Nie wiem, jak to jest cieszyć się na widok 2 kresek na teście ciążowym

10/17/2018


Nie wiem, jak to jest co miesiąc powtarzać ciążowy test i co miesiąc czuć rozczarowanie, bo zabrakło jednej kreski.

Nie wiem, jak to jest chodzić regularnie do lekarzy, robić wszystkie badania, diagnozować, leczyć.

Nie wiem, jaką radość czują rodzice, gdy widzą 2 kreski na teście ciążowym i gdy pierwszy raz słyszą bicie serca ich rozwijającego się dziecka.

Nie wiem, jak to jest iść w ciąży na płatne zwolnienie chorobowe i odpoczywać, przygotowywać się do porodu.

Nie wiem, jak to jest chodzić do szkoły rodzenia i uczyć się prawidłowego oddychania, przewijania, kąpania noworodka.

Nie wiem, jak to jest organizować baby shower, kupować masę niezbędnych gadżetów w najmodniejszych kolorach, robić odlewy brzuszka i profesjonalne sesje ciążowe, czy noworodkowe.

Nie wiem, jak to jest zastanawiać się, czy wracać do pracy, czy może jednak moja sytuacja finansowa pozwala mi na zostanie z dzieckiem w domu do 3 roku życia.

Czasami mam wrażenie, że coś straciłam. Że przespałam tę jedną, jedyną ciążę, którą miałam. Że stało się tak dlatego, że ta ciąża była nieplanowana, przyszła z zaskoczenia. Że nasze dziecko pojawiło się w momencie, w którym owszem – pod najważniejszych kątem (emocjonalnym) byliśmy gotowi na dziecko, to ekonomicznie już nie.


Moja ciąża nie była planowana. Ja świeżo po studiach, zdążyłam znaleźć pracę w zawodzie. I cieszyłam się, że będę mogła zdobyć pierwsze zawodowe doświadczenie na tyle bardzo, że nie przeszkadzała mi niska pensja, umowa zlecenie i brak składek na ubezpieczenie chorobowe. Test ciążowy zrobiłam na szybko, pewna, że pokaże się jedna kreska i będę mogła spokojnie brać leki na dokuczające mi przeziębienie. Zobaczyłam 2 kreski. Nie było radości, nie było skakania pod sufit. Później, gdy poinformowałam w pracy o ciąży, przyszło zwolnienie. Zostaliśmy z jedną pensją i koniecznością skompletowania wyprawki. Zakasałam rękawy. Poszłam do pracy! Nie, nikt mnie oficjalnie nie zatrudnił. Rano sprzątałam prywatne domy (na początku 3 razy w tygodniu, później stopniowo rezygnowałam z każdej rodziny, bo sił było coraz mniej), a popołudniu odbierałam 2latka z przedszkola i opiekowałam się nim do czasu, aż jego rodzice wrócą z pracy. Czy było to odpowiedzialne? Część matek pewnie stwierdzi, że nie. Że ciąża to czas, gdy powinnam zadbać o siebie i dziecko, a o sprawy finansowe ojciec dziecka. Ja do tego podeszłam w ten sposób, że ciążę znosiłam idealnie, nic mi nie dolegało. Wieloródki też w domu muszą zająć się starszym dzieckiem. Często też sprzątają. Więc pracowałam. Finansowo wyszłam na tym nawet lepiej, niż pracując w żłobku, co niestety dowodzi tylko o niskich pensjach w tej branży.

Przetrwaliśmy. Udało nam się finansowo wszystko pospinać. Ciąża przebiegła wzorcowo. Urodziłam zdrową córkę. I chociaż nie było to planowane dziecko, to tak jak zwykle w takich sytuacjach – od razu pokochane.

Dzisiaj jestem już w zupełnie innym miejscu. Pisząc ten wpis patrzę na spokojnie śpiącą 2,5latkę. Jutro pójdę do pracy – tym razem nie na „śmieciówce”, a na umowie o pracę, do miejsca, gdzie czuję się doceniana. Dzisiejsza ciąża być może byłaby spokojniejsza, ale już dawno założyłam, że chcę mieć „tylko” jedno dziecko. A to oznacza, że więcej ciąż nie będzie. Dlatego często czuję żal, że coś straciłam. Nie było mi dane poznać pewnych uczuć. Nie wiem, jak to jest cieszyć się na myśl o tym, że rozwija się w Tobie dziecko. Nie wiem, jak to jest przygotowywać się do porodu w szkole rodzenia - na tę zwyczajnie nie miałam czasu przy łączeniu kilku prac.

I gdy ogarnia mnie żal, że w ciąży zamiast przez kilka miesięcy mieć czas dla siebie, odpoczywać, leżeć, czytać książki, ja pracowałam prawie do porodu. Gdy żałuję, że nie kupiłam tych wszystkich kocyków, otulaczów, misiów szumisiów, myślę sobie o tym, co ostatnio bombardowało mnie z Internetu: 



15 października – Dzień Dziecka Utraconego

A następnego dnia dowiedziałam się o śmierci młodego mężczyzny. Zostawił na tym świecie narzeczoną i ich 3letnią córeczkę.
W takich dniach przestaje się liczyć to, czy Ala jeździła wózkiem za 300 czy 3000zł, czy miała sesję zdjęciową od fotografa, czy robione zdjęcia przeze mnie, jej mamę. Najważniejsze, że JEST KOMU TE ZDJĘCIA ROBIĆ. I MA KTO JE ZROBIĆ. 


Nie wiem, jak to jest leżeć całą ciążę i zastanawiać się, czy tego dnia pojawi się krew, czy kolejny dzień uda się przetrwać.

Nie wiem, jak to jest trafić w ciąży do szpitala i mieć podawane leki na podtrzymanie.

Nie wiem, jak to jest pojechać do szpitala z dzieckiem, a wrócić bez niego.

Nie wiem, jak to jest leżeć na sali wśród kobiet z dużymi, ciążowymi brzuszkami, gdy samej właśnie usłyszało się, że konieczne będzie wyłyżeczkowanie.

Nie wiem, jak to jest zastanawiać się, czy to co się stało to nie była moja wina – moich genów, dbania o siebie, odżywiania się, nieoszczędzania się.

Nie wiem, jak to jest musieć tłumaczyć dziecku, że rodzic jest wśród Aniołków.


Życie jest kruche, ulotne. Nigdy tego nie doświadczyłam. Mam to ogromne szczęście, że żegnałam jedynie osoby w podeszłym wieku. I chociaż ich brak też bolał, to potrafiłam podejść do tego z rozsądkiem – że taka jest kolej rzeczy, że umiera osoba, która spędziła z nami całe życie. A jak wytłumaczyć sobie śmierć dziecka? Osoby młodej, pełnej planów, zadań do wypełnienia?

Czasami potrzebuję takich historii, by uświadomić sobie, że mam szczęście. By tego dnia wyjątkowo nie narzekać, że moje dziecko zrobiło histerię na placu zabaw, bo nie chciało wracać do domu. By w nocy nie wstawać ze złością, bo Ala woła o picie. By przeżyć ten dzień i te wstawanie w nocy po 10 razy z radością – że mam do kogo wstawać. Tego dnia, gdy dowiedziałam się o śmierci młodego mężczyzny, w pracy spędziłam 14 godzin. Wróciłam ok.22. Ala wybudzała się co chwilę z płaczem. Bez przyczyny. A ja ją przytulałam, ciesząc się, że jest ktoś, kto mnie potrzebuje.


Napisałam to najlepiej, jak potrafiłam. Jeśli przeczytałeś/aś ten tekst to proszę – doceń to, co masz, kogo masz, zamiast żałować, że Twoje życie odbiega od pewnych norm/ideału, który sobie założyłeś/aś. 

A jeśli chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami, to zapraszam Cię do śledzenia mnie na:

You Might Also Like

26 komentarze

  1. Ciezko mi sobie nawet wyobrazic, jak ciezka to sytuacja wytlumaczyc dziecku, ze drugiego rodzica nie ma i nie bedzie. Ale pamietajmy, by doceniac to, co mamy, zycie jest takie kruche...

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny wpis ja walczyłam wiele lat wiele za nami i też dane mi jest mieć tylko jedno dziecko bo nie ryzykowała bym drugi raz życia mojego dziecka to co przeszlismy było trudne ale myśle że też egoistyczne wiec jestem wdzieczna losowi że mam zdrową cörkę. Maż kompletował wyprawke wiec ominely mnie te pierdolki za to teraz poswiecam córce czas nie poszłam do pracy mimo że córka ma 6 lat chce czekać na nią spokojnie ją odprowadzać i cieszyć się każdym dniem bo wiele łez wylałam za to moje szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlatego warto cieszyć sie tym co mamy!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana piękny post <3 każdy przeżywa tą wiadomość i ciążę inaczej, czasem jest planowana, czasem nieplanowana, cudownie, że tak się wszystko ułożyło, że jesteś szczęśliwa, życie bywa bardzo przewrotne, a czasem tak trudno cieszyć się chwilami. Takie trudne sytuacje faktycznie nam przypominają ile mamy szczęścia

    OdpowiedzUsuń
  5. Taka ciąża z zaskoczenia, bez panikowania, może być ekstra. Ja cała ciążę bałam sie czy będzie ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam matkę co w 5 miesiącu się zorientowała, że jest w ciąży. I wcale nie patologia.

      Usuń
  6. Z mężem jesteśmy po ślubie już parę lat i ciągle słyszę, że powinniśmy już być rodzicami. A najmocniej na świecie mnie wkurza, gdy ktoś mi mówi, co mam robić. A my wychodzimy z prostego założenia - nie stać nas na dziecko i podejmujemy świadomą decyzję, by go nie mieć. A po drugie w naszym życiu, pełnym podróży i innych elementów nie ma miejsca na nowego członka rodziny. I tyle.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam trójkę dzieci, dwie córeczki tu na ziemi a jedno tam na górze qsrod aniołów.
    Gdyby 4 lata temu ktoś mi powiedział że tak bedzke bym nie uwierzyła.
    Pierwsza ciąża zaskoczyła nas tam jak ciebie. Tylko z tą roznjca że dziecko jest teraz wśród aniołków i tam spogląda na swoje siostry.
    Druga ciąza zagrozona poronieniem i od 5 tygodnia L4 leżenie na przemian dom szpital i walka o każdy dzkeb. Strach przed wizyta w wc aby nie zobaczyć krwi. Potem poród i ponownie walka dziecka o życie.
    Trzefia ciąża bez przygód tak jak powinna wygladaw każda.
    Powiem tyle, cięższe się tym co mam, że mam największe szczęście posiadać dzieci których kiedtk mief nie chciałam.
    Super wpis.

    OdpowiedzUsuń
  8. nawet nie potrafię sobie wyobrazic takiej straty a co dopiero przekazać ja dziecku.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pewne rzeczy w życiu dzieją się totalnie bez planu, a nawet wbrew temu, jak je zaplanujemy. Przeżyłaś ciążę tak, jak na tamten moment mogłaś, umiałaś, czułaś.
    Najtrudniej jest zrozumieć, że pewien obrót spraw nie jest naszą winą. Tak jak nie są niczemu winne kobiety, które leżą na patologii ciążi i błagają o każdy kolejny dzień.
    Najgroszą winą, jest gdy matka w ciąży pije, pali jakby była na wiecznej imprezie. A refleksja przychodzi (albo i nie przychodzi) dopiero po porodzie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bieg spraw sprawia,że często nasze refleksje docierają do nas w obliczu prawdziwych tragedii. Musimy cieszyć się najdrobniejszymi pozytywnymi momentami - uśmiechem, byciem razem, to wszystko w momencie możemy stracić.

    OdpowiedzUsuń
  11. Gdzieś na blogu, widziałem wpis, "nie rozumiem co fajnego jest w posiadaniu dzieci" nie miałem nawet ochoty spojrzeć. To ciekawe, że są osoby pozbawione pewnego rodzaju uczucia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę, że wszystko jeszcze przed Tobą - wszystkie małe i większe radości związane z ciążą :) To, że za pierwszym razem musieliście się "spiąć", nie znaczy, że kiedyś, gdy przyjdzie czas na drugie maleństwo, wszystko nie będzie już bardziej na spokojnie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zawsze marzyła o gromadce dzieci ale życie wyryfikuje nasze plany.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mamy prawo do różnych uczuć, również do żalu, że czegoś nie miałyśmy okazji doświadczyć, bez wyrzutów sumienia, że inni mają gorzej. Owszem, takie historie pokazują to, o czym w pędzie życia zapominamy. Nie trzeba wiele, wystarczy odwiedzić szpital dziecięcy i przytulić matkę lub ojca pochylonego nad łóżeczkiem być może w tej chwili umierającego dziecka. Miałam taką okazję w zeszłym roku i kiedy wróciłam do domu przytuliłam moje małe istoty i na kolanach z nimi w ramionach płakałam. Ze szczęścia, że nie muszę przechodzić przez to, czego byłam świadkiem i z żalu, że ktoś to właśnie musi przejść, a ja nie umiałam mu pomóc i jedyne co mogłam zrobić to przytulić i płakać razem z nim/nią.

    OdpowiedzUsuń
  15. Z moją ciążą było podobnie... Wpadłam w wieku 16 lat. Do lekarza po raz pierwszy poszłam w 8. miesiącu ciąży, bo wcześniej ukrywałam to przed całym światem. Ominęły mnie więc badania i wszystkie przygotowania do powitania na świecie dziecka...

    OdpowiedzUsuń
  16. W pierwszej ciąży na śmieciowe, na prędkości zakładałam firmę, prawdowalam do piątku, w środę urodziłam, druga ciąża na umowie o pracę, zupełnie imnykomfort, trzecia znów na śmieciowe, teraz przynajmniej jest Kosiniakowe. Nie zazdroszczę Ci, chociaż za każdym razem pracowałam do końca, to jednak wiem, że umowa o pracę daje wielki spokój.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja też nie wiem jak to jest cieszyć się z II kresek na teście, bo obie moje ciąże przyszły z zaskoczenia. Owszem, planowałam dzieci, ale nie wtedy, kiedy się pojawiły ;) mimo wszystko są najbardziej przeze mnie kochane na świecie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja jestem właśnie z tych, które tak bardzo się cieszą dwiema kreskami. Lata leczenia, lata biegania po lekarzach, lata wylanych łez i straconych nadziei... :/Dwie kreski na teście to był prawdziwy cud, który teraz ma już sześć lat :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Utrata dziecka to najgorsza rzecz, jaka może przydarzyć się każdemu rodzicowi...

    OdpowiedzUsuń
  20. Ogromna otwartość. Bardzo podziwiam za odwagę podzielenia się tym z nami. Życie bywa różne, najważniejsze, że teraz jesteś szcześliwa!

    OdpowiedzUsuń
  21. Mamy zupełnie inne doświadczenia... Zdecydowaną większość zdań zaczynałabym od "Wiem, jak to jest..." Ludzie zbyt często nie doceniają tego co mają...

    OdpowiedzUsuń
  22. Pięknie to napisałaś! Ja mam jedną córeczkę i czekam na drugą. Też myślę, że to skarb i współczuję wszystkim mamom, które straciły swoje dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  23. ja wiem jak to jest planować i nie planować.. wiem jak to jest płakać i cieszyć się z dwóch kresek bo ciąże miałam dwie- jedna planowana druga nie... Teraz chyba będę wiedziała jak to jest walczyć o życie tego drugiego, który już ma 4 a prawdopodobnie cierpi na cholernie ciężką, nie uleczalną chorobę :( kochana trzeba się cieszyć każdym dniem, każdą chwilą, każdym promieniem słońca... nie ma co myśleć " co by było gdyby" bo to tylko może nas pogrążyć...

    OdpowiedzUsuń