2-latek w przedszkolu - czy ponownie posłałabym dziecko tak szybko?

8/19/2018

Moja córka poszła do przedszkola jako 2-latka. Nie miała skończonych 3 lat. Nawet nie była 2,5latkiem. Pierwszy dzień w przedszkolu zaliczyła mając dokładnie 2 lata i 1 miesiąc. Dlaczego zdecydowaliśmy się ją posłać "już do przedszkola", zamiast "jeszcze do żłobka"? Czy z perspektywy czasu była to dobra decyzja? Czy takie rozwiązanie miało same zalety? A może znaleźliśmy też wady?

Nie jest to wpis o tym, czy w ogóle posyłać 2-letnie dzieci do jakiejkolwiek placówki. Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu rodziców uważa, iż dzieci przez pierwsze 3 lata powinny być z mamą w domu. Jednak nasza córka poszła do żłobka mając rok. Ja wróciłam do pracy, która jest mi niezbędna ze względów finansowych. Ale zapewnia też satysfakcję i spełnienie. Nie chcę tego zmieniać, nie wyobrażam sobie, że teraz wracam do domu i nie pracuję zawodowo.

Dlaczego zdecydowaliśmy się posłać córkę do przedszkola, zamiast zostawić ją w żłobku?

Moglibyście stwierdzić, że 2-latek powinien pójść do żłobka, bo dla takich maluchów jest to idealne miejsce. Po co pchać je na siłę do przedszkola? Jednak są sytuacje, które sprawiają, że rodzice zastanawiają się nad przedszkolem.

Są jeszcze gminy, gdzie żłobków nie ma lub nie ma w nich wolnych miejsc. W naszym przypadku publiczny żłobek jest jeden. Otwarty do bodajże 15.30, czy 16.00. A my potrzebujemy minimum do 17.00. W dodatku państwowy żłobek leży w centrum naszego miasta. My mieszkamy na południu, blisko granicy z Bielsko-Białą, gdzie pracuję. Odwożenie Ali do tego przedszkola oznaczałoby dla mnie jazdę kilka kilometrów w 1 stronę i późniejsze wracanie tą samą trasą. Jestem niezmotoryzowana, więc jest to dla mnie niewykonalne.

Zdecydowaliśmy się na prywatny żłobek w Bielsku, uzyskujący dofinansowanie z Unii Europejskiej. Przez rok płaciliśmy śmiesznie niską opłatę. Na tyle niską, że myślałam, że później, gdy dofinansowanie się skończy, będę w stanie płacić już dużo więcej – do czasu, aż Ala nie pójdzie do przedszkola. Jednak nie do końca byłam zadowolona z naszego żłobka. Wiele kwestii mi przeszkadzało: nielegitymowanie osób odbierających dziecko po raz pierwszy, brak zajęć dodatkowych (poza Metodą Dobrego Startu, która moim zdaniem – jestem pedagogiem – nie ma sensu u rocznych czy 2-letnich dzieci), ciągłe zmiany kadry (co miesiąc nowa opiekunka). Czasem miałam wrażenie, że dyrektorka traktuje nas na zasadzie „mało płacicie, to nie możecie niczego wymagać”. Utwierdził mnie w tym fakt, że gdy dofinansowanie się skończyło, nagle pojawiła się oferta kilku dodatkowych zajęć. Problem w tym, że opłaty wzrosły do tysiąca złotych. Tysiąc złotych za żłobek, do tego dojazdy i częstsze kupowanie leków (bo w naszym przypadku choroby Ali wzrosły, odkąd poszła do żłobka). Dodając te kwoty okazałoby się, że z wypłaty zostawałaby mi podobna kwota do zasiłków, na które mogłabym liczyć, gdybym była bezrobotna. I nawet nieśmiało zaczęłam rozważać taką opcję. Czy nie zwolnić się z pracy i przeczekać na zasiłku chociaż do czasu, aż Ala skończy 3 lata i pójdzie do państwowego przedszkola? A z drugiej strony szkoda było mi tracić pracę, którą lubię. Czułam też, że po takiej przewie, powrót na rynek pracy nie będzie łatwy.

Na kilka miesięcy przed końcem dofinansowania, rozmawiałam z rodzicami innych dzieci. Wiele przenosiło swoje pociechy do publicznych lub prywatnych przedszkoli. Bo przedszkola, mimo,że też prywatne, są zwykle o kilkaset złotych tańsze. Koledzy Ali z przedszkola byli jednak nieco starsi – mieli około 2,5 roku. Ala w chwili utraty dofinansowania miała mieć 2 lata i miesiąc. Zdecydowałam poszukać tańszej opcji opieki. Wybraliśmy przedszkole.

Nie każde przedszkole przyjmuje 2-latki 

Gdy szukaliśmy przedszkola dla Ali, musieliśmy liczyć się z tym, że część przedszkoli odpadnie, bo dyrektorki nie będą chętne przyjąć tak małe dziecko. Kluczowa była też dla nas lokalizacja. Jako, że ja nie jeżdżę autem, przedszkole musiałoby w miarę blisko między naszym domem, a moją pracę. Znalazłam 3 prywatne przedszkola, które miały informację, że przyjmują 2-letnie lub 2,5-letnie dzieci, a lokalizacja była odpowiednia. W jednym nie było wolnych miejsc (szukaliśmy najlepiej na początek kwietnia), w drugim odczułam, że preferują dzieci, które mają już skończone 2,5 roku. A trzecie przedszkole to już to, do którego Ala chodzi.

Do publicznych przedszkoli przyjmują dzieci, które skończyły co najmniej 2,5 roku życia. W pierwszej kolejności przyjmowane są 3-latki, a jeśli zostaną miejsca, to przyjmowane są 2,5-latki. Mogłoby się zatem wydawać, że młodsze dziecko nie ma szans się dostać, ale kilka dzieci ze żłobka Ali poszło do publicznych przedszkoli właśnie wcześniej.

Jeśli chodzi o przedszkola prywatne to mogą przyjmować już 2-letnie dzieci. Część przedszkoli jednak nastawia się na starsze dzieci. Nie każde prywatne przedszkole jest skłonne przyjąć młodsze dziecko. Czasami ze względów organizacyjnych, ilości pań, przystosowania sal.

W publicznym przedszkolu moje dziecko raczej by sobie nie poradziło

Szukaliśmy przedszkola z miejscem od kwietnia 2018. Moglibyśmy jeszcze poczekać kilka miesięcy i wówczas teraz, we wrześniu zapisać Alę do publicznego przedszkola. Może by się dostała jako 2,5-latek, ale gwarancji nie mamy. Ja jednak nie chciałam jeszcze próbować. Moje dziecko potrafi samo jeść, próbuje się ubierać, jest grzeczna, słucha poleceń. Jednak ciągle nie potrafi korzystać z nocnika i nie wykazuje w tej kwestii żadnej gotowości. Ja nie nalegam, wolę dać jej jeszcze trochę czasu. Ciągle mam wątpliwości, czy publiczne przedszkola mogą odmówić przyjęcia nieodpieluchowanego dziecka. Obowiązują już przepisy, że każdy 3-latek musi mieć zapewnione miejsce w przedszkolu. W owym przepisie nie ma słowa o tym, że miejsce należy się odpieluchowanemu 3-latkowi. Teoretycznie statut każdego przedszkola może zawierać swoje własne zasady, ale taki statut powinien też być zgodny z wyższymi dokumentami. Dlatego skoro może trafić się 3-letnie dziecko w pieluszce, to i 2,5-letnie w pampersie powinno być przyjęte.

Ja jednak nie chciałam pchać Ali na siłę do publicznego przedszkola. Tu już nie chodzi tylko o sporną kwestię pieluszek, ale też o to, że w takich przedszkolach grupy są bardziej liczne. Zwykle na 25 dzieci przypada jedna pani. Możliwe, że 2,5latki są w stanie poradzić sobie w tak dużej grupie. Swojej córki w tym nie widziałam.

Czym różni się nasze przedszkole od żłobka?

O przyjmowaniu do przedszkola dzieci poniżej 3 roku życia można przeczytać wiele negatywnych komentarzy. Często mam wrażenie, że wypowiadają się po prostu osoby, które ogólnie uważają, że przez pierwsze 3 lata dziecko powinno być w domu. Ja sama pracowałam w prywatnym żłobku, więc wiem, że takie placówki mogą zapewnić dzieciom troskliwą opiekę. A prywatne przedszkola? Czy tam jest z tym inaczej? Czym się różni Ali przedszkole od znanych mi żłobków (w kilku miałam praktyki, w 1 pracowałam, do 1 chodziła córka):

Tylko jedną kwestią: w przedszkolu Ala obcuje ze starszymi od siebie dziećmi.

Najczęstszym zarzutem przy wysyłaniu 2-latków do przedszkola jest fakt, że w przedszkolu nie ma czasu na indywidualne podejście i pomaganie dziecku w czynnościach samoobsługowych. Możliwe, że tak jest właśnie w publicznych przedszkolach. Nasze prywatne jest dla mnie uosobieniem prawdziwego prywatnego, domowego przedszkola, o jakim zawsze myślałam.

Ali przedszkole jest małe. Wszystkie dzieci są w jednej grupie. Dzieci jest 15, 2 nauczycielki i dyrektorka, pomagająca w opiece nad dziećmi. W żłobku Ali było identycznie- jedna grupa, 15 dzieci, 2 panie i dyrektorka. Zatem nikt nie może mi powiedzieć, że panie nie mają czasu dla mojego dziecka. W żłobkach na jedną opiekunkę może przypadać maksymalnie 8 dzieci (gdy wszystkie dzieci mają skończony rok i są pełnosprawne). Dokładnie tyle przypada na nauczycielkę w Ali przedszkolu. To co przy takiej ilości dzieci jest na korzyść przedszkola to fakt, że w żłobkach prawie każde dziecko wymaga zmiany pieluchy, pomocy w ubieraniu, często jeszcze wózka na spacerze. W przedszkolu takich dzieci jest mniej.

Przedszkole Ali podchodzi do każdego dziecka indywidualnie. Przy 15 dzieciach nie jest trudno spamiętać, które ubranka należą do danego dziecka. Jest czas na poznanie dziecka tak, by w razie konieczności zauważyć zmianę jego zachowania, pomóc mu w trakcie zajęć, nie naciskać na szybkie odpieluchowanie.

Plan dnia przedszkola Ali nie różni się od tego, jaki miała w żłobku. Nie wszystkie dzieci w przedszkolu śpią, jednak Ala ma jeszcze codziennie drzemki. Taki odpoczynek jest wpisany w plan dnia, a dzięki osobnej sali do spania, część dzieci kładzie się spać, inne mogą bawić się na drugiej sali i nie przeszkadzać sobie wzajemnie.

W przedszkolu jest dużo zajęć, ale w dobrych, prywatnych żłobkach także ich nie brakuje. Ala ma angielski, rytmikę, taniec, dogoterapię. Do tego realizowana jest podstawa programowa. Nie zależy mi szczególnie na tych zajęciach, bo wiem, że część rówieśników Ali nie chodzi nawet do żłobka i też się jeszcze nie uczy. Ale też nie uważam, że zaszkodzi jej, gdy się czegoś nauczy szybciej.

O gotowości dziecka do przedszkola

Gdy zrobiłam listę przedszkoli, którymi jestem zainteresowana, zaczęłam po nich dzwonić. W przedszkolu Ali już podczas telefonicznej rozmowy wspomniałam o wieku córki. Padło pytanie o to, czy Ala jest na tyle samodzielna, by pójść do przedszkola. Myślałam, że główną przeszkodą będą pampersy, ale nie – to dla pań nie było żadnym problemem. Jedynym warunkiem przyjęcia dziecka do przedszkola, było samodzielne poruszanie się na spacerach. Bo w przeszłości zdarzały się w tym przedszkolu 2-latki, których mamy zapewniały o samodzielności dziecka, a później panie musiały nosić dziecko na rękach podczas spacerów. My na szczęście nie mamy z tym problemu. Ala zrezygnowała z wózka mając około półtora roku. Wiem natomiast, że w żłobku panie czasami brały ją do 4-osobowego wózka. Ale na kilka miesięcy przed pójściem do przedszkola coraz częściej i w żłobku chodziła pieszo.

Co jeszcze (zwłaszcza według przeciwników posyłania 2-latków do przedszkola) powinien umieć przedszkolak:
  • samodzielne jedzenie – w domu Ala od dawna je sama. Zupy zjada łyżką prawie wcale nie wylewając zawartości. Drugie dania, śniadania – te zwykle zjada palcami. Czasem nabierze coś na widelec tylko po to, by z widelca wziąć do ręki i dopiero do buzi. Ale pomocy w jedzeniu nie wymaga. 
  • Ala sprawnie chodzi i biega. 
  • Córka potrafi ubrać sobie buty i czapkę. Ściągnąć bluzę i spodnie. Z resztą wymaga pomocy, ale to tak jak wyżej pisałam – przy 15 dzieci jest na to czas. 
Początki Ali w przedszkolu

Ala idąc do przedszkola miała łatwiej. Spędziła już rok w żłobku. Przeszła jedną adaptację. Wiedziała, że w takich miejscach są dzieci, są też panie, które się nimi zajmują, są zajęcia, posiłki, sen, a po tym czasie przychodzą rodzice. 

Zapisując Alę do przedszkola, wykupiłam godziny na adaptację. Niestety Ala ciągle chorowała i z tego czasu nie skorzystaliśmy. Pierwszy raz do przedszkola poszła dopiero w kwietniu, gdy ze żłobka była już wypisana. Pierwszego dnia pracowałam tylko do 12, więc Ala spędziła w przedszkolu kilka godzin. Pierwsze pół godziny płakała u pani na rękach. Później już nie zapłakała. Przyszły inne dzieci i się uspokoiła. Kolejnego dnia była dłużej. Po obiedzie zasnęła jak zwykle. Pobawiła się i ją odebrałam. Adaptacja była błyskawiczna, ale myślę, że duże znaczenie miało jej doświadczenie w chodzeniu do żłobka. Na zdjęciu Ala w pierwszy dzień w przedszkolu:



Ala jest zupełnie inna w domu niż w przedszkolu. W domu jest jedynym dzieckiem. Jest głośna, rozgadana, niechętnie się dzieli, jest wybuchowa, gdy coś jej nie wyjdzie, ze złości rzuca zabawkami, albo próbuje nas uderzać. W przedszkolu? Jest cicha, spokojna, niewiele mówi, wykonuje wszystkie polecenia, słucha pań.

Nauczycielki od początku bardzo chwaliły Alę. Mówiły, że chociaż nie wszystko jeszcze potrafi zrobić, to się stara. Uczestniczy w zajęciach, wykonuje polecenia, jest rezolutna, podpatruje inne dzieci i jeśli nie wie, co zrobić w danej sytuacji, to je naśladuje. Usłyszałam, że wiele 3-latków, które przychodziły do przedszkola, miały większe problemy z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości.

Były też wady 

Często gdy wspominałam, że moja córka chodzi do przedszkola, pytaliście, jak sobie radzi. Pomysł na ten wpis był od początku, ale cieszę się, że zrealizowałam go dopiero po kilku miesiącach, gdy mogę być bardziej obiektywna. Bo drobne wady też się pojawiły.

Przedszkole Ali nastawione jest na wiele atrakcji. Jedną z nich są wycieczki. Może nie ma ich bardzo dużo. Przez 4 miesiące były 3. Dwie krótkie, w obrębie miasta. Jedna większa. Z tej ostatniej musieliśmy zrezygnować i wzięłam wolne z pracy, bo razem z paniami doszłyśmy do wniosku, że Ala nie jest jeszcze gotowa na takie wyprawy. 

Pierwsza wycieczka była do pobliskiej pizzerii. Dzieci szły tam pieszo, na miejscu robiły własną pizzę. Wyszło super. 


Druga wycieczka to jazda autobusem miejskim do straży pożarnej. Ala już podczas drogi marudziła, chciała na ręce, bała się autobusu (co było dla mnie zdziwieniem, bo ze mną uwielbia jeździć) i wozów strażackich. Całą wycieczkę była na rękach. Teraz nie wiem, czy winny był jej wiek, czy osłabienie (kilka dni wcześniej w przedszkolu panował wirus, Ala wymiotowała i możliwe, że jeszcze nie do końca doszła do siebie).

Ze względu na doświadczenia z wycieczki do straży pożarnej, zrezygnowaliśmy z wycieczki z okazji Dnia Dziecka. Wówczas dzieci jechały do parku rozrywki, około pół godziny drogi autokarem. Największym problemem była kwestia Ali snu. Ona codziennie potrzebuje 2-godzinnej drzemki. O 12 robi się senna, a jeśli nie zaśnie jest nieznośna. W parku rozrywki panie nie miałyby jej gdzie położyć, a powrót był planowany dopiero na 15-16 godzinę. Możliwe, że za rok, już jako 3-latek pojedzie na taką wycieczkę. Teraz musieliśmy zrezygnować.

Czy są jeszcze jakieś wady?

Mnie się wydawało, że przebywanie w tak zróżnicowanej pod względem wieku grupie może być problematyczne. Nie zawsze łatwo jest zorganizować zajęcia tak, by dostosować poziom zarówno dla 2-latka, jak i 5-letniego dziecka. W tej sytuacji możliwe, że lepiej sprawdziłoby się prywatne przedszkole z podziałem na kilka grup w zależności od wieku dziecka. Ale w naszym przedszkolu mamy zapewnioną kameralność.


Moje dziecko odstaje od innych. Czy ono się tym przejmuje? 



Na pewno ja się tym przejmowałam. Zastanawiałam się, czy Ala widzi różnicę między swoimi umiejętnościami, a zdolnościami innych dzieci. Czy nie czuje się gorsza, bo nie potrafi pokolorować obrazka bez wyjeżdżania poza krawędzie? Dzisiaj myślę, że dla Ali nie jest to problemem. Widzi, że dzieci są od niej wyższe, więc i pewnie starsze i chyba rozumie różnicę w umiejętnościach.

Czy gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym tak samo?

Tak! Moja 2-latka poszła do przedszkola, które lubi. Dzięki takiemu rozwiązaniu, stać nas było na opłacenie przedszkola i nie rezygnowanie z pracy przeze mnie. Zwłaszcza, że miesiąc później zaproponowano mi w pracy awans! Szkoda byłoby tracić możliwości rozwoju zawodowego.

Ala ma w przedszkolu troskliwą opiekę, panie mają czas, by pomagać jej w ubieraniu się, zmieniać jej pieluszkę, by indywidualnie do niej podejść. 

Nie każdy 2-latek poradzi sobie w przedszkolu i nie każde przedszkole się do tego nadaje.

Nie zagwarantuje Wam, że każdy 2-latek odnajdzie się w przedszkolu. U nas było łatwiej, bo Ala miała doświadczenie ze żłobkiem. Do tego chętnie sama je i pije, sprawnie chodzi i biega. Nadaje się do przedszkola, ale moim zdaniem 2-latki poradzą sobie w przedszkolach z mniejszymi grupami. Nie zapisałabym 2-letniego dziecka do publicznego przedszkola, gdzie grupy to ok. 25 dzieci. Możliwe, że z 2,5-letnią Alą (czyli tyle ile ma teraz) odważyłabym się to zrobić. 

Moim zdaniem 2-latek w przedszkolu może dać sobie radę. Pod warunkiem, że zastanowimy się, czy nasze dziecko jest na to gotowe i wybierzemy przedszkole, w którym panie nie boją się przyjmować tak małych dzieci. A jakie jest Wasze zdanie? Kiedy Wasze dzieci poszły do przedszkola?

Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami, albo poznać nas lepiej to zapraszam Cię na:
  • mojego Facebooka – klik 
  • mojego Instagrama – klik

You Might Also Like

32 komentarze

  1. Kwestia tego czy mama chce i moze wrocic do pracy. U mnie w wieku 3 i 4 lat poszli do przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje dzieci przeszły przez publiczne przedszkole i żłobek ale to było ponad 25 lat temu. Uważam, że dzieciaki warto zacząć szybko socjalizować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem że twoja decyzja była przemyślana fajnie że prywatne przedszkole Wam odpowiada.Rozumiem że specyfika twojej pracy wymaga od Ciebie szybkiego powrotu. Ja osobiście bym się nie zdecydowała mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo zainteresował mnie Twój punkt widzenia, ponieważ sama pracuję w przedszkolu:) Uważam że w takich przypadkach ważna jest współpraca pomiędzy nauczycielem a rodzicem. Warto poznać wzajemne oczekiwania względem funkcjonowania 2
    -letniego dziecka w przedszkolu

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja muszę zostać w domu do 2gich urodzin syna. Żłobek to koszt ok 1500zł, a syn ma duży problem by spędzać czas bezemnie- potrafi płakac 3h. Mam nadzieję, że pójdzie tak łatwo jak u Was.

    OdpowiedzUsuń
  6. Takie dylematy jeszcze daleko przede mną ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja z żoną będziemy się jeszcze zastanawiać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super wyczerpałaś temat! Na pewno ten tekst przyda się nie jednej mamie, która boryka się z podobnym problemem ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo przydatny post, świetnie wszystko opisalas , a z perspektywy mamy 3latki która rok temu poszła do przedszkola doskonale to znam...

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja córka poszła do przedszkola mając lat 3 i 3miesiące, zaś syn jak miał 3 lata i 9 miesięcy ze względu na to że jest z grudnia dlugo odkładaliśmy temat przedszkola. Ale to prawda w każdym są inne wymogi

    OdpowiedzUsuń
  11. Czasem nie ma wyboru, z drugiej strony dziecko może być gotowe na takie przedszkole i nic się mu nie dzieje złego.

    OdpowiedzUsuń
  12. Moje wnuki tez tak wcześnie poszły do przedszkola, ale syn kiedy szedł miał 3, bo bardzo mu sie w żłobku podobalo.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak zwykle nie ma jednoznacznie dobrych i jednoznacznie złych rozwiązań. Twoje argumenty pokazują, że dla was była to idealna opcja.

    OdpowiedzUsuń
  14. Moja córka w żłobku się nie zaadaptowała.
    Będziemy próbować może jeszcze kiedyś, albo poczekamy aż skoczy 3 lata. Na szczęście pracuje w domu więc mogę sobie na to pozwolić;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Przyznam szczerze, że to dla mnie bardzo wcześnie. Rozumiem rodziców, którzy podejmują takie decyzje. Jednak, jak wolałam zostać z dzieckiem w domu. Jedyna wada takiego rozwiązania to oczywiście całkowite zrezygnowanie z kariery zawodowej a w moim przypadku w ogóle możliwości zatrudnienia. A najbardziej, co mnie przerażało to choroby. Jedno z moich dzieci poszło do przedszkola, jako 3,5 latek. Okropnie chorował, że do dziś przyjmuje stałe leki. No, ale to wszystko zależy o wielu czynników. Cieszę się, że znaleźliście dobre miejsce dla Waszej córeczki i wszyscy jesteście zadowoleni. Życzę powodzenia :-) (Ps. W Bielsku jest wiele fajnych przedszkoli, niestety tu, gdzie mieszkam nie :-( )

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie wiedziałam, że do przedszkoli przyjmują dzieci poniżej 3 lat. Dziękuję Ci za ten wpis. Kiedy będę stała przed tego typu decyzją, z pewnością ponownie do niego zajrzę po pomocne wskazówki. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Każde dziecko jest inne, jedno szybko zaadaptuje się do przedszkola, inne będzie z tym miało problemy. Ja syna posłałam, kiedy miał niecałe 4 i wiem, że u nas to był najwłaściwszy moment :)

    OdpowiedzUsuń
  18. My mieszkamy w Niemczech i tu jest tak, że żłobek jest do 2 lat a od 2 lat zaczynają się grupy przedszkolne. My mamy jeszcze 3 miesiące do 2 urodzin i cały czas czekamy na miejsce ;) Jak tylko miejsce się znajdzie to na pewno spróbujemy tej przygody ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Pracowałam w przedszkolu. Miałam grupę mieszaną wiekowo. Były dzieci w wieku od 3 do 4 lat, a kilkoro ledwie skończyło 2 latka. Było różnie. U niektórych adaptacja trwała bardzo długo, inne natomiast "płynnie" weszły w grupę, aczkolwiek wolały samodzielną zabawę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, takie maluchy często nie mają jeszcze potrzeby zabawy z innymi. Ala czasem bawi się z dziećmi, czasem woli sama.

      Usuń
  20. Moja córeczka po skończeniu pierwszego roku życia poszła do żłobka. Obecnie ma 4,5 roku i chodzi do przedszkola (mamy ciągłość). Co bym zrobiła teraz? To samo! Moja córeczka jest dużo mądrzejsza niż dzieci w jej wieku, które do przedszkoli nie chodzą. Pochwalę się nawet, że umie już czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Z perspektywy czasu widzę, że to jest bardzo, bardzo indywidualna kwestia. Dzieci są bardzo różne.
    Córka znajomych poszła do żłobka w wieku 2,5 roku i odnalazła sę wspaniale. Teraz idzie do przedszkola.
    Moi synowie mieli też 2,5 roku i w żłobku się nie odnaleźli. Musiałam ch zabrać. Za to w przedszkolu, w wieku 3,5 roku odnaleźli się, że aż miło popatrzeć.
    Przedszkole to większa samodzielność np. brak pieluch, ubieranie się. Dla welu 2,5-latków to może być za wcześnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam się może wydawać, że pół roku czy rok to niewiele, ale dla rozwoju dziecka to mnóstwo czasu, więc rzeczywiście czasem lepiej poczekać. Odnośnie większej samodzielności - myślę, że tak jest w publicznych przedszkolach, w prywatnych często pań jest tyle samo co w żłobku i dzieci nie muszą same się ubierać i korzystać z nocnika.

      Usuń
  22. Moja ma 2,5 i ostatnio wyraża chęć pójścia do przedszkola

    OdpowiedzUsuń
  23. moj syn ma 2 lata i 5miesiecy i gdyby nie to ze nie jest odpieluchowany to poszedby do przedszkola. Myl,e byovy to tylko z korzyscia dla niego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja też nie jest odpieluchowana, tyle, że u nas paniom to nie przeszkadza.

      Usuń
  24. Moim zdaniem bardzo ważny temat poruszyłaś - co prawda przede mną jeszcze będzie decyzja do podjęcia ale chyba będzie o tyle łatwiejsza, że mój Misiak uczęszcza do żłobka. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Nasze dzieci poszły do przedszkola jako 2,5 łatki i nie było z nimi najmniejszego problemu.

    OdpowiedzUsuń
  26. Nasz synek miał 2.5 roku kiedy poszedł do przedszkola i ta decyzja z perspektywy czasu mogę stwierdzić, ze była strzałem w dziesiątkę 😀

    OdpowiedzUsuń
  27. Osobiście uważam, że taki wiek to za wcześnie na przedszkole, ale jeśli dziecko sobie radzi to czemu nie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Myślę, że opisałaś to tak dokładnie i podałaś tyle argumentów, że nie mam najmniejszych wątpliwości. To była dla Was bardzo przemyślana i w związku z tym najlepsza decyzja. My w tym roku posłaliśmy synka do żłobka. Nie mieliśmy dużego wyboru - został zapisany do młodszej grupy, choć rozwojowo jest już właściwie na poziomie starszaków. Będziemy mogli go przenieść do starszej grupy w następnym semestrze. Myślę, że też zdecydujemy się na przedszkole, kiedy tylko będzie taka możliwość. Bez sensu byłoby go "zatrzymywać", skoro tak świetnie sobie radzi i tak pięknie się rozwija.

    OdpowiedzUsuń