Jakim pracownikiem jest matka?

7/06/2018



Matki w pracy – jakie stereotypy nam towarzyszą? Czy bardziej przeważa myślenie, że matki to wiecznie siedzą w domu na l4, nadużywają uprawnień pracowniczych i w ogóle nie można liczyć na ich dyspozycyjność? Czy może jednak doceniamy matki za ich zaangażowanie, podejście do pracy, organizację czasu?

Jestem mamą 2-latki. Od roku i 3 miesięcy pracującą matką. Łączę obie rolę. Obie uwielbiam. Bez obu nie wyobrażam sobie mojego życia. No dobrze, wiadomo, że łatwiej byłoby mi zrezygnować z pracy, niż wyobrazić sobie, że nie jestem matką. Ale i jedna i druga kwestia jest dla mnie ważna.

Czy da się odpowiedzieć na pytanie „Jakim pracownikiem są matki?”


Czy istnieją pewne uniwersalne cechy dla danej grupy społecznej lub roli, którą pełnimy? Czy każda matka-pracownik jest taka sama? Każdy ojciec-pracownik? Student, singiel? NIE! Dlatego tak samo pracujące kobiety mogą się sporo różnić. Nie przedstawię Wam zatem statystyk, nie napiszę, że każda matka w pracy zachowuje się w konkretny sposób. Poopowiadam Wam na moim przykładzie.

Dlaczego matki mają większą trudność w znalezieniu pracy niż ojcowie?

Problem matek na rynku pracy jest widoczny i nie da się temu zaprzeczyć. To jedna z największych grup społecznych, która ma problemy w znalezieniu nowej pracy. Szczególnie jeśli jest mamą małego dziecka. Krzywdzące jest to zwłaszcza ze względu na to, że mężczyzn nikt o posiadanie dzieci nie pyta. Tak jakby oni nigdy nie brali l4, opieki na dziecko, nie chodzili na szkolne przedstawienia, czy nie potrzebowali czasem przyjść później lub wyjść wcześniej, by zdążyć z dzieckiem do okulisty.

Ojcowie często zarabiają więcej. Skoro mają wyższą wypłatę, to logiczne jest, że ta wypłata jest ważniejsza dla całej rodziny. Jeśli matka straci pracę przez częste zwolnienia na dziecko – przeżyją z jednej wypłaty do czasu, aż uda się jej wrócić na rynek pracy. Jeśli ojciec straci pracę – być może trzeba będzie się zapożyczać lub korzystać z oszczędności, by dopiąć miesięczny budżet. Dlatego mam wrażenie, że to matki częściej korzystają z opieki na dziecko. Jak jest u nas? Z jednej strony staramy się ograniczać zwolnienia jak tylko się da. Nie raz i nie dwa pomagali nam dziadkowie. Ja też mam pracę według grafiku, więc o ile się dało, zamiast nie przychodzić do pracy wcale, zamieniałam się tak, by przyjść na popołudniu lub w weekend. Z racji tego, że pracuję czasami pół dnia, czasem cały dzień (13 godzin) to mam też więcej wolnych dni roboczych, dlatego nie mam problemu z pojawianiem się na przedszkolnych przedstawieniach (o ile wiem o nich z wyprzedzeniem). Problemem jest jednak odbieranie Ali z przedszkola i tu ukłon w stronę... szefów mojego partnera. Ja pracuję zmianowo. Gdy kończę ok. 15-16 bez problemu odbieram Alę z przedszkola. Natomiast średnio 2 dni w tygodniu zostaję w pracy do końca, czyli do 21.30. W takie dni to tata musi odebrać Alę. Pracuje do 17, przedszkole czynne do 17 (ciężko znaleźć czynne dłużej). Co zrobił? Poprosił w pracy, by w takie dni mógł przychodzić pół godziny wcześniej i wychodzić pół godzin szybciej. W efekcie pracuje tyle samo czasu, ale zdąża po córkę. I uwaga! On tę pracę dostał, gdy już Ala chodziła do żłobka. Znał godziny pracy, wiedział, że będzie potrzebował się zwalniać. Nie powiedział o tym na rozmowie o pracę, bo... stwierdził, że najpierw tę pracę musi dostać. A ja? Ja pewnie byłabym zapytana o to, czy mam dziecko. Nie byłoby to moim wyborem, czy i kiedy powiem o macierzyństwie (chociaż uważam, że warto mówić już na rozmowie).

Matka-pracownik to ciągłe chodzenie na l4

Przyznam, że to zdecydowanie mój największy problem w łączeniu macierzyństwa z pracą. Gdy dziecko chodzi do żłobka/przedszkola choroby są nieuniknione. Świetnie, jeśli dziadkowie mogą wówczas zostać z dzieckiem (o ile chcą, uważam, że to powinna być ich inicjatywa), gorzej jeśli wszyscy sami pracują. Część rodziców stać na nianię. Często zastanawiałam się nad zatrudnieniem dodatkowo opiekunki na czas chorób dziecka, ale …. uznałam, że płacenie jej plus płacenie za przedszkole (ewentualnie samo zatrudnianie niani) oznaczałoby, że z wypłaty zostawałoby mi niewiele. Ala choruje z różną częstotliwością. Najgorzej było zeszłej jesieni i zimy. Ale też nie było tak, że cały czas stwierdzałam, że nie przyjdę do pracy. Zawsze, gdy ktoś inny mógł zostać w pracy, korzystałam z tej możliwości.

Ale czy na pewno każda matka ciągle siedzi na zwolnieniu na dziecko?
Są matki, których dziećmi stale zajmują się dziadkowie.
Są matki, których dzieci mają stale opiekunkę.
Są matki, których dzieci chodzą do żłobka/przedszkola, ale chorują sporadycznie. A w razie chorób udaje się zorganizować nianię, babcię, ciocię.

Obawa przed utratą pracy z powodu opieki na dziecko jest spora. Wystarczy przejrzeć ogłoszenia o pracę dla niań – nie brakuje tam ofert pracy na wypadek choroby dziecka. Rodzice zgodnie z przepisami mogą wykorzystać 60 dni opieki na chore dziecko w ciągu roku. Czyli średnio 5 dni miesięcznie. Wielu z nich tego nie robi, bo po prostu traktuje pracę poważnie i wie, że ciągłe zwolnienia są źle postrzegane przez pracodawców. Z drugiej strony.... ciągle uczę się równowagi między pracą, a macierzyństwem. Gdy 3 miesiące po rozpoczęciu pracy, moja córka wylądowała w szpitalu spędziłam z nią tam jeden dzień. A później? Później gnałam do pracy, partner zostawał z nią w szpitalu, a ja wracałam do szpitala na noc. Czy dzisiaj też bym tak zrobiła? Nie, chyba stwierdziłabym, że dziecko w tej sytuacji jest ważniejsze i żadna praca nie jest warta tego, by kursować między szpitalem a pracą. Bo dziecko mam jedno, a pracę zawsze można zmienić. Uświadomiła mnie o tym klientka, która dowiedziawszy się, że mam dziecko w szpitalu powiedziała, że ona też się tak poświęcała w pracy, a potem i tak ją zwolnili.

Matka pracę traktuje poważnie. Ale też rodzina jest na pierwszym miejscu

Ten punkt nawiązuje do poprzedniego akapitu. Bo będąc mamą, praca nigdy nie będzie u mnie na pierwszym miejscu. Mam ten komfort, że mam wspierającego partnera. Mam też rodziców, na których zawsze mogę liczyć. Wiem, że gdybym została bez pracy, damy sobie radę. Nie muszę kurczowo trzymać się stanowiska z obawy, że nie będę miała za co opłacić kredyt, czy kupić pampersy. Jednak wiem, że wielu rodziców właśnie ma taką sytuację. I wówczas pracę traktuje poważnie. A ja?

Też traktuję tę pracę poważnie. Ale nie dlatego, że od niej zależy zaspokojenie naszych podstawowych potrzeb. Traktuję ją poważnie, bo ta praca poprawia naszą sytuację finansową. Stać mnie na ubrania, kosmetyki, stać mnie, by zamówić pizzę, czy od czasu do czasu pójść na obiad do restauracji. A na urlopie pojechać na wakacje. Gdybym tej pracy nie miała, musiałabym ograniczyć wydatki. Poza tym lubię pracować. Spełniać się zawodowo, robić coś dla siebie.

Pracę traktuję poważnie, bo chcę pracować. Wiele mam docenia swoją pracę i rzadziej myśli o jej zmianie chociażby ze względów finansowego bezpieczeństwa, jakie dana praca zapewnia. A w moim (i pewnie nie tylko) przypadku ważne jest jeszcze to, że:
- lokalizacja pracy jest dopasowana pod przedszkole i miejsce zamieszkania
- w pracy znają już moją dyspozycyjność i zwykle udaje mi się ułożyć grafik tak, by jak najbardziej pasował do potrzeb naszej rodziny
- wiem, że mogę liczyć na wolne/wyjście z pracy (oczywiście do odrobienia później), gdy w przedszkolu jest przedstawienie.

Wiele mam traktuje pracę poważnie i jeśli uda się jej znaleźć pracę, którą da się połączyć z macierzyństwem, to nie szuka innej pracy. Jednak to co na pewno jest istotne to fakt, że nigdy żadna praca nie będzie ważniejsza od dziecka. Ale to już chyba kwestia właściwych priorytetów.

Lubię swoją pracę, ale poza nią mam też swoje życie. I gdy dostałam propozycję awansu i umowy o pracę ja... poprosiłam umowę nie na cały etat, a na 7/8. Dla mnie to idealne rozwiązanie, bo niby tylko ok. 20 godzin mniej miesięcznie, ale jednocześnie więcej czasu dla dziecka, partnera, domowych obowiązków. A dla pracodawcy to też zaleta – dzięki temu, że mój wniosek został zaakceptowany, ja chodzę do pracy z satysfakcją. Z poczuciem, że wszystkie inne moje role są dobrze wypełniane. Nie rozmyślam w pracy o tym, że nie zdążę zrobić obiadu na jutro, albo że nie mam czasu, by zabrać córkę na badania, bo ciągle siedzę w pracy.

Matka to pracownik od przekrętów ze zwolnieniami i nadużyciami praw rodzicielskich?

Nie mam tu już na myśli samych dni, wybieranych na opiekę na dziecko. Bo czy znacie matkę, która bierze opiekę na zdrowe dziecko? Raczej nie. Zwykle jest to ostateczność. Natomiast na pewno każdy z nas zna kobietę, która poszła szybko na ciążowe zwolnienie, a wśród rodziny chwaliła się, że ciąża przebiega bezproblemowo i że skoro dostaje 100% pensji to czemu nie skorzystać. Możliwe, że znacie też matki, które po powrocie do pracy korzystają z przerw na karmienie piersią mimo że już dawno przeszły na butelkę ze sztuczną mieszanką. Nie pochwalam naginania przepisów dla własnych korzyści. Jednak zastanawiam się, czy to aby na pewno dotyczy tylko matek? Czy inne kobiety nie nadużywają przepisów? A mężczyźni?

Odświeżam swoją pamięć i przypominam sobie 3 mężczyzn (2 znam osobiście, 1 to historia zasłyszana od bliskiego członka rodziny), którzy nadużywali zwolnień chorobowych. Siedzenie na l4 po parę miesięcy tylko dlatego, że było im obojętne, czy po tym czasie zostaną zwolnieni, czy nie. Albo wręcz zwolnienie się (umowa zlecenie z opłacanymi składkami) samemu tuż po 2-miesięcznym l4. Mężczyźni. Bo mężczyźni w pracy też oszukują.

Bo pracownicy-mężczyźni oszukują. Bo pracownice-kobiety oszukują. Bo pracownice-matki oszukują. Bo pracownicy-ojcowie oszukują. Bo pracownicy-single oszukują. A z drugiej strony jest mnóstwo uczciwych pracowników. I nie można po kilku historiach matek uogólniać, że każda pracownica-matka pójdzie na zwolnienie, gdy tylko ginekolog potwierdzi ciąże, a po powrocie z macierzyńskiego okłamie Cię, że karmi piersią po to, by skorzystać z płatnych przerw w pracy.

Zatrudniasz matkę? Zapomnij o nadgodzinach! 

W książce Malwiny z Bakusiowo.pl (sama książka nie powala, ale udało mi się wyłuskać ciekawe fragmenty) przeczytałam, że długo była przekonana, że trzeba zostawać dłużej w pracy, by zyskać w oczach szefa. I dopiero po zostaniu matką, gdy już nie była skoro do nadgodzin, okazało się, że według jej szefa pracownicy, którzy zostają w pracy dłużej to albo Ci na kacu, którzy pierwsze godziny odsypiają, a później nadrabiają. Albo osoby, które nie potrafią organizować sobie czasu i nie zdążają wykonać wszystkich obowiązków w standardowym czasie pracy.

Matki nie lubią siedzieć w pracy dłużej. Ale chyba nikt tego nie lubi. Co nie oznacza, że one zawsze się na to nie zgadzają. Wszystko zależy od tego, jaką wykonuje się pracę. Są takie, gdy okazji do nadgodzin jest niewiele. W innych pracach większa dyspozycyjność jest wpisana w dany zawód, więc uważam, że wówczas matka świadomie podejmuje decyzję, czy da radę pracować w ten sposób. Znam mnóstwo kobiet-matek, dla których zostanie w pracy godzinę czy 2 godziny dłużej nie jest problemem. Sama w ciąży dorabiałam sobie opiekując się 2-letnim chłopcem. Odbierałam go z przedszkola i zostawałam z nim do 18 aż rodzice wracali z pracy. Często zdarzało się, że musieli zostać do 19-20. Mieli opiekunkę. Mogli sobie na to pozwolić. A inne mamy? Ja nie widzę problemów, by czasem przyjść wcześniej, zostać dłużej o ile mam wówczas zapewnioną opiekę dla córki (przedszkole czy ojciec Ali). Mogłabym nie zgadzać się na nadgodziny z zasady (bo rodzicom dzieci do 4 roku życia przysługuje takie prawo), ale jeśli jest potrzeba, a ja mam możliwość, to nie będę tupać nóżką, by móc dłużej pobawić się z dzieckiem.

Matki nie odmawiają nadgodzin z własnego „widzimisię”. Jeśli o nadgodzinach dowiedziałabym się w ostatniej chwili, a nie miałabym z kim zostawić dziecka, logiczne jest, że nie zostanę w pracy. Jeśli o zmianach zostanę uprzedzona nieco wcześniej, mogę pokombinować. Tak samo wiele kobiet ma z wyjazdami. Raczej żadna matka nie ucieszy się, gdy jej szef oznajmi jej, że jutro wyjeżdża na kilkudniowe szkolenie. Zwłaszcza jeśli szef wiedział o tym wcześniej. Ale jeśli poinformuje ją o tym chociaż tydzień wcześniej, sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Matka wraca do pracy tylko po to, by znów zajść w ciąże i pójść na zwolnienie? A ja dzieci już nie planuję!

Znam też historie o matkach, które ledwo wrócą z macierzyńskiego, a już idą na kolejny. Czy świadomie czy nie – nieważne. Czy mają do tego prawo czy nie? Oczywiście, że mają, chociaż wpływa to później na postrzeganie pracownic-matek. Ale też trzeba sobie zdać sprawę z tego, że wiele tych bezdzietnych jeszcze kobiet zapewne kiedyś wybierze się na macierzyński. A matka może ten etap mieć już całkowicie za sobą. Nie twierdzę, że nigdy nie zmienię zdania, ale póki co głęboko tkwimy w przeświadczeniu, że nie chcemy mieć więcej dzieci. Zatem wracając do pracy, wróciłam na stałe. Nie na pół gwizdka, nie na przeczekanie do kolejnej ciąży.

Matka-pracownik to wielozadaniowość i lepsza organizacja pracy?

Tę perspektywę słyszę często i... sama nie wiem, czy się z nią zgadzam. Może dlatego, że sama zawsze lubiłam planowanie, rozpisywanie celów na miesiąc, tydzień, dzień. Moja organizacja zawsze była na dobrym poziomie. Dziecko nie musiało mnie tego uczyć. Wręcz przeciwnie. Czasami widzę po sobie, że zmęczenie daje mi we znaki i chociaż coś zaplanuję, to tego nie wykonam (obowiązki domowe/blogowe, w pracy mimo zmęczenia zawsze trzeba dać z siebie wszystko). Dlatego nie jestem za tym, by przypisywać każdej matce pewne pozytywne cechy, bo tu tak samo jak z tymi negatywami może być różnie.

Zadowolony pracownik to dobry pracownik 

Związek pracodawca-pracownik to sieć wzajemnych interesów. Jeśli pracodawca docenia pracownika, to wzrasta prawdopodobieństwo, że pracownik będzie w pracy efektywniejszy i będzie wiązać z nią dłuższą przyszłość. Mogłabym wysyłać CV w inne miejsca. Ale w mojej obecnej pracy mam grafik dopasowany do potrzeb, mam premie uznaniowe, mam wreszcie coś, co nie jest czysto materialne – szacunek i równe traktowanie, nie patrzenie na mnie tylko przez pryzmat dziecka.

Jakim pracownikiem jest matka? Takim jak każdy inny!

Czasem matka może być dobrym pracownikiem, innym razem przeciętnym, albo słabym. Tak jak każda inna grupa społeczna. Nie można generalizować. Uprzedzać się, że osoby o tym imieniu to nie zatrudnimy, bo już były w firmie i olewały pracę. Albo że jak ktoś pochodzi z danego miasta (serio, przykład z życia) to na pewno patologia i odrzucamy na etapie czytania CV. Tak samo nie można generalizować i wrzucać wszystkich mam do jednego worka.

Jakim pracownikiem są matki? Takim jak każdy. Wystarczy dać im możliwość wykazania się. Matki (tak jak i inni) mogą przychodzić do pracy odbębnić swoje, wyjść i zapomnieć o pracy. Mogą też być żądne sukcesów i rozwoju. Matki mogą awansować! Tak, po roku pracy po urlopie macierzyńskim dostałam propozycję awansu na stanowisko kierownicze. Ja! Matka! Można? Można!


Matka-pracownik – taki sam jak inni? Czy może jednak coś je wyróżnia? Jakie masz zdanie w tym temacie?

Chcesz być na bieżąco z moimi wpisami? Albo poznać nas lepiej? Zapraszam Cię na mojego:

  • Facebooka – klik 
  • Instagrama – klik 
  • A jeśli tematyka łączenia pracy z macierzyństwem jest Ci bliska to zapraszam po więcej artykułów. Znajdziesz je w kategorii Pracująca mama. A na Facebooku rozkręcam swoją grupę w tej tematyce – Pracujące mamy.

You Might Also Like

34 komentarze

  1. Też jestem matką pracująca i faktycznie niechętnie zostaje po godzinach, ale czasami wiem że tego wymaga sytuacja. Najlepiej jesli wcześniej mogę to zaplanowac, żeby nie bylo probkemow z odbiorem dzieci z przedszkola. Czy pracuję lepiej czy gorzej? Nie wiem. W dalszym ciągu jestem zaangażowana na 100 procent i chce robić najlepiej to co mam do wykonania w pracy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie dziwota, że nie chce zostawać po godzinach. W sumie chyba mało kto chce ;) Jakbym miała psa też bym nie chciała, bo sam się nie wyprowadzi. Ogólnie inny iż praca obowiązek może od pracy w nadliczbowych godzinach odciągać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja akurat pracuję w wolnym zawodzie, więc L4 i inne takie nie wchodzą w grę, ale z drugiej strony, zawsze jestem trochę w domu, a trochę w pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle, ze z tym odpoczynkiem często problem, bo nie zostawiasz po 8h pracy za sobą ;)

      Usuń
  4. Pracuję na etacie, nie zostają po godzinach,bywa, że jestem na opiece. Pracodawca nie robi z tego żadnego problemu i rozumie każdą sytuację- pewnie dlatego, że też jest kobietą i matką:)

    OdpowiedzUsuń
  5. odkąd zostałam mama nie pracuje wiec nie wiem jak to jest ale za niedługo dowiem sie;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś uśmiechałam się z przekąsem słysząc, że matki to najlepiej zorganizowani pracownicy. No bo co ma urodzenie dziecka do organizacji pracy? Ano ma. Po urodzeniu córki wróciłam do pracy na pół etatu. I jakimś cudem realizowałam 100% swoich obowiązków sprzed ciąży. Nie piłam towarzyskiej kawy w kuchni, nie miałam przerwy na lunch, nie brałam udziału w dyskusjach na open space. No i mialamr ogromną motywację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z pierwszym synkiem wróciłam do pracy po 4 miesiącach i po latach stwierdziłam, że to był mój największy błąd. Z młodszym synkiem, po jego urodzeniu i wykorzystaniu urlopu, trochę choroałam świadomoe rozstałam się z moim byłym pracodawcą, chcąc uniknąc gadania o zwolnieniach itp. Teraz jestem za rozdrożu i sama nie wiem co ze sobą zrobić. Jako peacownik przez 8 lat w jednej firmie osiągałam niezłe wyniki.

      Usuń
  7. Kiedy urodziły się moje dzieci nie pracowałam zawodowo przez 4 lata. Nie było innej opcji. Ale teraz z inną świadomością wróciłam na rynek pracy, wiem czego chcę i co chcę robić. Ja zostawiłam swoją pracę sprzed ciąży bo kompletnie już do mnie pasowała.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie jestem matką z dzieckiem, więc nie wypowiem się z tej perspektywy, ale bardzo szanuję za poruszenie tematu szufladkowania i stereotypów - za dużo tego w naszym społeczeństwie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja wróciłam do pracy gdy mój syn miał rok. Pracę straciłam tą po 4 miesiącach z powodu odmawiania pracy w nocy. Na rozmowie było to ustalone ustnie, niestety nie długo ta umowa obowiązywała. Czy żałuję że nie podkuliłam ogona i nie zostałam w tej pracy? Nie, są rzeczy ważne i ważniejsze. A co do mojej pracy jako matka, przychodziłam do niej z przyjemnością, i dopiero po takiej rozłace na 8 godzin z dzieckiem doceniałam w pełni czas z nim spędzony po pracy. I uważam, że matki potrafią się świetnie zorganizować i znaleźć wiele kreatywnych wyjść z trudnych sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja jeszcze matką nie jestem, ale wiem po koleżankach co i jak.

    OdpowiedzUsuń
  11. Sama nie jestem mamą, ale moim zdaniem pracodawcy widzą zawsze tylko te ciemne strony i traktują kobiety nie fer :(

    OdpowiedzUsuń
  12. oj jeszcze nie jestem mamą ale wiem że nie jest łatwo

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie jestem mamą, ale podziwiam swoją mamę :) Jak pracowała gdy ja i brat byliśmy mali, podziwam wszystkie pracujące mamy ! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo fajny i ciekawy wpis. Ja aktualnie jestem na urlopie wychowawczym i za 1.5 roku czeka mnie powrót do pracy.

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo ciekawy tekst, chyba jeden z lepszych, które u Ciebie czytałam. Ja mam to szczęście, że pracuję ze wspaniałymi ludźmi, część z nich poznałam znacznie wcześniej, zanim podjęłam tę pracę. Od początku wiedzieli, że mam małe dziecko, zawsze liczą się z tym, że dziecko jest dla mnie na pierwszym miejscu. Wiem, że nie każda pracująca mama może liczyć na takie zrozumienie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo ciekawy wpis! Ja jestem mamą trójki. W czasie ciąży z trzecim dzieckiem od mojego szefa usłyszałam, że mam nie myśleć o powrocie, bo dla niego jako wielodzietna jestem skończona na rynku pracy. Nie da się ukryć, przeżyłam to bardzo. Podkopało to na maksa moją pewność siebie i poczucie wartości jako pracownika. Teraz szukam czegoś na pół etatu. Na pewno mam sporo entuzjazmu i chęci, aby się wykazać. Jaką pracownicą się okażę, zobaczymy...

    OdpowiedzUsuń
  17. Mamy są przede wszystkim mega zorganizowanymi pracownikami i to chyba nasz największy atut.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jestem mamą, kiedy moje dziecko poszło do przedszkola znalazłam nową pracę w 2 tyg. Nie biorę nadmiernie wolnego. Kiedy jest chora przyjeżdża babcia, lub wymieniamy się z mężem. Jestem w pracy dobrze zorganizowana. Nie sądzę, żeby jeszcze ludzie tak na to patrzyli i żeby był problem z zatrudnieniem matki. Wszystko zależy na kogo się trafi ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Masz rację, że każda pracująca mama może być inna, każda ma swój styl i lepiej lub gorzej organizuje czas. Faktycznie to krzywdzące, że mężczyzn nikt nie pyta o dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  20. Jestem mamą ale nie pracuje. Nie wiem jakim była bym pracownikiem bo moją praca to wychowywanie córki i zajmowanie się domem, od tego nie ma wolnego.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie jestem mamą, ale podziwiam Cię, bo zdaję sobie sprawę, że pogodzenie wszystkiego nie jest łatwe. Cieszę się, że pokazujesz, że każda mama jest inna i pracodawca nie powinien oceniać z góry.

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetnie laczysz te dwie super ważne role! Ja przez jesienno zimowe choroby moich dziewczyn zdecydowałam, że jeszcze jednak do pracy nie wracam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Jeszcze wiele się musi zmienić na rynku pracy w Polsce - niestety

    OdpowiedzUsuń
  24. Myślę, że krązy wiele krzywdzących stereotypów o matkach jako pracownikach :/.

    OdpowiedzUsuń
  25. Jeden z wielu powodów dlaczego odkładam macierzyństwo.

    OdpowiedzUsuń
  26. Matka to zorganizowany pracownik, musi wiele ogarnao.

    OdpowiedzUsuń
  27. Matka ma bardzo dużo zadań na głowie.
    Czekam na kolejny post :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja jestem jeszcze na wychowawczym - który jednak za chwilkę się kończy. Do dawnej pracy już oczywiście nie wrócę - a na nowy etat też mi się nie spieszy. Najbardziej myślę o własnej działalności gospodarczej lub pracy zdalnej z domu - co Już teraz częściowo robię, w niepełnym wymiarze.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja miałam tą możliwość że nie wróciłam do pracy po porodzie

    OdpowiedzUsuń
  30. Straciłam pracę, gdy zaszłam w pierwszą ciążę, obecnie nie pracuje. I nie widzę się już na zwykłym etacie. Dobrze jednak, że poruszasz temat, bo generalizowanie mnie wkurza. Każda matka jest inna, każdy pracownik tez.

    OdpowiedzUsuń
  31. Bardzo często strach przed częstymi zwolnieniami przesłania prawdziwe zalety pracownika-matki.

    OdpowiedzUsuń