Karmienie piersią to nie (zawsze) pot, łzy, poświęcenie i wyrzeczenia. O naszej pięknej przygodzie.

3/22/2018


Czytając tytuł wiele z Was pomyśli sobie: „Ej, u mnie właśnie był pot. Były łzy, a nawet krew.” Wielu z Was naturalne karmienie może kojarzyć się z poświęceniem i wyrzeczeniami. Dużymi. Zbyt dużymi, by było to warte. Dlaczego więc taki tytuł?

Mam wrażenie, że na blogach królują negatywne opowieści na temat karmienia piersią. Wiecie – w stylu „próbowałam karmić, ale: ciągle miałam poranione brodawki, dziecko jadło co pół godziny, strasznie płakało, ja się nie wysypiałam, obiad sam się nie ugotował, a do tego nikt nie chciał zostać z moim dzieckiem, więc byłam zmuszona siedzieć w domu przez cały okres karmienia. Miałam dość, więc przeszłam na mleko modyfikowane.”

Potem takie historie czytają przyszłe mamy lub kobiety bezdzietne, które kiedyśtam w bliżej nieokreślonej przyszłości planują mieć dzieci. Czytają jedną, drugą, trzecią opowieść i wpajają sobie, że karmienie piersią jest trudne. Dlatego, gdy rodzą dzieci to albo od razu wybierają mleko w proszku, albo szybko się poddają. Bo przecież wielu innym mamom karmienie nie wyszło. Szkoda się starać.

Wiem, że te historie są prawdziwe. Wiem, że często kryją się za nimi łzy, poczucie przegranej, obwinianie siebie. Jednak wiem też, że to nie są jedyne historie o karmieniu piersią. Znam wiele kobiet, które karmiły długo – rok, 2 lata, 3 i więcej. Czasami cała droga była bezproblemowa. Innym razem pojawiały się kłopoty, ale przy wsparciu literatury, doradców laktacyjnych, czy po prostu bliskich udało się im te problemy przezwyciężyć. I o tym będzie dzisiejszy wpis – by pokazać Wam, że karmienie piersią może być piękną drogą. Nie dam Wam gwarancji, że u Was też tak będzie. Ale Wy nie możecie też z góry stwierdzić, że na 100% u Was się nie uda. Najlepiej po prostu się przekonać.

Początki nie były kolorowe

Jestem wkręcona w karmienie piersią mimo, że początkowo się na to nie zapowiadało. Gdybym miała powiedzieć całkiem szczerze dlaczego w ogóle podjęłam się karmienia naturalnego to musiałabym wspomnieć o aspekcie finansowym, przekonaniu, że jest to dla dziecka zdrowsze oraz dlatego, że większość matek tuż po porodzie przystawia dziecko do piersi. Dzisiaj dziękuję tej presji w szpitalu na naturalne karmienie, bo gdyby nie to to pewnie szybciej bym się poddała. Dziękuję też, że trafiłam na świetne grupy na Facebooku o tej tematyce. Czytałam i nie rozumiałam – co jest takiego fajnego w tym karmieniu, że matki tak się tym zachwycają? Chwalą się, że karmią już pół roku, rok, 2 lata. Opowiadają jakie to piękne uczucie móc przystawić swoje dziecko do piersi. A ja tego nie czułam! Jedyne co czułam to ból – Ala niby była dobrze przystawiana do piersi, niby dobrze chwytała, a mimo to miałam poranione brodawki. I bolało. Cały miesiąc. Przez miesiąc znosiłam ból chyba tylko dlatego, że chciałam to przeczekać i dowiedzieć się co jest takiego fajnego w tym karmieniu. Dzisiaj cieszę się, że byłam cierpliwa. Poczekałam i po miesiącu zaczęłam odczuwać radość z karmienia.

Było niewyspanie, ale czy na pewno przez karmienie piersią?


Czy problem ze snem dotyczy tylko rodziców dzieci karmionych naturalnie? Czy tylko te dzieci budzą się w nocy kilka/kilkanaście razy na dobę? Myślę, że nie ma w tym reguły. Dzieci budzą się do pewnego wieku bez względu na to, czy powodem jest chęć wypicia mleka mamy, mleka modyfikowanego, później wody, albo przykrycia go kołdrą. Dla mnie zaletą karmienia piersią było to, że pobudki Ali nie zakłócały mi bardzo snu. Budziła się, brałam ją na ręce, piła mleko przez kilka minut, odkładałam ją do łóżeczka. Obie od razu zasypiałyśmy. Nie musiałam przygotowywać mleka, nie musiałam jej specjalnie usypiać. Ala odstawiła się od piersi tuż przed 2 urodzinami. Pół roku wcześniej przestała domagać się piersi w nocy. Owszem, dalej budziła się. Ale nie chciała mleka. Wolała wodę. Czasem wystarczyło ją pogłaskać.

Tak, muszę przyznać. Bywały trudne noce. Bywało, że budziłam się co godzinę. I co? Dzisiaj pamiętam to jak za mgłą. Bywały nieprzespane noce. Ale najgorsze noce nie były wcale te, gdy budziła się na mleko, a te, gdy ząbkowała lub była (i dalej bywa) chora. Od tego nie da się uciec. W rodzicielstwo wpisane jest niewyspanie. A niewyspanie z powodu karmienia piersią jest nieporównywalnie mniej uciążliwe niż w przypadku choroby dziecka.

Wyrzeczenia? Czego nie może mama karmiąca?

Gdy wiedzę o karmieniu piersią czerpałam wyłącznie z seriali i opowieści ciotek zastanawiałam się, czy ja kiedyś będę w stanie poświęcić się na tyle, by ograniczyć ulubione potrawy na rzecz tego, by dziecku dać najlepszy pokarm. Całe szczęście, że dowiedziałam się, że wcale nie trzeba niczego eliminować na zapas. Owszem, niektóre pokarmy są alergenem dla dziecka. Wydaje mi się, że Ala źle reagowała na truskawki, więc ograniczałam je. A poza tym? Nie palę, więc nie miałam z tym problemu. Alkohol? Piję bardzo rzadko i jedyny napój z procentami jaki mi smakuje to piwo jabłkowe. Ale bez problemu wytrzymałam ponad 2,5 roku bez alkoholu (bo jeszcze okres ciąży). Chociaż wiem, że można też się napić – zwłaszcza, gdy ma się starsze dziecko. Gdy Ala miała ponad rok wiedziałam już kiedy mniej więcej będzie domagać się piersi. A nawet, gdybym jej nie podała – zawsze mogła zjeść lub wypić coś innego. Mogłam spokojnie napić się alkoholu. Nie chciałam. Odczekałam do zakończenia karmienia piersią. 
Inne „posiłki”? Kawa, pizza, kebab – to wszystko u mnie pojawiało się często.

Czy jest coś czego nie może mama karmiąca piersią? Nie przychodzi mi do głowy. Przynajmniej nic z tych rzeczy, które są dla mnie ważne. Karmiąc jadłam i piłam to, co chciałam. Karmiąc możesz uprawiać sport.

Karmienie jest czasochłonne i wiążące? 

„Bardzo podziwiam długość Twojego karmienia piersią córki. Chociaż w internecie często pojawiają się takie długości to kiedy w głowie szukam znajomych to mało kto karmił do roku. Jestem obecnie w ciąży i nie wiem ile będę karmiła piersią, ale wydaję mi się to czasochłonne i mimo wszystko bardzo wiążące. Chyba nie będę skłonna do takich poświęceń.”

To jeden z komentarzy na moim blogu, który nakłonił mnie do powstania tego wpisu. Boli mnie, że wiele przyszłych mam (lub kobiet, które planują zostać matkami w odległej przyszłości) ma wpojone stereotypy. Czy karmienie piersią naprawdę jest wiążące? Tak, nikt za Ciebie dziecka nie nakarmi. Ale wszystko zależy od Twoich chęci. I chęci najbliższych. Nikt za Ciebie dziecka nie nakarmi, jeśli nie będzie miał na to ochoty (nawet jeśli w grę będzie wchodziła butelka z mm). A jeśli te chęci są to nic nie stoi na przeszkodzie, byś odciągnęła mleko, poszła na zakupy, do kina, na randkę, a dziecko w tym czasie nakarmi babcia.

Czy ja korzystałam z takiej możliwości? Przez pierwsze pół roku nie. Ale to dlatego, że ja w dużej mierze jestem domatorką. A po porodzie zatopiłam się w macierzyństwo i nie umiałam wyjść z domu bez Ali. Zresztą wszędzie, gdzie chciałam pójść można było pójść razem z Alą. I tak robiłam. Co ma też przewagę nad karmieniem sztucznym. Bo gdy musisz wyjść z dzieckiem to problem karmienia jest prosty, gdy wystarczy przystawić dziecko do piersi. Nie musiałam planować każdego szczegółu wyjścia, brać kilka butelek, wody, mieszanki mleka i nie wiadomo co jeszcze. Wystarczyłam ja. Takie wyjścia były łatwe.

Poświęcenie? Mama wraca do pracy


Karmienie piersią to zbyt duże poświęcenie i rezygnacja z siebie? Powiedz to mi prosto w twarz – kobiecie, która wróciła do pracy, gdy dziecko miało rok i miesiąc. Karmiąc piersią nie musisz siedzieć w domu 24 godziny na dobę. Owszem, noworodek potrafi jeść co pół godziny. Kilkumiesięczne dziecko potrafi jeść co pół godziny. Ale ponadroczne dziecko je co pół godziny tylko wtedy, gdy ma mamę na wyciągnięcie ręki. A gdy zostaje z tatą, babcią, czy idzie do żłobka to świetnie radzi sobie ze stałymi posiłkami.

Ala poszła do żłobka, a ja pracuję na pełen etat. Karmienie w żaden sposób nam w tym nie przeszkadzało, udało nam się je kontynuować jeszcze prawie rok. Możesz przeczytać o tym w tym wpisie.

Karmienie piersią – jak wpływa na rodzinę?

Być może miałam szczęście. Ale chcę wierzyć, że współcześni ojcowie tacy są. Dla nas obojga – mnie i partnera – karmienie piersią od początku było oczywistością i kwestią naturalną. Nie debatowaliśmy w ciąży, czy w ogóle mam podjąć karmienie piersią. To było dla nas oczywiste. Pamiętam jedynie, że w jakiejś „mądrej” książce przeczytałam, że mężczyzna widząc swoją kobietę karmiącą piersią może się od niej oddalić. Powiedziałam o tym partnerowi. Wyśmiał to.

Urodziłam. Karmienie nadal było oczywistością. Nie przeszkadzało nam to, że Ala często śpi z nami. Umieliśmy znaleźć czas dla siebie w nowych warunkach. W końcu weszła w rytm, gdy pobudki zdarzały się najwcześniej po 2-3 godzinach od zaśnięcia. Więc mieliśmy 2,3 godziny wieczorem dla siebie. Karmiłam pół roku, rok. Ala dostała się do żłobka, ja szukałam pracy. Nawet wtedy nie poruszyliśmy tematu karmienia. Kontynuacja mlecznej drogi była dla nas tak oczywista, że nawet nie musieliśmy o tym wspominać. Ala poszła do żłobka, karmiłam dalej.

Mój partner nigdy nie powiedział, nie zasugerował, że może już wystarczy. Widział, że Ala lubi być karmiona i domaga się tego. Owszem, nasze relacje z partnerem nieco się zmieniły, ale nie myślę, że powodem było samo karmienie a po prostu pojawienie się dziecka. Każdy związek zmienia się, gdy zostaje się rodzicami. W naszym przypadku ani na gorsze ani na lepsze – jest po prostu inaczej. Ale dobrze.

A co z relacją tata-dziecko? Czy karmienie piersią sprawia, że tata spada na dalszy plan? Nie! Tu wszystko zależy od podejścia rodziców. Przecież karmienie nie jest jedynym sposobem, by nawiązać więź z dzieckiem. Jest jeszcze zabawa, wspólne kąpiele, odbijanie po karmieniu. Owszem, dziecko częściej jest przywiązane bardziej do mamy, ale nie tylko w przypadku karmiących mam. Maluszek po prostu pamięta czas, gdy był w brzuszku i uspokaja się przy znajomym zapachu, biciu serca.

Karmienie piersią jest uciążliwe? O samoodstawieniu


W moim przypadku gdyby tylko Ala chciała karmiłabym dłużej. Jej odstawienie przyszło szybko – przed 2 urodzinami zaczęła domagać się piersi coraz rzadziej, aż w końcu powiedziała „nie”, gdy zapytałam, czy chce moje mleko (o samoodstawieniu przeczytasz tutaj). Karmienie było dla mnie piękną przygodą. Bolało tylko na początku. Potem było wzruszenie, piękny widok wtulonego dziecka, wygoda, szybkość tego sposobu karmienia. I dzisiaj z żalem myślę o tym, że już nigdy więcej nie przystawię Ali do piersi.

Często słyszę też opinie, że jeśli nie odstawisz do roku czy 2 to potem będzie już tylko gorzej. Bo samo się nie odstawi. A jeśli to trzeba będzie poczekać co najmniej do 4 urodzin. Cóż, dzisiaj myślę, że może dałabym radę tyle poczekać. Ale tak się nie stało. Nie zrobiłam nic (może poza tym, że poszłam do pracy i Ala rzadziej była karmiona piersią), by Ala zrezygnowała z piersi. Nie smarowałam się musztardą, nie obwiązywałam bandażami, nie brałam leków, nie piłam szałwi, nie znikałam na noc z domu, nie opowiadałam, że piersi mają „aua” i muszą odpocząć. Wręcz przeciwnie – gdy tylko Ala robiła się marudna, gdy tylko przypominałam sobie, że dawno nie jadła – proponowałam jej pierś.

Nie każde karmienie jest bezproblemowe, ale brak problemów możesz sobie wypracować

Wiem, co możecie powiedzieć. Że miałam szczęście, bo gdyby spotkały mnie prawdziwe problemy z karmieniem to miałabym inne zdanie. Być może te kłopoty mnie nie dotyczyły, bo nie dałam sobie wmówić, że mogę nie być w stanie wykarmić dziecka. Podeszłam do tego na zasadzie – skoro przez setki lat matki karmiły swoje dzieci to i ja będę karmić. Początkowo nie miałam pojęcia, że mogą pojawić się jakiekolwiek problemy. A z drugiej strony, gdy te problemy już się pojawiły to dowiedziałam się, że są one przejściowe. Dlatego nie załamuj się, że dziecko nie przybiera na wadze, często się budzi, piersi są poranione – to jest wszystko przejściowymi problemami do rozwiązania po spotkaniu z certyfikowanym doradcą laktacyjnym.

Stwórz swoją własną historię. Nie kieruj się opowieściami innych


Przetrwaliśmy. Dzisiaj mamy w domu 2-latkę, która sama na widok moich piersi powiedziała „NIE”. Jeden, drugi, dziesiąty raz aż zrozumiałam, że to koniec. Dzisiaj żal mi, że to już nie wróci. Cieszę się, że mogłam ją karmić piersią. To był piękny okres.

Na swojej drodze możesz spotkać mamy, które są zakochane w karmieniu piersią tak jak ja. Możesz spotkać mamy, które karmią naturalnie chociaż staje się to dla nich uciążliwe. Spotkasz też kobiety, które wolą karmić mlekiem modyfikowanym. Skąd wiesz, w której grupie się znajdziesz? Najlepiej po prostu spróbować. Stworzyć własną historię bez uprzedzeń, bez stereotypów. Gdyby mnie ktoś jeszcze 2 lata temu powiedział, że będę wkręcona w karmienie piersią, że będę karmić do samoodstawienia, że będzie mi tego brakować – nie uwierzyłabym. Dlatego ty uwierz – że nie wiadomo co się wydarzy, jak Cię macierzyństwo zmieni.

Moja historia karmienia piersią pokazała mi, że karmienie naturalne można lubić. Karmienie naturalne nie zmusza matki do siedzenia w domu. Karmienie piersią nie cofa matki w rozwoju. Możesz wychodzić sama i z dzieckiem. Możesz uprawiać sport i pić kawę. Możesz wrócić do pracy, pójść na studia – i karmić dalej. Możesz.

Jak wyglądała Wasza przygoda z karmieniem piersią?

Jeśli spodobałby Ci się ten tekst to zachęcam do zostania ze mną na dłużej. Polub mnie na Facebooku - klik i na Instagramie - klik


You Might Also Like

25 komentarze

  1. To, co najbardziej podoba mi się w tym wpisie to spokój i dzielenie się swoją historią, zamiast ocenianie innych. Temat kp wzbudza wiele emocji i wielu artykułom brakuje właśnie tego spokoju. Brawo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobne odczucia czytając ten wpis! Brawo dla autorkI!Klaudia J

      Usuń
  2. Jakie to prawdziwe... Każda mama powinna przeczytać Twój tekst!

    OdpowiedzUsuń
  3. Również jestem za karmieniem piersią. Dla mnie jest to bardzo ważne aby moje dzieci były karmione naturalnie. Czy jest to z mojej strony poświęcenie? Nie odbieram tego w ten sposób, fakt że muszę zrezygnować z wielu rzeczy, ale nie jest to dla mnie uciążliwe, pewnie dlatego, że tak jak Ty jestem domatorką. A jeżeli mam potrzebę wyjść to po prostu odciągam mleko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie, spokojnie i pozytywnie. Cieszę się że tu trafiłam. Troszkę się boje karmienia ale na pewno się zdecyduje i miło jest wreszcie przeczytać że to wcale ie jest taki dramat :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne to wszystko gdybym wiedziała to przy pierwszym dziecku. Starsza córkę karmiłaM tylko 2.5 miesiąca ale dodatkowo było mm . Załowalam trochę ale przy drugiej córce powiedziałam sobie że ja będę karmić naturalnie i nasza przygoda trwa nadal a malutka ma już 7 miesięcy

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękny wpis :) Początki są trudne, to prawda. Pierwszą córkę karmiłam 11 miesięcy i miałam zupełnie inne podejście do karmienia niż teraz. Nie było to dla mnie takie oczywiste i naturalne. Teraz karmię drugą córę dziewiąty miesiąc i mam z tego taaaką frajdę! Uwielbiam te jej oczka wpatrzone we mnie podczas karmienia i nie wyobrażam sobie inaczej!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniała przygoda! Faktycznie, fizycznie nie zawsze jest łatwo ale to nasze podejście i umiejętność wyszukiwania plusów potrafi zamienić sprawę na piękne chwile.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszę się, że dane Ci było karmić piersią w spokoju i że wspominasz to dobrze. U mnie niestety tak nie było. Każde z moich dzieci karmiłam piersią bardo krótko. Gdy przychodził kryzys, nie pokonałam go, a szkoda. Teraz z perspektywy czasu żałuję.

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas ciężki był pierwszy miesiąc. Później to już z górki. Nigdy nie ograniczałam niczego z jedzenia. I szczerze uważam, że to najprostsza droga. Jak pomyśle sobie o przygotowywaniu butelek z mlekiem, to chyba jestem zbyt wygodna ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. U mnie była krew, pot i łzy, ale to kwestia tego, że miałam 17 lat i obok mnie nie było nikogo, kto pomógłby mi ogarnąć temat. Dopiero po wielu lat odkryłam, że może być inaczej (czytając blogi innych mam) i dlatego uważam, że powinno być więcej takich tekstów jak Twój :)

    OdpowiedzUsuń
  12. karmienie piersią jest cudowną sprawą,
    piekny wpis

    OdpowiedzUsuń
  13. No, u mnie niestety to było bardzo ciężkie i przykre, ale też krótkie doświadczenie...

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękny wpis i piękny okres w życiu kobiety... U nas również, mimo początków okutych w cierpienie, było cudownie. Zdarzały się chwile, gdy myślałam, że się poddam. Szczególnie na początku, gdy każde przystawienie do piersi wyciskało mi z oczu łzy. Jednak zaparłam się jak wół, albo jak osioł i karmiłam. Mimo łez, mimo krwi i mimo bólu. Przetrwałam najgorsze a dalej czekała mnie nagroda. Wspaniałe i magiczne uczucie bliskości, jedności z dzieckiem... Nikt mnie nie zmuszał do karmienia. Mówili "jeśli nie dajesz rady, odpuść..." Mąż niejednokrotnie sam mi to sugerował, że tak będzie trzeba, widząc jak cierpię. Ale jak już mówiłam, zostało mi to wynagrodzone, to, że się nie poddałam.
    Nasza mleczna droga nie była długa, bo trwała 7 pięknych miesięcy. Po drodze trafiło się kilka kryzysów laktacyjnych, ale zawsze dało się to jakoś uratować. Gdy córka zaczęła się sama odstawiać, nie nalegałam. I skończyłam bez zastojów, bez przepełnionych piersi. Zakończyło się samoistnie. Córka coraz mniej piła z piersi w dzień, w nocy za to nadrabiała. W końcu całkowicie zrezygnowała z piersi, pokarmu z dnia na dzień było coraz mniej. Mogłam walczyć, żałuję, że tak szybko się to skończyło. Czasem wciąż mam ochotę przytulić córę do piersi gdy płacze. Mijają już ponad 3 miesiące odkąd przestałyśmy się karmić, jednak gdy się z małą przytulamy, lub gdy płacze, to czasem zdarzy mi się uronić kropelkę pokarmu...

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie mam dziecie, ale jesli siekiedyś zdecyduję, to chciałabym karmić piersią. Bardzo przydatny wpis, na pewno jeszcze do niego wrócę, kiedy przyjdzie pora :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo fajny i mądry wpis. Mleczna droga i karmienie dziecka to obecnie temat bardzo drażliwy, a Ty potrafisz to wszystko opisać na spokojnie, bez emocji a jednocześnie bardzo szczerze. Moja przygoda z karmieniem trwala 6 miesięcy i obyła się bez zbędnych stresów, ale podziwiam Mamy, które mimo trudów i problemów są w stanie przetrwać te wszystkie trudności.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie wyobrażam sobie nie karmić piersią. Córkę karmiłam kpi przez 16 miesięcy, synek teraz kp od 10 miesięcy. Jest dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  19. Córke karmiłam piersią przez dwa lata. Ale do dziś nie wiem czy to coś jej dało oprócz ciągłej walki z nadwagą. Mówią,że dziecko karmione piersią jest zdrowsze ale w jej przypadku to sie wogóle nie sprawdziło. Gdy poszła do przedszkola to chorowała na równi z innymi dziecmi a czasem nawet częściej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do odpornosci to z tego co mnie wiadomo to kp wspomaga odpornosc tylko w okresie kp. Natomiast zmniejsza ryzyko cykrzycy, nowotworow - oczywiscie zmniejsza, nie niweluje do zera.

      Usuń
  20. Cudowny tekst, tym bardziej, że jestem wielką fanką karmienia naturalnego. Powiem Ci, że moja córcia skończy dwa latka za tydzień i o odstawieniu nawet nie ma mowy. Wręcz mam wrażenie, że powraca okres noworodkowy ;) i mam takie wrażenie, że o ile otoczenie do tego czasu akceptowało karmienie, to teraz nawet w rodzinie słyszę komentarze, że to dziwne itd. I sama wiem, jak na początku potrafiło być ciężko, ale też nie czułam się "uwiązana". Raczej traktowałam i traktuję to jako coś naturalnego :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja piersią karmiłam krótko, bo jednego synka 3 miesiące a drugiego tylko 1 miesiąc. Oczywiście, gdybym mogła i miała czym, karmiłabym piersią o wiele dłużej.;-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja nie karmiłam piersią, tylko parę dni. Niestety karmienie piersią to nie jest coś dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Piękna jest ta Wasza historia a Ty potrafisz o niej tak mądrze i spokojnie opowiadać

    OdpowiedzUsuń