie pokażę Ci, jak oszczędnie spędzić wakacje i skąd wzięłam na nie pieniądze w zeszłe lato.

Ile kosztowały nasze ostatnie wakacje?

Wakacje zagranicą wydają mi się póki co poza naszym zasięgiem. Przeraża mnie jeszcze lot samolotem z 2latką, czy jazda 10-15 godzin autem. Tak, wiem, wielu rodziców decyduje się na takie wakacje z małymi dziećmi. Nie wiem, czy cechuje ich większa odwaga, czy ich dzieci są mniej marudne. Wiem za to, że w Polsce jest jeszcze tyle miejsce do odkrycia, że zanim wydam mnóstwo pieniędzy na wakacje all inclusive po to, by moje dziecko nie chciało leżeć na plaży, wejść do wody itp. to wolimy wakacje gdzieś bliżej. Gdzieś, gdzie nawet jeśli nie zobaczymy wszystkiego, co zaplanuję (tak, plan wakacji też tworzę) to będzie mi tego mniej żal niż na drugim końcu świata, czy kontynentu. Bo tak – mam dziecko, które nie lubi pływać w wodzie – czy to w jeziorze, czy w basenie. Mam dziecko, które nie usiedzi na plaży. Mam dziecko, któremu trzeba dostarczyć jak najwięcej aktywnych wycieczek. Mam dziecko, które potrafi połowę drogi autem marudzić, płakać, krzyczeć. Wreszcie i my nie przepadamy za opalaniem, czy pływaniem. Uwielbiam wyjazdy nad morze – z uwagi na spacery, widoki, taplanie się na brzegu. Jednak w tym roku zdecydowaliśmy, że są to zbyt błahe powody, by tłuc się przez całą Polskę (mieszkamy na południu), bo piękne widoki są także w innych zakątkach.

Długo zastanawiałam się nad ostatecznym celem wakacji i w końcu wybór padł na Jezioro Solińskie, czyli początek Bieszczad. Dlaczego? O Bieszczadach słyszałam wiele dobrego, poza tym spodobało mi się połączenie możliwości wędrowania po górach, odpoczynku nad jeziorem i zwiedzania.

W Solinie spędziliśmy tydzień. Ile wydaliśmy pieniędzy:

  • Paliwo – do Soliny mamy ok. 300km. Droga w dwie strony plus jazda na miejscu, by dojechać do innych miejscowości to konieczność zatankowania na 800km. To daje nam (przy spalaniu 7 litrów) 56 litrów.
    56 x 5zł/1 litr = 280zł / możemy zaokrąglić do 300zł
  • Nocleg – za 4 osoby (jechaliśmy z 2letnią córką oraz 8letnim synem mojego partnera) zapłaciliśmy łącznie 984zł (już z opłatą klimatyczną) za 6 dób (czyli 7 dni). Jaki nocleg można znaleźć w tej cenie? Czasami chętnie pojechałabym do hotelu z basenem i saunami. A później widzę, że za jedną/dwie noce musiałabym wydać tyle co w prywatnej kwaterze za cały tydzień. I wtedy włącza mi się oszczędna dusza i stwierdzam, że wolę nieco słabszy standard. Bo w końcu jadąc na wakacje, jedziemy do miejsca, krajobrazów, atrakcji. Nie do budynku.
    Dla jasności – często można znaleźć noclegi w prywatnych kwaterach za ok. 50zł/osobę. Nam wyszło po 40 zł (licząc w tym małe dziecko). W tej kwocie mieliśmy duży pokój z 2 rozkładanymi amerykankami oraz kącik sypialniany, przedzielony ścianką działową. Do tego łazienka (to już chyba standard, że do każdego pokoju należy osobna łazienka). W pokoju mieliśmy telewizor i lodówkę, a na korytarzu można było korzystać z kuchenki elektrycznej i mikrofalówki. Do tego jeszcze balkon z widokiem na góry, a na zewnątrz trampolina, leżaki i miejsce do grillowania. Budynek nowy, bardzo czysty, a właściciele sympatyczni i pomocni.

  • Wyżywienie – na tym już tak nie oszczędzam, jak na noclegu. Są pewnie osoby, które gotują obiady na wakacjach. Mnie jednak trochę szkoda na to czasu, a na urlopie wolę też bardziej odpoczywać. Ceny obiadów wahają się w poszczególnych miejscach. Często można znaleźć obiad (nawet dwudaniowy) za 15zł. Tak też na początku zakładałam, ale naprzeciwko naszego noclegu znaleźliśmy restaurację z tak pysznym jedzeniem, że pomimo wyższych cen, nie potrafiłam sobie odmówić, by tam się stołować. Przepyszne zupy, mięsa i dorsz, do tego sosy i sałatki. Zwykle na obiad wydawaliśmy tam 100zł.
    Śniadania i kolacje – zakupy robiliśmy w markecie (zatem ceny takie, jak zwykle, nie musieliśmy przepłacać) i te posiłki przygotowywaliśmy w pokoju. Myślę, że na zakupy spożywcze spokojnie wystarczało nam 30zł/dzień (już z napojami, przekąskami).

  • Atrakcje – założyłam sobie limit 180zł/dzień włącznie już z wyżywieniem i tego się trzymałam. O dziwo udało się to zrealizować. Pomyślisz sobie, że to wręcz niemożliwe. Bo jeśli od 180zł odjąć 100zł na obiady i 30zł na zakupy, to zostaje już tylko 50 zł. Owszem, to mało. Tylko że jednego dnia byliśmy na wycieczce w  skansenie w  Sanoku, wydając na bilety i pamiątki ok. 70 zł, tym samym przekraczając budżet. Ale już drugiego dnia wybraliśmy się w góry i zamiast wydać 50zł, zostawiliśmy tylko 20 zł na pamiątki. 

  • A co z dziecięcymi zachciankami? Tutaj o dziwo było spokojnie. Ala jedynie raz namówiła mnie na drewniane puzzle. A gdy byliśmy nad Zaporą w Solinie, biegła na karuzele. Jednak udało nam się obyć bez codziennych nowych zabawek, czy lodów (tych Ala nawet nie jada).


Czy nad morzem byłoby taniej/drożej?

Zdecydowaliśmy się na wyjazd w Bieszczady głównie ze względu na odległość. Chociaż tu moje organizatorskie zapędy trochę zawiodły – okazało się, że chociaż odległość jest mniejsza, to drogi dość kręte i w efekcie podróż była niewiele krótsza niż nad morze (jechaliśmy ok. 5,5 – 6 godzin).

Czy wydatki nad morzem różniłyby się niż te, wydane nad Soliną? Myślę, że nie. Przeszukując strony z noclegami, wiedząc ile moi rodzice przeznaczają na noclegi, a i sami byliśmy nad morzem z półroczną Alą, wiem, że w całej Polsce można znaleźć nocleg w naszych widełkach cenowych. Tak samo z wyżywieniem – im więcej restauracji, tym większa konkurencja i ceny nie są wyższe niż to, co my zapłaciliśmy. Do tego często nad morzem największą atrakcją jest plaża i woda, więc oszczędzamy na biletach wstępu (chociaż ja lubię zobaczyć wszystko, co oferuje okolica). Jadąc nad morze, musielibyśmy jedynie wydać trochę więcej na paliwo, ale to już zależy od tego, gdzie wy mieszkacie.

Połowę kwoty zaoszczędziłam, a resztę? Skąd wzięłam pieniądze?

Jeśli już dodałaś wszystkie nasze wydatki, wyszło Ci, że za cały tydzień wakacji dla 4 osób wydaliśmy nieco poniżej 2550 zł. Gdybyśmy mieli oszczędzać na te wakacje co miesiąc, wyszłoby 212,5zł miesięcznie. Jest to kwota do przejścia, chociaż trzeba się trzymać budżetu. No i nie każdy zarabia tyle, by oszczędzać z wypłaty – niestety ciągle takie są realia. Jak w takim razie ponad połowę kwoty zdobyłam bez oszczędności? Odpowiedź jest prosta – ze zwrotu podatku. Sama ulga na dziecko to 1100zł. Ja do tego miałam jeszcze zwrot z umów o dzieło (za pisanie artykułów na bloga) i w sumie mój zwrot z podatku wyniósł 1640zł. Na wakacje brakowało już tylko 900zł. Planując wakacje ze sporym wyprzedzeniem można zacząć na nie odkładać już we wrześniu i co miesiąc aż do czerwca trzymać się planu – nam wystarczyło co miesiąc odłożyć po 90zł.

Przypomnę Ci jednak, że na wakacje jechaliśmy z 2 dzieci, tylko że starszy syn mojego partnera, mieszka ze swoją mamą. Gdybyśmy byli tradycyjną rodziną 2+2, sama ulga na dzieci wystarczyłaby by prawie w całości pokryć koszt wakacji.

Dlatego właśnie uważam, że prawie każdego stać na to, by co roku pojechać na wakacje, chociaż skromne. Oczywiście możesz stwierdzić, że co z tego, że ma się zwrot z podatku, skoro już zaplanowało się, że te pieniądze wyda się na naprawę auta, remont przedpokoju, zakup nowego telewizora. Wtedy pieniędzy na wakacje już nie zostanie. Tak. Jednak tu chodzi o nasze priorytety. Jeśli Twoim głównym celem w danym roku jest wyremontowanie łazienki i nie stać Cię, by regularnie odkładać, to wakacje nie dojdą do skutku. Ale jeśli głównym celem będzie wyjazd w lecie, to bez poważniejszego oszczędzania, też możesz to zrobić. Być może poza zwrotem z podatku masz także „trzynastkę”, czyli dodatkową wypłatę, albo „wczasy pod gruszą”. Możliwe, że pobierasz „500+”. To na co wydasz te pieniądze zależy od Ciebie. Ja do pieniędzy, które nie są moimi comiesięcznymi przychodami mam nieco luźniejsze podejście. Uznaję, że skoro starcza mi z wypłaty na wszystko, to każde dodatkowe pieniądze powinny być przeznaczone na coś dodatkowego. Jeśli nie odłożysz ich na osobne konto, może okazać się, że pieniądze rozpłyną się na zwykłe, codzienne zakupy w dyskoncie. Trochę szkoda nie wydać ich na coś, co bardziej zapamiętasz niż czekoladę, czy sok.

Jak oprzeć się pokusie wydatków?




Siedząc na ogrodowej huśtawce przed naszym noclegiem w Solinie, czytałam gazetę. Natrafiłam na artykuł z porównaniem wakacji bez dzieci i z dziećmi. Nie, nie było to o tym, że jako bezdzietne małżeństwo/para autorzy tekstu jeździli na drogie zagraniczne wczasy, a teraz już ich stać tylko na weekend pod namiotem. Właśnie wręcz przeciwnie! Było o porównaniu kosztów. Gdy jeździli sami, zadowalali się polem kempingowym i bułką z maślanką na śniadanie. Teraz, mając dwóch synów, na wakacje nad morzem wydają majątek – pokój w hotelu, każde wyjście to zakup lodów, gofrów, dzieci na plaży proszą o popcorn, czy kukurydzę. Do tego były podane koszty dziennego wypożyczenia parawanu, parasola, leżaka – i tu dochodzimy do sedna sprawy! To ile wydacie na wakacje w dużym stopniu zależy od waszego podejścia. Owszem, ciężko jest odmówić dziecku przekąsek, czy karuzeli. Chodzi o zredukowanie tych kosztów, które mają dla nas mniejsze znaczenie. Zwykle nad morze jeździ się co roku, dlatego zamiast codziennie wypożyczać parawan, lepiej kupić go raz, a koszt szybko się zwróci. Oszczędzajcie też na tym, co nie jest wam niezbędne do tego, by wakacje uznać za udane. Dla mnie udane wakacje to te, spędzane w pokoju/domku w prywatnej kwaterze, a noclegi nie są drogie. Natomiast raczej nie zredukowałabym tych kosztów do noclegu w namiocie. Nie oszczędzam też na obiadach (ale ty możesz uznać, że gotowanie nie sprawia Ci problemu), za to śniadań i kolacji już nie kupujemy w restauracjach, a przygotowujemy sami. A atrakcje? Jak odmówić dziecku piątego przejazdu kolejką? Może kup już teraz skarbonkę i umówcie się, że wrzucacie do niej każdą złotówkę, którą macie w portfelu (może być oczywiście inna moneta). Skarbonkę otwórzcie tuż przed wyjazdem, a uzbierane pieniądze przeznaczcie właśnie na takie wakacyjne zachcianki (wówczas drobne będą jak znalazł).

Jakie plany na przyszły rok?

Mój budżet na przyszły rok jest już względnie zaplanowany, chociaż nie wiem jeszcze, gdzie dokładnie pojedziemy. Tym razem natomiast znów wybierzemy tydzień w Polsce, ale do tego inspirując się książką Kuby Porady kuszę się na krótkie wypady zagranicę – to idealne dla nas, osób, które wolą zwiedzać, niż wylegiwać się na plaży.


A ty, jakie masz sposoby na zredukowanie kosztów wakacyjnych wyjazdów?


Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami lub poznać nas lepiej, to zapraszam Cię na moje konta na:


You Might Also Like

41 komentarze

  1. Ja w takich wyjazdach najbardziej się boję, że pogoda nie dopisze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze nie potrafilabym tak planowac wakacji z rocznym wyprzedzeniem i ciulac na kazdy wyjazd;/ U mnie czesto wyjazdy sa spontaniczne, a kierunki dalekie ;)
    Jezeli jednak chec podrozowac taniej to warto moim zdaniem rozwazyc zakup namiotu i kempingi. A co do wakacji zagranicznych to moze sie okazac, ze beda tansze niz w Polsce, nie musisz przeciez jechac na AI, choc z dziecmi to bardzo wygodne ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za ten wpis! Fajnie, że udowadniasz, że bez wielkich pieniędzy też można przyjemnie spędzić wakacje ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super wpis! Piękną masz córeczkę :)
    Pozdrawiam Eva

    OdpowiedzUsuń
  5. My wyjazdy planujemy dużo wcześniej. Jeszcze przed ślubem ustaliliśmy, że na zmianę jeździmy nad morze i w góry. Wybieramy pensjonaty z wyżywieniem, wtedy nie wydajemy aż tak dużo na jedzenie na mieście, a nigdy nie chodzimy głodni:) Jednocześnie codziennie kupujemy gofry albo lody. Pieniądze na automaty i inne "atrakcje" dla dziecka rozmieniamy jeszcze w domu, zabieramy je ze sobą i więcej córka wydać na te pożeracze dwuzłotówek wydać nie może. O dziwo, odkąd to robimy, zawsze wraca do domu z kilkoma monetami.
    A! I jeszcze jedno, zaliczkę płacimy z bieżących pieniędzy, resztę dopłacamy ze zwrotu podatku:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie gotuję na wakacjach. Urlop to urlop :D

    OdpowiedzUsuń
  7. My mamy namiot i rowery. Nasze wakacje bywają niesamowicie tanie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Super, ze udało Ci się tak wszystko zorganizować

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeśli ktoś na co dzień nie potrafi zapanować nad rodzinnym budżetem, to podczas wakacji popłynie podwójnie. Naukę oszczędności warto zacząć na co dzień.

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę,że masz rozsądne podejście do wakacji z małym dzieckiem. Warto się zastanowić nad budżetem i nad tym, gdzie w ogóle warto jechać. Nie ma sensu się męczyć, ani szukać atrakcji na siłę tam, gdzie ich nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  11. o proszę trzy kalendarze to ładnie:) My akurat na wypadach gotujemy... właściwie on to robi.... po prostu mm wrażenie że lubi najbardziej to co sam zrobi. Zgadzam sie że są miejsca w których można tanio i dobrze zjeść a odmówić sobie powrotu do taiego miejsc trudno, oj wiem sama po sobie.... mam kilka takich....

    OdpowiedzUsuń
  12. Na wypady z dziećmi starałam się wybierać miejsca mało oblegane turystycznie, kiedy kwatery u dobrych sąsiadów i gospodarskie jedzenie nie były wygórowane cenowo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i jeszcze jedno, sporo zaoszczędzaliśmy na kupnych pamiątkach, staraliśmy się przywieźć jak najwięcej tych naturalnych, które później w domu na półce pięknie się prezentowały i przywoływały wspomnienia. :)

      Usuń
  13. My ustalamy budżet na "dodatkowe" atrakcje i wiemy że przekroczyć go nie możemy

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobrze jest mieć tak dobrze zaplanowane wydatki, podziwiam. Ja teraz usiłuję zaplanować pobyt w Rzymie za mniej niż 1000 złotych, ciężko idzie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Lubię takie podróże. Uwielbiam góry i wyjazdy nad nasze morze.

    OdpowiedzUsuń
  16. świetnie opisany wpis- ja mam jakies 180 km na Solinę- lubię tam jeździć a Wasza wycieczka widzę świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  17. To świetnie, że tak fantastycznie udało Ci się wszystko zorganizować :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetnie to wszystko rozpisałaś i rozplanowałaś, jestem pod wrażeniem :) No i jak się okazuje można wszystko ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Podziwiam organizację;) My też staramy się planować budżet, ale różnie wychodzi. Jedno jest pewne - wspólne podróże bardzo zbliżają i rozwijają, dlatego staramy się zawsze coś na nie wygospodarować.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja też jestem duszą organizacyjną. Lubie plany i myślenie na przód.
    Na wakacje jeździmy za granicę, bo boję się braku pogody.
    Mam podobne podejście do nadwyżek finansowych: zwrot podatku lokuje w urlop a comiesięczne 500+ w polisy dla chłopaków :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Całkiem sensownie ;) Ja też często wybieram tańsze miejsce, bo na wakacje nie jade siedzieć w domu a zwiedzać, przebuwać pozanim ;D

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo ciekawy wpis. Wiele ciekawych rad, z których można skorzystać.

    OdpowiedzUsuń
  23. My zawsze szukamy dobrych, ale niekosmicznie drogich miejscówek do spania :)

    OdpowiedzUsuń
  24. My odkąd na świecie pojawił się nasz maluszek, czyli od ponad 2 lat, nie byliśmy na porządnych wakacjach.Tak jak ciebie przerażają mnie dalekie wyprawy z dzieckiem, bo dla niego godzina spędzona w samochodzie to już za długo. Na szczęście jesteśmy w takiej komfortowej sutuacji, że moja mama mieszka w pięknej turystycznej miejscowości nad samym jeziorem i to tam spędzamy niemal całe wakacje. Nie brakuje mi więc żadnych dalekich wyjazdów.

    OdpowiedzUsuń
  25. Podróż z dzieckiem to nie taka ciezka sprawa. Sami podróżowaliśmy z roczną potem dwu i pozniej trzyletnią córka ponad 12 h po to by posiedzieć niecały tydzien u rodziny. I mowie tu o podrozy bez tableta i telefonu, tylko fotelik i jazda :) a na wakacje my zawsze wybieramy loty do maximum 4 h lotu

    OdpowiedzUsuń
  26. Zawsze jestem tewgo zdania, że wielkie atrakcje nie muszą kosztować majątek ! super wpis !

    OdpowiedzUsuń
  27. Podróżujemy często i raczej planuję z wyprzedzeniem więc też jest taniej. Zawsze mam obawy co do pogody, ale póki co jest łaskawa dla nas,

    OdpowiedzUsuń
  28. No to my mamy podobne wyjazdy wakacyjne i podobne koszty, z tą różnicą, że chyba więcej wydajemy na różnego rodzaju atrakcje dla dzieci a oszczędzamy na obiadach, bo z różnych względów (w tym zdrowotnych) zwykle gotujemy sami i nie jest to dla nas żaden problem.

    OdpowiedzUsuń
  29. Przyznam, że mam chęć na taką solidnie zaplanowaną wycieczkę, bo zawsze to raczej spontaniczne akcje podróżnicze. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. My na wyjazdach robimy dużo zdjęć, później powstają albumy- to lepsze pamiątki niż bibeloty, które tylko się kurzą

    OdpowiedzUsuń
  31. W tamtych rejonach jeszcze nie bylismy, ale to tez dlatego, że dla nas to około 6-7h jazdy :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Moje dzieci akurat całkiem dobrze znoszą podróż samochodem. Ponieważ wszystkie uwielbiają wodę i mogłyby się w niej taplać cały dzień, zazwyczaj staramy się szukać czegoś jednak w cieplejszym klimacie. Wiem, że wakacje w deszczu czy zimnie byłyby dla nich koszmarem. My staramy sie szukać dużo wcześniej tanich ofert na campingach. Czasem noclegi wychodzą taniej niż w Polsce, jak ma się szczęście. Oczywiście niestety sporo schodzi na benzynę.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja nie planuje ę wszystkiegtak skrupulatnie. Niestety życie lubi zaskakiwać i nieraz odłożone pieniądze na wakacje trzeba było przeznaczyć na priorytetowe niespodziewane sprawy. My na wakacje szukamy miejsc tańszych,pensjonatow lub domków. Nie muszą być apartamenty i nigdy w takim nie byliśmy. Jeździmy by zwiedzać a nie siedzieć w pokoju tak więc noclegi na ogół są tanie. Z jedzeniem również szukamy polecanych niedrogich miejsc. A nad Solina byłam 2 razy :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Bieszczady,moje ukochane. W dziecinstwie bylam tam z rodzicami co weekend by polazic po gorach.dla mnie najpiekniejsze miejsce w Polsce i wcia z niedoceniane

    OdpowiedzUsuń
  35. My uwielbiamy takie krótkie wypady w góry, np. na weekend.

    OdpowiedzUsuń
  36. Podziwiam, ja nie potrafię odłożyć, bo nie ma z czego niestety 😖.

    OdpowiedzUsuń
  37. Koszty to pół biedy. Najgorzej gdy człowiek "wyrzuci" pieniadze, a całe wakacje pada

    OdpowiedzUsuń
  38. Bardzo przydatny wpis! Ja jestem zdania, że o wakacjach warto zacząć myśleć wcześniej niż miesiąc przed, a tym samym można sobie już przygotować wstępny kosztorys i myśleć o tym skąd wziąć na to pieniądze. Tym samym urlop wychodzi taniej niż na totalnym spontanie :)

    OdpowiedzUsuń