Po porodzie bez tłoku - bez cioć, babć i wujków, a nawet... ojca dziecka

1/22/2018

Po narodzinach Ali spędziłyśmy w szpitalu aż 8 dni! W dodatku bez odwiedzin (poza ojcem dziecka, ale i jego wizyty były mocno okrojone). Przez ponad tydzień widział swoje dziecko może ze 3 kwadranse. Czy chciałam, by to tak wyglądało? NIE! Czy dzisiaj, gdybym mogła wybierać świadomie powtórzyłabym to? PEWNIE NIE, ale... jednocześnie doceniam ciszę (poza maluszkami) na oddziale położniczym.

Styczeń-marzec to taki czas, gdy często są zakazy odwiedzin 

Jeszcze w ciąży zapisałam się na Facebook'u do grupy dla mam z Wrocławia, które dzieliły się wrażeniami o porodówkach w okolicy. Stamtąd dowiedziałam się jakoś na początku lutego (czyli miesiąc przed porodem), że we wszystkich wrocławskich i okolicznych szpitalach panuje zakaz odwiedzin oraz zakaz porodów rodzinnych! Powód? Wzrost zachorowań na grypę.

Możecie sobie wyobrazić co czułam. Pierwszy poród przede mną. Chciałam rodzić wspólnie z partnerem głównie z 2 powodów – ze strachu, by nie zostać samą w nieznanej mi sytuacji oraz dlatego, żebyśmy tę piękną chwilę przeżyli wspólnie. I nagle dowiaduje się, że może mnie to ominąć, bo... jak przeczytałam od innych kobiet – takie zakazy często pojawiają się co roku na przełomie zimy i wiosny oraz że te zakazy utrzymują się długo – zwykle ponad miesiąc. Czyli najprawdopodobniej, gdy ja będę rodzić to dalej będą obowiązywać zakazy.

Jako pierworódka nie docierało do mnie, że z powodu „jakiejś tam grypy” ma być nam nie dane rodzić wspólnie. I oczywiście słyszałam pocieszenia w stylu: „Wiele kobiet rodzi samych, bo np. poród toczy się tak szybko, że mąż nie zdąży dotrzeć na czas. Albo kobieta woli sama urodzić.” Tylko że ja tak nie wolałam. 

Na szczęście niedługo przed moim porodem zezwolono ponownie na porody rodzinne. Za to na położnictwie dalej nic się nie zmieniło. 

8 dni w szpitalu bez odwiedzin

Mój partner mógł być ze mną przy porodzie. Ostatecznie po kilkunastu godzinach skończyło się na cesarskim cięciu. Po porodzie to najpierw ja trzymałam córkę w objęciach, a potem tata mógł się nią nacieszyć przez... KWADRANS. Później przewieziono nas na salę pooperacyjną, gdzie tata mógł jedynie przynieść mi rzeczy i od razu musiał wyjść.

Oficjalnie na położnictwie (jak i na pozostałych oddziałach) nie było możliwości żadnych odwiedzin. W praktyce zależało od tego, które położne były na dyżurze. Jednak w praktyce i tak nie oznaczało to możliwości wejścia ojca na salę. Jedynie to my, mamy mogłyśmy wyjść do niego na korytarz, by partner przekazał rzeczy. Kilka razy udało nam się, że przy bardziej wyrozumiałych położnych wyszłam z Alą na korytarz i chwilę posiedzieliśmy na krzesłach we 3. Tylko ile to mogło trwać? 10 minut, może kwadrans. Nikt nie chciał ryzykować zaostrzeniem zakazów, a i na korytarzu niewiele się zrobi. 

Czy to tak miało wyglądać? Zdecydowanie nie. Dzisiaj cieszę się, że mogliśmy chociaż być razem podczas prób porodu. Jednak chciałabym, by i po porodzie mój partner mógł być codziennie na sali – przebierać Alę, trzymać w ramionach, zmieniać pampersa, robić zdjęcia. A dopiero po ponad tygodniu mógł pierwszy raz spróbować ją przebrać czy przewinąć. „To tylko kilka dni, szybko zleci.” - próbowano mnie pocieszać. Jednak z powodu konieczności powtórzenia badań na cytomegalię (przeczytasz o tym tutaj) nasz pobyt w szpitalu się przedłużył, a mnie groziła już nuda. Z chęcią spędzałabym ten czas z partnerem, ale też ta sytuacja pokazała mi, że po porodzie nie potrzebujemy tłumu gości. Do jakich wniosków doszłam?


Ojciec dziecka nie potrzebuje wolnego, gdy ty jesteś w szpitalu – szkoda tracić wolne na te chwile 

Czasami gdzieś na forach ktoś zapyta o wolne przysługujące tacie po porodzie. Czy warto skorzystać z niego jeszcze, gdy mama z dzieckiem przebywają w szpitalu? Moim zdaniem tylko wtedy, gdy w domu jest już starsze rodzeństwo i trzeba się nim zająć. Jeśli mówimy o pierwszym dziecku myślę, że lepiej będzie całe 2 tygodnie urlopu wykorzystać na czas, gdy mama wróci już do domu. Dlaczego? W szpitalu kobieta ma wszystko podane pod nos – nie musi gotować, zmywać, martwić się praniem. A jeśli pojawią się problemy związane z pielęgnacją czy karmieniem maluszka – są położne i pielęgniarki, które pomogą. Albo przynajmniej powinny. W każdym bądź razie u mnie tak było. Mogłam liczyć w szpitalu na pomoc personelu i innych mam 24 godziny na dobę. Do tego stopnia, że gdy Ala sporo spała ja zaczynałam się wręcz nudzić. A w domu? Tam zawsze jest coś do zrobienia. Wiem, że pierwsze chwile są bezcenne, jednak myślę, że lepszym rozwiązaniem jest to, by tata chodził do pracy, a po niej jeździł do szpitala. Bo niby zwykle w szpitalu spędza się ok. 3 dni, więc dalej zostaje jeszcze ponad 10 wspólnych dni, ale nigdy nie wiadomo jak to się dokładnie skończy. U nas najpierw miały być 3 dni, później 6, a ostatecznie wyszłyśmy do domu po 8 dniach. Czyli ponad połowa urlopu byłaby „zmarnowana” na szpital. A wsparcie przydaje się bardziej po powrocie do domu – gdy trzeba nauczyć się ogarniać maluszka, a i jeszcze wypadałoby zjeść coś ciepłego i włączyć pralkę, bo ubrań zaczyna brakować. A i wspólny spacer – to jest coś czego w szpitalu nie zrobicie razem.

Ciocie i babcie mogą poczekać!

Zakaz odwiedzin może mieć też pozytywny aspekt. Nie musiałam odmawiać członkom dalszej rodziny, nie musiałam zastanawiać się, czy na pewno wyglądam na tyle dobrze, by przyjmować gości w szpitalu i jeszcze przy nich stawiać pierwsze (niezdarne) kroki w karmieniu piersią (a wówczas jeszcze bardzo krępowałam się karmić przy kimkolwiek poza partnerem, personelem czy innymi młodymi mamami). Cieszyłam się też, że dzięki zakazowi nie musiałam znosić przez pół dnia (czy jeszcze dłużej) wizyt całej najdalszej rodziny moich współlokatorek z sali. Niestety w wielu szpitalach nie ma specjalnej sali do odwiedzin, nie pomyślano także o parawanach tak, by można było się odgrodzić od obcych osób.

Sale jednoosobowe czy wieloosobowe? 

W tym momencie rodzi się pytanie – skoro chcemy ominąć posiadówki u współlokatorek z sali to może lepiej od razu sprawdzić, czy w szpitalu istnieje możliwość wynajęcia sali jednoosobowej. W wielu szpitalach za dodatkową opłatą możemy wybrać sobie taką salę. Czy warto? Z mojego doświadczenia myślę sobie, że ja takiej sali bym nie chciała. Po porodzie przez 8 dni leżałam na salach 2-4- osobowych. Tylko pół dnia byłam sama, gdy jedna dziewczyna wyszła do domu, a kolejną przywieźli dopiero w nocy. Przez te pół dnia czułam się nieswojo. Nie było z kim porozmawiać, kogo zapytać o radę, z kim zostawić dziecko, gdy chciałam wyjść pod prysznic. 

Dlatego myślę sobie, że: 

- jednoosobowa sala przyda się komuś kto jednak chce by mąż/partner był w szpitalu obecny przedz cały dzień,

- jednoosobowa sala będzie świetna dla tych, którzy mają niecierpliwą rodzinę i koniecznie wszyscy muszą zobaczyć dziecko w pierwszych dobach życia. 

Na koniec chciałabym jeszcze dodać, że ten wpis nie został pokierowany rozgoryczeniem. Bo skoro mnie nie były dane odwiedziny to niech wszyscy mają tak samo. Nie o to chodzi. Dzięki takiemu rozwojowi sytuacji mogłam się przekonać, że wizyty dalszej rodziny nie są koniecznością w szpitalu i zdecydowanie mogą poczekać aż do powrotu do domu. Oczywiście nie mam porównania, ale wiecie co – dziadkowie zobaczyli Alę po ponad tygodniu! W zaciszu domowego ogniska.


Cieszę się, że ominęły mnie historie o sąsiadkach ze szpitala, które karmiły przy wujku, dziadku, bratanku i prababci. Cieszę się, że w te pierwsze dni po porodzie zapewniono mi SPOKÓJ. Chociaż chciałabym, żeby mój partner mógł w tych chwilach bardziej uczestniczyć to doceniam zakaz odwiedzin.


Jak u Was wyglądała kwestia odwiedzin po porodzie? Wasza rodzina odwiedziła Was jeszcze w szpitalu czy już w domu? A jak ze współlokatorkami z sali? Może macie ciekawe spostrzeżenia? Będzie mi miło, jeśli podzielicie się tym w komentarzach – tutaj lub na moim profilu na Facebooku – klik lub na Instagramie – klik.

You Might Also Like

20 komentarze

  1. Ja nie wyobrażam sobie 14 dni bez odwiedzin męża. Bo właśnie tyle byłyśmy w szpitalu. Był moją ostoją spokoju. Gdy mała była w inkubatorze siedział przy niej a ja odciagalam mleko dla niej, to on mnie pocieszał w momentach kryzysowych.
    A co do odwiedzin dalszej rodziny to też jestem przeciw. Co innego jak siedzą cicho, gorzej jak gadają jak katarynki i śmierdzą papierosami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas nie było całkiem bez odwiedzin - chociaż te odwiedziny partnera były krótkie i na korytarzu więc to nie to samo. A 8 dni to również dużo.

      Usuń
  2. Ja też z dwoma synkami po porodzie byłam bardzo długo w szpitalu. Z jednym miesiąc bo był wcześniakiem, z drugim 11 dni. Także to, że mój mąż mógł mnie odwiedzić było czymś cudownym!

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że to wszystko kwestia bardzo indywidualna, dlatego wyznaczenie specjalnych sal, gdzie można by było spotykać się z rodziną (bliższą lub dalszą) byłoby najwłaściwsze. Natomiast zapraszanie tłumów gości do pokoju, gdzie leżą kobiety świeżo po porodzie, jest moim zdaniem nie fair - każdemu należy się chwila spokoju.

    OdpowiedzUsuń
  4. Poród był wykańczającym doświadczeniem. Nie planowaliśmy wynajęcia jedynki, ale Hela przyszła na świat po 24 godzinach od odejścia wód i niestety po prawie 40 godzinach od ostatniego snu. W dodatku byłam mocno pozszywana, a Hela od początku słabo spała... To, że była dostępna sala jedynka i to że mąż był ze mną, było dla nas błogosławienstwem!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie mocno denerwowały wizyty całej rodziny w szpitalu, w sumie wystarczał tylko mąż i niekoniecznie całe dnie, bo przecież sama nie byłam. Do osoby, z którą byłam w pokoju, przyszła cała rodzina: mama, tata, partner, jakaś młodsza kuzynka, babcia, dziadek. Naprawdę nie było fajnie jak tłum ludzi stał i rozmawiał, kiedy mi tak naprawdę chciało się tylko spać... Tak samo sceptycznie podchodzę do wizyt zaraz po powrocie do domu - jednak jestem dzikus i wolę spokojnie zaznajamiać się z nową sytuacją sama.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niektórzy naprawdę przesadzają w ilości odwiedzających, tak jakby nie można było się wstrzymać kilku dni... Za to bez męża w szpitalu byłoby mi trudno, ale do przeżycia!

    OdpowiedzUsuń
  7. mój mąż miał akurat urlop bo urodziłam przed świętami więc zajmował się starszakiem w domu, a po południu przyjeżdżał do mnie na godzinę-dwie. Zmęczona byłam pełnym domem ludzi po powrocie ale to dłuższa opowieść

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jestem za brakiem odwiedzic, u nas w większości szpitali jest zakac wejścia na sale, nawet dla Ojca dziecka, jest specjalna sala odwiedzin. W jednym ze szpitalu wejść może tata i nikt inny, w innym z kolei dziecko odwiedzający widzą tylko przez szybę mimo pokoju odwiedzin. I dla mnie to bomba - nikt nie chodzi gdy wypoczywasz, nie przeszkadza, masz ochotę wychodzisz, nie masz nie wychodzisz :) No i super dla mnie, że ogranicza się kontakt z obcymi bakteriami. Mi taki pomysł bardzo się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja ceniłam sobie to, że mój partner mógł być ze mną i że mogę mieć komfort samodzielnego pokoju. To zacieśniło nasze więzi i dało czas na poznanie się z dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie odwiedziny frustrowały, tabuny ludzie przewijające się przez salę na pewno nie sprzyjały regeneracji.

    OdpowiedzUsuń
  11. W szpitalu, w którym rodziłam pierwsze dziecko jedną pacjentkę mogła odwiedzać jedna osoba jednoczesnie. Mimo, ze było to lato to neonatlog wypraszal gosci jesli bylo ich w sali zbyt wielu. Wystarczajacy upal panowal na dworze by dokladac dodatkowych ludzi. Co prawda maz mogl byc przy mnie i malej bez ograniczen, po cc nie jest latwo samemu ogarnac malenstwo, wiec robilismy dyzury. Moja mama wpadala po pracy to wtedy maz jechal do domu i ogarnial swoje sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie nie było wolno odwiedzać ze względu na zaniżoną odporność i ryzyko, że jak ja zachoruje to zachoruje też maleńka....niestety rodzina miała to w głębokim poważaniu! Myśleli, że to moje fanaberie, że nie chcę nikomu dziecka pokazać :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobrym rozwiązaniem jest ustalenie godzin odwiedzin i szpitalne ograniczenie gości do 2 osob w sali przy jednej pacjentce. Co prawda to nie porodówka, ale w mojej starej pracy na neurologii wypraszałam na korytarz jeśli było więcej niz 2 osoby przy pacjencie. Mogli sie oczywiscie wymieniać ale przy łóżku nie mogło być więcej niż 2 ludzi. Jest to mało kpmfortowe dla reszty pacjentów, dodatkowo roznoszenoe bakterii - w małych salach nie jest trudno obetrzeć się o rzeczy czy pościel sąsiada, gdy 5 os stoi, na sali nie ma czym oddychać.

    OdpowiedzUsuń
  14. te tłumy walące drzwiami i oknami rzeczywiście nie są wskazane, przyjdzie na to czas. Zupełnie inaczej przyjmuje się gości w swoim domu niż w obcym nie zawsze przyjaznym miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Poród a nawet dwa mam już za sobą. Całe szczęście że mój partner mógł mnie odwiedzać. Nie miałam pojęcia o takim zakazie. Jednak za tłumnymi odwiedzinami nie jestem. Rodzinę zaprosiłam już do domu. A salę raz miałam jedynkę raz dwójkę i z dwojga złego wolę jedynkę :).

    OdpowiedzUsuń
  16. W szpitalu po porodzie raz odwiedzili mnie rodzice i rodzeństwo oraz ciotka i kuzynka. Potem tylko mąż mnie odwiedzał. Po powrocie do domu ze zapraszałam gości Rodzice mi pomagali, często zostawali z małym bo zawsze było coś do załatwienia. Znajomi musieli poczekać aż się pozbieram po porodzie i złapiemy z maluszkiem rytm. Raczej chroniłam małego przez innymi. Te pierwsze tygodnie dziecko ma słaba odporność, unikałam podawania syna na ręce. W szpitalu leżałyśmy we dwie i uważam, że to było dobre, trafiłam na miłą dziewczynę, mam z nią kontakt do dziś.

    OdpowiedzUsuń
  17. Po porodzie potrzeba dużo spokoju, cierpliwości, aby nauczyć sie nowej roli! :) Klaudia J

    OdpowiedzUsuń
  18. Odwiedzinom mówię nie, ale obecność męża i córki jak najbardziej :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam za sobą dwa porody. Po pierwsze nie ma u nas czegoś takiego jak zakaz wspólnego rodzenia w okresie większej zachorowalności. Dziwne to.

    Po drugie w szpitalu towarzyszył mi mąż. Za pierwszym razem wziął urlop za drugim zwolnienie na starsze dziecko. Przyjeżdżał codziennie na godzinę, dwie. Tak samo wyglądało to w przypadku moich wpollokatorek. Je tez odwiedzali tylko mężowie. U jednej była również mama, ale naprawdę spoko kobieta. Była pielęgniarka wiec duzo nam mówiła o noworodkach.

    OdpowiedzUsuń