Twoje dziecko nie potrzebuje wszystkiego - przeczytaj, jeśli ogarnął CIę szał świątecznych zakupów

11/29/2017


Black Friday. W przerwie w pracy pobiegłam na szybko do Smyka skuszona 25-procentowym rabatem na wszystko. Co prawda prezent na Mikołajki dla Ali już czekał, ale na święta trzeba jeszcze coś kupić. Coś czyli według wcześniejszych planów Lego Duplo, wózek dla lalek, może jeszcze drewniane warzywa do krojenia. I poszłam do Smyka. Wróciłam z zestawem 2 puzzli mimo, że wiedziałam, że to już Ala dostanie od rodziny w tym roku. No ale do tej pory miała tylko 1 układankę to chyba warto skorzystać z promocji?

Tego samego dnia, gdy po pracy wsiadałam do autobusu odłożyłam na bok torbę z zakupami ze sklepu dziecięcego i włączyłam Facebook'a na telefonie. Przeglądałam po prostu tablicę. Moją uwagę przykuł post na jednej z grup dla mam. Wrzuciła zdjęcie marzeń 4-klasisty z domu dziecka odnośnie prezentów na święta. Ona brała udział w akcji organizowanej przez przedszkole jej dziecka i w ramach akcji miała kupić dla niego prezent. Na liście były (mogę coś przekręcić, ale sens zachowany): paczka chipsów, kilka lizaków w konkretnych smakach, batonik, guma do żucia i... na ostatnim miejscu dopisany zdalny samochód.

Gdyby tę listę napisał ktoś inny dyskusja poszłaby pewnie w kierunku niezdrowego odżywiania się dzieci. Ale nie tym razem. Taka lista życzeń niemal wszystkie matki zmusiła do refleksji na temat potrzeb naszych dzieci. Chipsy, batonik, lizaki - to nasze dzieci mają na co dzień (no dobrze, jeśli szanujecie zdrowe odżywianie to zamieńmy to na musli, owoce i jogurty). Nasze dzieci nie proszą o takie rzeczy na święta, bo - mają to na co dzień. A na święta chcą coś ekstra. Cos droższego. Coś czego mama nie kupuje im kilka razy w tygodniu/miesiącu.

W dyskusji pojawiły się jeszcze bardziej wzruszające wypowiedzi. Okazało się, że więcej mam robiła kiedyś paczki dla dzieci w trudnej sytuacji finansowej. Co dzieci pisały w listach? Kartonik mleka - "bo ja tak bardzo lubię mleko". Ręcznik kąpielowy, szampon, grzebień - żeby mieć to tylko dla siebie. 

Czego pragną nasze dzieci? I czy jest w tym coś złego? 

Ala nie napisze jeszcze listu do Mikołaja. Nie narysuje swoich pragnień i raczej mi o nich nie opowie. Mogę jedynie obserwować w sklepie jakie zabawki ją przyciągają. Nie zawsze to jest coś super drogiego, bo i też nie zna jeszcze cen. Czasem podejdzie do wywrotki z klockami, innym razem do olbrzymiej lali. 
A gdyby zapytać 4-klasistę o czym marzy? Co znalazłoby się na jego liście? Może dron, quad, xbox? Nie wiem. To czego jestem pewna to to, że na pewno nie byłoby tam kartonu mleka, czy grzebienia. A nawet jeśli to jako dodatek. 

Czy w takich drogich prezentach jest coś złego? Moim zdaniem nie! Dlaczego? Sama od dzieciństwa przywykłam, że przezenty nie dostaje się z każdym wyjściem do sklepu. Na nowe zabawki czekałam do świąt, urodzin, Dnia Dziecka czy przyjazdu krewnych. Teraz przy Ali jest podobnie. Chociaż uwielbiam jej radość w oczach to na co dzień raczej kupuje jej tylko drobiazgi - samochodzik za 5zł, książeczkę, kolorowankę, kredki, kubeczek ciastoliny. U mnie w sumie nie było podziału między Mikołajkami a Gwiazdką. Teraz widzę, że wielu rodziców na Mikołaja kupuje drobiazgi, a duży prezent na Święta. Ja na obie okazje kupuję coś droższego - ale to dlatego, że takich okazji Ala nie ma dużo. 

Moim zdaniem kupowanie drogich prezentów to nic złego, bo przecież skoro nas na to stać to dlaczego mamy odmawiać dziecku. Naturalną prawidłowością jest to, że staramy się dać dziecku to, czego sami w dzieciństwie nie mieliśmy. Czytam to często - "kupuję dziecku dużo zabawek, bo sama jako dziecko dostawałam ich niewiele", albo "pokażę dziecku cały świat, bo sama w dzieciństwie rzadko jeździłam na wakacje." 

Nie musisz kupować dziecku wszystkiego, co tylko w sklepie jest

Gdy zaszłam w ciążę czasami nachodziły mnie myśli, że szkoda, że Ala nie pojawi się kilka lat później. Nie ze względu na moje studia, karierę czy chęć podróżowania. Po prostu myślałam, że za kilka lat być może byłabym w stanie kupić jej wszystko - w ciąży odlew gipsowy brzucha, potem nie tylko łóżeczko ale i kosz mojżesza i jeszcze kołyskę, 100 pluszaków i grzechotek. Bo wiecie, tak działają reklamy. I potem wydaje Ci się, że jeśli Twoje dziecko wychowa się bez tego to jego dzieciństwo nie będzie szczęśliwe. 

Jak wspominacie swoje dzieciństwo?

Bo ja całkiem dobrze. Mimo, że nie miałam najdroższych zabawek, nie jeździłam na zagraniczne wakacje, a pokój dzieliłam z bratem. Ale było w domu to co najważniejsze - miłość, bezpieczeństwo, spokój. Prezenty były - i czekałam na nie całymi miesiącami. Dzięki temu, że nie dostawałam ich w zwykłe dni to zabawki ceniłam bardziej. Dbałam o każdą, moje rzeczy miały swoje specjalne miejsca, na które po zabawie je odkładałam. Nie gubiłam elementów zabawek, nie rzucałam nimi - być może, gdybym zabawek dostawała dużo/za dużo to i szybciej ulegałyby zniszczeniu. 

Ten list był mi potrzebny - by docenić to co mamy 

Gdyby ktoś poprosił mnie o listę prezentów dla Ali to pewnie nie miałabym problemów, żeby wypisać nawet 100 pozycji. Co prawda nie wiem ile z tych zabawek miałoby być dla Ali, a ile zaspokoić moje dziecięce marzenia, ale wiem, że nigdy nie będziemy mieć tyle, żebyśmy mieli wszystko. Im więcej pieniędzy mamy tym pojawiają się coraz to nowsze zachcianki. A czy to na pewno nas uszczęśliwi? Czy moje dziecko musi mieć kilkadziesiąt zestawów puzzli? Kilkanaście lalek, interaktywnego pieska, kotka, małpkę? 

Takie listy są mnie potrzebne - żebym zrozumiała, że moje dziecko jest szczęśliwe. Bo ma DOM, KOCHAJĄCYCH RODZICÓW, którzy są w stanie wiele dla niej zrobić. I kupić - bo i to daje dziecku szczęście. Ale nie miejcie wyrzutów, że kupujecie tańszy wózek dla lalek niż Wasza siostra, że Wasze dziecko ma mniej pluszaków niż jego kolega z przedszkola, a tablet dostanie dopiero jako nastolatek. 


Kochani rodzice, 
pamiętajcie, że dziecko nie potrzebuje największych i najdroższych zabawek, by cieszyć się na święta.  

Co myślicie o prezentach dla dzieci? Kupujecie tylko na święta, czy także bez okazji? Czy wiecie jakie marzenia mają Wasze dzieci? 


Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami to zapraszam Cię do polubienia mnie na Facebook'u - klik lub do zaobserwowania mojego konta na Instagramie - klik






You Might Also Like

43 komentarze

  1. Chyba każdy rodzic kiedyś się na tym łapie. Ja też chciałam wszystko, wszystkiego nie miałam a połowa i tak nie była używana ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Ja bym kupiła cały sklep a potem córka bawi się kilkoma zabawkami w kółko.

      Usuń
  2. Dzieci maja teraz za dużo zabawek, zbyt wiele rzeczy. To sprawia, że prezenty bardzo szybko zaczynają się nudzić. A to co im naprawdę jest potrzebne to czas spędzony z nami. Ja staram się ograniczać kupowanie zabawek i wybieram tylko takie, które nie są głupią pierdółką.
    Doda jeszcze, że ten grzebień bardzo mnie zszokował i zasmucił :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja często sie skuszę na zakupach na "pierdółkę" a raczej drobiazg, ale coś w stylu książeczki, autka itp. Za to z tą ilością zabawek też tak myślę. Niby wydaje mi się, że Ala ma ich mniej niż inne dzieci, a z drugiej strony widzę, że ma ich więcej niż ja miałam i też może przez to mniej się je docenia i szanuje.
      Grzebień, kartonik mleka, ręcznik - smutne to. Bo jeszcze rozumiem dzieciece marzenia o ręczniku z konkretną postacią, ale grzebień powinien mieć każdy... A tu było to marzeniem...

      Usuń
  3. Wychowałem się w czasach, kiedy sklepy świeciły pustymi półkami, zabawkowe też, i księgarnie. Za to rodzice mieli dla nas czas. Teraz jest odwrotnie. Odnoszę wrażenie, że te tony kupowanych zabawek to wyrzuty sumienia rodziców, którzy nie poświęcają czasu dziecku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu Ci niestety przyznam rację. Sama się na tym złapałam. Tuż po powrocie do pracy kupiłam córce zabawkę na zasadzie "nie widziałaś się z mamusią cały dzień to wynagrodzę Ci to fajną układanką". Chociaż nie pracuję wiele i każdą wolną chwilę staram się jej poświęcac

      Usuń
  4. Wychowana bez nadmiaru zabawek. Nie miałam najdroższych i tak jak Ty dzieliłam pokój z bratem.
    I jakoś przeżyłam.
    Teraz daje się dzieciom, to co My kiedyś nie mieliśmy.

    Pozdrwiam serdecznie

    Renata

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie miałam wielu zabawek i szanowalam te co miałam.Pamietam jak na bazarku prosilam tatę by mi kupił lalkę podobną do Barbie.Nie kupil.Wtedy bylam zla na niego,ale wiem już że nie kupil mi jej bo po prostu nie mogł sobie na nią pozwolić finansowo.Teraz gdy sama jestem mamą lapię się na tym że chciałabym kupić synkowi to i tamto.Niestety na drogie zabawki też nas nie stać Jednak na wyjatkowe okazje jak Święta kupujemy mu coś wyjątkowego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój synek ma 19 miesięcy i to fakt, często łapie się na tym, że bez okazji chce mu kupić choćby jakiś drobiazg. Tak jak piszesz - na większe okazje dostaję nieco droższe prezenty ;) zabawek ma naprawdę dużo, a tak naprawdę frajdę sprawia mu zabawa odkurzaczem czy mopem :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Dokładnie, jak jest miłość i ciepło to najważniejsze, moi rodzice też nie byli mi w stanie kupić wszystkiego ale zawsze się starali i jakoś nie ucierpiałam z powodu posiadania jednej lalki zamiast 50

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę, że taki tekst jest mega potrzebny w tym zabieganym przedświątecznym czasie. Choćby po to, żeby na chwilę się zatrzymać i pomyśleć. Zastanowić się nad tym, po co to wszystko? Czy moje dziecko/ja/Ty rzeczywiście potrzebujemy tych wszystkich prezentów? Zwłaszcza jeżeli chodzi o dzieci warto zastanowić się dwa razy, bo maluchy pobawią się nową rzeczą nie raz kilka chwil i zaraz ląduje ona w kącie. Teraz już miesiąc przed Świętami atakują nas super oferty świąteczne więc kupujemy, a później przed samymi Świętami będą wyprzedaże więc... pewnie znowu coś kupimy. Szał. A ja dostawałam jedną tanią lalkę i byłam przeszczęśliwa ;)
    Chwyciło mnie za serce to, co pisał ten chłopczyk. Sama mam manię planowania i kupowania prezentów, myślę ze teraz zastanowię się dwa razy zanim coś kupię:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja zdecydowanie unikam sklepów w tym okresie. Zwłaszcza, jeżeli mam iść z synem to staram się omijać niektóre sklepy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dokładnie tysiac prezentów, które pozniej leżą i zbierają kurz

    OdpowiedzUsuń
  11. Mi nigdy niczego nie brakowało, ale wszystkich moich zachcianek rodzice nie spełniali. U nas tylko książki w niezliczonych ilościach zawsze były.

    OdpowiedzUsuń
  12. W dzieciństwie dostawałam prezenty właściwie tylko na specjalne okazje. Teraz moim dzieciom kupuję częściej ale raczej jakieś drobnostki za 10-15 zł. Jak córka chce coś droższego to tłumacze ze nie może mieć wszystkiego. Na święta właśnie dostaje jakiś droższy prezent. W zeszłym roku np. drewniany domek dla lalek.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dajmy dziecku swój czas i uwagę - wtedy dwa patyki i trzy kamienie będą najlepszymi zabwkami świata:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja już część prezentów kupiłam. :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak przy wszystkim, tak i w kwestii prezentów dla dzieci należy zachować umiar i zdrowy rozsądek. Dobrym sposobem na przedłużenie zainteresowania zabawkami jest chowanie na pewien czas ich części, a po pewnym czasie zmiana z tymi, które pozostawiliśmy dziecku do zabawy. Zabawki wyciągnięte po pewnym czasie są dla dziecka znów atrakcyjne. To działa, sprawdziłam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja lubię kupować prezenty i robię to zarówno w ramach świąt, jak i bez okazji - ale staram się nie przesadzać. Podążam za zainteresowaniami Bąbla - i wybieram to, co jemu faktycznie się przyda i spodoba (bo jest Już na tyle rozgadany, ze sam mi opowiada szeroko o swoich marzeniach). Ale w przyszlosci na pewno nie kupię mu quada, a na xboxa będzie musiał sobie chociaż częściowo uzbierać pieniążki samodzielnie z kieszonkowego. Nie chcę go uczyć, że może mieć wszystko na skinienie palcem - bo prawdziwe życie tak nie wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja uwielbiam robić Tosi prezenty, innym dzieciom z mojego otoczenia też. Ale staram się ograniczać, żeby nie kupować zbyt wiele;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nigdy nie żałuje pieniędzy na córkę, ale raczej kupuję jej takie większe prezenty, kiedy jest okazja. Nie czuję jakby jej czegoś brakowało a w domu zawsze ma się czym bawić, więc nie przesadzam. Dzieci wcale nie potrzebują aż tak dużo jak nam się czasami wydaję :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Przykre, że dzieci w domu dziecka nawet grzebienia nie mają własnego... Moje córki mają aż nadto zabawek, choć wiele im nie kupuje. To od dziadków, to na urodziny od gości, to po kimś dostanie... A jak jest za dużo, wiele zalega nieużywanych i dziecko mniej docenia to, co ma. Nie kupuje zabawek, bo dziecko chce. Jeśli mogę, kupię coś drobnego od czasu do czasu, szczególnie jeśli chodzi o małe bajki czy książeczki z naklejkami, kolorowanki.bo sprawiają starszej córce mnostwo radości.

    OdpowiedzUsuń
  20. mój syn ma swoje ulubione zabawki, reszta leży w pudłach - w sklepie i tak woła o WSZYSTKO ale ograniczam zakupy

    OdpowiedzUsuń
  21. Znam takie przypadki, że dzieci mają w domu stosy nowych zabawek, a i tak bawią się najbardziej zdezelowaną lalką, czy samochodem :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Pamiętam, że jako dziecko cieszyłam się z materialnych rzeczy, lecz gdy byłam starsza wolałam spędzić święta w rodzinnym gronie i to czy dostałabym dużą czekoladę i sweter czy drona - nie to u mnie się liczyło. Wolałam aby byli rodzice, dziadkowie. Im jestem starsza tym widzę, że dziś w dobie MEDIÓW brakuje więzi i komunikacji. Coraz więcej zachcianek, przy których człowiek prędzej czy później się zatraci a w sumie po latach i tak wyrzuci. Jako dziecko miałam może z 5 samochodzików, 3 laleczki i 4 misiaki, klocki lego i takie z literkami - czy to dużo czy mało? a bo ja wiem? Nie dajmy się zwariować.

    OdpowiedzUsuń
  23. Trudny to temat, mogłabym powiedzieć, że dzieciom w tyłkach się już przewraca, gdy czytam, że 4-klasista chce komórkę albo tablet. Tymczasem moja przedszkolaczka na liście umieściła rzeczy z reklam, które też są drogie - jajko Hatimals i autobus barbie. Ale z drugiej strony ona wie, że ekstra zabawki są jedynie w Święta i na urodziny. Na dzień dziecka i na Mikołajki dostaje coś symbolicznego. Bez okazji kupuję jedynie książki, gry planszowe i czasem jakąś malutką pierdołę. Wie, że tableta nigdy nie będzie miała, chyba że sobie kupi jak będzie dorosła ;-) To samo komputer, telewizor. Jestem przeciwnikiem, aby dziecko miało to w pokoju, zawsze może obejrzeć coś w salonie i skorzystać z mojego komputera jak już osiągnie ten wiek, kiedy dzieci używają komputera do sensownych rzeczy. Wcześniej niż w liceum nie ma sensu kupować dziecku takich sprzętów.

    OdpowiedzUsuń
  24. Piekny tekst, w zupelnosci zgadzam sie z Twoim zdaniem. Nie dziwie sie, ze wychowujemy pokolenie materialistow, skoro sami nimi jestesmy. To my, rodzice, kupujemy tony zabawek, ciuchow i gadzetow, bo fajnie wygladaja na zdjeciu na Insta. A dzieci i tak bawia sie chetniej pustymi butelkami, butami, skarpetami i cala reszta skarbow z szuflady :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dobry temat. Podobnie jest z komunią świętą i 18tką.

    OdpowiedzUsuń
  26. Dziękuję Ci za ten wpis - skłania do refleksji...

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja wszystkim mówię, żeby nie kupowali mojemu synkowi milionów zabawek, bo i tak najchętniej się bawi rzeczami które nie są do zabawy. Pudełko po zabawce jest przecież fajniejsze niż sama zabawka ;-)

    OdpowiedzUsuń
  28. Jula jeszcze mała, więc to też inaczej i przyznam że na codzień rzadko kupuje jej zabawki, więc kiedy jest okazja stat się to nadrobić. Nie widzę w tym nic złego że chce żeby miała fajne zabawki, ładne u ranka. Fakt, że część tych rzeczy kupuje bardziej dla siebie. Lubię się otaczać ładnymi rzeczami, a dziecięce akcesoria, gadżety ubrania idealnie damskie do tego nadają. A co do zabawek. Zobaczyny jak to będzie jak Jula będzie starsza

    OdpowiedzUsuń
  29. Każdy daje, co może, a radość można odnaleźć we wszystkim - i w wielkim misiu, i w ulubionej czekoladzie :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Zgadzam się z Twoim podejeściem w 100% :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Świetny wpis i świetne podejście! Mi rodzice też nie kupowali wszystkiego, na wszystko musiałam sobie zapracować - czy to przeczytaną książką, czy dobrym uczynkiem; wiele mnie to nauczyło i jestem za to im bardzo wdzięczna :)

    OdpowiedzUsuń
  32. U nas wszelkie konsumpcyjne zapędy są raczej słabe, bo nie posiadamy TV i nic nie podpowiada dzieciom co by mogły mieć.

    OdpowiedzUsuń
  33. Przerost formy nad treścią to częste na co się napieramy zwłaszcza w okresie Bożego Narodzenia i Wielkanocy

    OdpowiedzUsuń
  34. też wszystkiego nie miałam

    OdpowiedzUsuń
  35. Ograniczam się jak mogę, żeby zbędnych pierdołek nie kupować, a rzeczy użyteczne :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Na szczęście nigdy nie ogarniał mnie szał zakupów :-)

    OdpowiedzUsuń
  37. Pomimo, że doskonale o tym wiem, to i mnie się zdarza wpaść w zakupowy szał ;)

    OdpowiedzUsuń
  38. Ja mam w domu 4 klasistkę... W liście wypisała: gra Minecraft, mikroskop, słuchawki, słownik angielski, figurkę konia, szlafrok i coś dla naszych zwierzaków.Dostatnie wszystko ale ogarniamy to rodzinnie... Słuchawki kupi chrzestna, coś dziadkowie... Zawsze staramy się spełniać większość marzeń z listu... Oczywiście nie ma co porównywać naszej sytuacji do tych biednych Dzieci :-( ale na codzień nie raz muszę Córci czegoś odmówić więc na Gwiazdkę i urodziny troszkę jest rozpusta.

    OdpowiedzUsuń
  39. zakup zabawek raczej muszę przemyśleć, chłopcy nie mają wszystkiego co by chcieli i Gwiazdor też wszystkich próśb nie spełnia - choć stara się zrealizować jakieś marzenie :)

    OdpowiedzUsuń