Powrót do pracy - zalety i wady. Jak wygląda teraz nasze życie?

11/17/2017



Ostatnio zaczęłam liczyć i okazało się, że... od mojego powrotu do pracy minęło właśnie 7 miesięcy. Z jednej strony nie wiem, kiedy to zleciało, ale z drugiej ciężko jest mi przypomnieć sobie czasy, gdy jeszcze nie pracowałam. Postanowiłam jednak, że jest to dobry moment do podsumowań i pokazania Wam jak wyglądały moje początki w pracy.  

Pierwszego miesiąca był chaos

Z perspektywy czasu cieszę się, że poszłam do pracy, jednak każda zmiana wymaga czasu, by się do niej przyzwyczaić oraz na nowo poukładać sobie życie. Matki często tuż po porodzie nie mają na nic czasu, a później świetnie się organizują. Tak jest też i po powrocie do pracy. To kolejna duża zmiana i wielki pochłaniacz czasu, ale większość kobiet szybko uczy się nowej organizacji dnia. 

U nas pierwszy miesiąc był ciężki. Widać to chociażby po tym blogu. Gdy byłam na urlopie macierzyńskim w każdym miesiącu publikowałam 6-10 wpisów. W pierwszym miesiącu mojej pracy tylko 4... Na moim powrocie do pracy ucierpiał także dom. Bywało tak, że na szybko wymyślałam co zjemy, albo lodówka świeciła pustkami, ale... tak było tylko w pierwszym miesiącu. 

Daj sobie czas na przyzwyczajenie się do zmian 

Jeśli nagle masz codziennie 8 godzin mniej dla rodziny, domu i siebie to nie da się funkcjonować tak samo jak dotychczas. A reorganizacja zajmuje trochę czasu. Nie martw się zatem, że początkowo po powrocie z pracy nie robisz nic poza zabawą z dzieckiem i pójściem spać, bo padasz ze zmęczenia. To normalne. U mnie pierwszy miesiąc minął błyskawicznie. Później było już coraz lepiej. 

Powrót do pracy = brak czasu dla siebie, domu, rodziny? 

Wiele kobiet jest straszonych taką wizją, dlatego nie ma się co dziwić, że dla tych mam, które do pracy wracają z konieczności (a nie chęci) powrót do pracy kojarzy się z samymi negatywami. Dlatego dzisiaj chciałam Wam pokazać jak wygląda to w praktyce - matki, partnerki, blogerki, kobiety, która pracuje i łączy to z innymi swoimi rolami. Nie będzie to o początkach, bo te trudne są na wielu płaszczyznach. Bedzie zatem o różnych aspektach, związanych z powrotem do pracy - rozwiewając wątpliwości. Oczywiście będzie to moja subiektywna ocena - bo przecież każda z nas jest inna, a i inną pracę wykonuje. Moja jest specyficzna, bo nie pracuję po 8godzin dziennie,więc zdaję sobie sprawę, że to może mieć duże znaczenie dla mojej organizacji. 

Na początek kilka faktów:

- pracuję na cały etat, ale według grafiku. Czasami idę do pracy na 6-8 godzin. Innym razem na 13, dzięki czemu mój miesiąc roboczy liczy mniej pracujących dni. Niestety zdarzają mi się także pracujące weekendy.

- Ala chodzi do żłobka, a popołudniami/w wekeendy opiekuje się nią tata. 

Bilans zysków i strat, czyli jak oceniam mój powrót do pracy: 


1. Moje relacje z Alą - chociaż spędzamy ze sobą mniej czasu to myślę, że postrzeganie mnie przez Alę nie uległo zmianie. Przecież dla niej dalej jestem jej ukochaną mamą. A ja? Dzięki temu, że nie spędzam z nią 24 h/dobę to gdy wracam do niej chcę się nią jeszcze bardziej nacieszyć. Wiecie, nie widzę cały dzień swojego dziecka, więc później mam wrażenie, jakby nie było mnie z tydzień. Tu dochodzi też tęsknota - bo bywa tak, że siedzę w pracy i rozmyślam o niej, tęsknię, wyobrażam sobie, co bym teraz z nią robiła. Czy Ala tęskni? Tego mi nie powie. Niestety cały czas, gdy wychodzę z domu (np. do pracy w weekendy) to płacze. Przestaje po kilku minutach i sprawia wrażenie zadowolonej. Za to, gdy odprowadzam ją w tygodniu do żłobka to wchodzi na salę z uśmiechem. Mamy swoje rytuały - czytam jej menu na cały dzień, daję buziaka i wprowadzam na salę. Cieszę się, że zaakceptowała żłobek. Cieszę się też, że pomimo zmian udaje się połączyć pracę,żłobek i karmienie piersią. Tak, chociaż Ala coraz rzadziej pije mleko to wciąż karmię ją piersią - o tym pisałam w tym wpisie.

W tym punkcie muszę poruszyć jeszcze najtrudniejszą kwestię -poczucie, że tracę ważne chwile. To coś co wiele mam trzyma w domu - bo nie chcą przegapić nowych umiejętności dziecka. Nie raz i nie 2 zdarzyło się, że tata Ali opowiadał mi, że Ala poprzedniego dnia biła brawo. "Ala, pokaż mamie, gdzie masz stópki" - i chociaż zobaczyłam jak pokazuje je to nie widziałam tego pierwszego razu. Widziałam jak pierwszy raz usiadła, powiedziała mama, zrobiła krok. Nie zawsze widzę jej kolejne postępy. I nie będę mówić, że przychodzi mi to łatwo. Że nie myślę, jak to wyglądało dzień wcześniej, gdy w oczach taty (a nie mamy) widziała dumę. Staram się myśleć, że przecież jako 3-4-latka też będzie miała takie momenty, a wtedy pracuje już wiele mam. Nie mówiąc już o tym, że ojcowie często nie widzą pierwszych kroków dziecka. 

2. Relacje Ali z tatą - moja praca niestety nie jest wpasowana  pod godziny otwarcia żłobka. Często kończę o 21, albo idę do pracy w weekendy. Bez mojego partnera nie udałoby się mi pracować, przynajmniej nie w tym miejscu. Ale ma to ogromną korzyść. Odkąd poszłam do pracy Ala spędza wiele czasu sama z tatą. To ich do siebie mocno zbliżyło. Gdy dziecko jest małe to matka jest najważniejsza. Tata Ali nie mógł jej karmić, nie spędzał też z nią czasu sam na sam. To ja miałam opory, by wyjść gdziekolwiek bez niej, a i nie nauczyłam się współpracować z laktatorem. Zatem po powrocie do pracy Ala zyskała więcej czasu z tatą. Tata ją kąpie, bierze na zakupy, bawią się i gotują. Od tej pory jej ulubionym słowem jest TATA, a Ala stała się córeczką tatusia. 

3. Relacje Ali z innymi opiekunami -   słyszałam od innych mam, że obawiają się, że po ich powrocie do pracy dziecko przywiąże się bardziej do nowego opiekuna (babcia, niania, opiekunki w żłobku) niż do mamy. Moim zdaniem, jeśli mama po powrocie z pracy poświęca dziecku czas to nie ma prawa się tak stać. Dziecko wie kto jest jego mamą i wie, że to jest najważniejsza osoba w jej życiu. Cieszę się, gdy Ala wchodzi na salę i idzie z panią za rękę, cieszę się, gdy opiekunki opowiadają, że Ala się do nich tuli i daje buziaki. To znaczy, że dobrze się czuje w tym miejscu, a to bardzo ważne. Nie dorabiam teorii, że być może opiekunki są dla córki ważniejsze, bo wiem, że to niemożliwe. 

4. Zmiany dla Ali - gdybym nie poszła do pracy na pewno nie zapisałabym córki do żłobka. A wtedy nie miałaby codziennego kontaktu z dziećmi, zajęć i niestety... chorób. Bo to przyniósł nam żłobek.

5. Moje relacje z partnerem - oczywiście naturalnie mamy dla siebie mniej czasu. Bo ja czasami idę w weekendy do pracy, a jeśli mam wolne w dni robocze to mój partner i tak wraca do domu dopiero o 17.30. Mimo tego, że czasu dla nas zrobiło się mniej to myślę, że jesteśmy dobrym związkiem. Bardziej doceniamy wspólne chwile, intensywniej planujemy wolne dni.

6. Dom - w tym punkcie tak naprawdę niewiele się zmieniło. Nie sprzątam tak jak nie sprzątałam na macierzyńskim. No dobra, trochę sprzątam. Ale takie cotygodniowe sprzątanie od dawna ogarnia mój partner. To w nim uwielbiam. Nie trzeba mu nawet mówić co i kiedy sprzątać. Gdy widzi, że szyby są całe w kocich odciskach łap to zabiera się za mycie okien. Gdy widzi, że podloga się lepi -odkurza i je myje. Potrafi ogarnąć to nawet w weekend, gdy zostaje na cały dzień sam z Alą. A ja? Też sprzątam, ale bez myślenia, że jak ja nie posprzątam to będzie brudno. Sprzątam, gdy znajduję na to czas i sprzątam wówczas dokładniej - docieram w takie zakamarki, o których mężczyźni raczej nie myślą - listwy przypodłogowe, kontakty, framugi drzwi.
Jeśli natomiast chodzi o gotowanie to, gdy mam wolne obiad jest zawsze. Coraz częściej 2-daniowy, bo Ala uwielbia zupy, a my nimi się raczej nie najemy. Jeśli pracuję tylko na rano do popołudnia to obiad też jest, ale bardziej na szybko. Czasem gotuję na 2 dni. I tylko raz zdarzył mi się przypływ energii i po powrocie z pracy o 22 zabrałam się za zrobienie gulaszu na następny dzień. A czasem, gdy idę do pracy na cały dzień partner sam sobie organizuje jedzenie. Potrafi gotować. Wachlarz jego umiejętności nie jest super szeroki, ale zupy, kotlety, risotto, spagetii i jeszcze trochę dań się tam znajdzie.

7. Finanse - chociaż dalibyśmy radę bez mojej wypłaty to nie ukrywam, że bardzo polepsza to nasze życie. Co prawda początkowo musiałam zmierzyć się ze zwiększeniem wydatków. Bo zarabiam więcej niż było na macierzyńskim, a początkowo po powrocie do pracy nie potrafiłam nic odłożyć (na macierzyńskim zawsze coś odkładałam). Przede wszystkim do wydatków trzeba dodać opłaty za żłobek, dojazdy do pracy i leki - bo nie ma miesiąca, by Ala nie chorowała. No i muszę przyznać, że żyję ze świadomością, że więcej zarabiam to nie ograniczam się z wydatkami - i dla Ali i dla siebie. Ale chyba też na tym polega życie. Na szczęście ostatnio coraz lepiej wychodzi mi planowanie wydatków i znów udaje się oszczędzać.

8. Moja samorealizacja i czas dla siebie - mogłoby się wydawać, że po powrocie do pracy czasu dla siebie jest mniej. Zależy. Wiem, że mam nietypową pracę, bo wg grafiku. Ale to daje mi WIĘCEJ czasu dla siebie. Córka chodzi do żłobka, a ja pracuję 2-4 dni robocze. I w przeważającej mierze wolne dni spędzamy w domu (zwłaszcza teraz, gdy jesienią choroby są częstsze), ale łatwiej jest mi zawieźć Alę do żłobka na kilka godzin i wyskoczyć na zakupy, lodowisko, czy kawę. Wiem, że nie odbywa się to kosztem mojego czasu z Alą, bo ona musi też nauczyć się pewnej regularności w chodzeniu do żłobka. Za to w weekendy i wieczorami już nie wychodzę - chcę spędzić ten czas z rodziną, bo to też uwielbiam. Poza tym przyznaję teraz, że na macierzyńskim trochę sama się zamknęłam w domu. Wmówiłam sobie, że wyjście z dzieckiem jest trudne, bo - jak dojechać gdzieś autobusem, co zrobię, jeśli będzie płakać, jak ją nakarmię itp. Zasiedziałam się w domu i samodzielne wychodzenie z córką wydawało mi się wielką wyprawą. Dzięki pracy otworzyłam się znów na świat i nawet, gdy mam wolne i córka nie idzie do żłobka to nie zawsze siedzimy tylko w domu, ale robimy sobie małe wycieczki.
Praca daje też mi inne poczucie spełnienia jak spełnienie w roli matki. Bo wiecie - dziecko kocha rodziców - to jest oczywiste. Ale pochwała od szefa (czy to słowna, czy finansowa) nie jest już gwarancją - i lubię takie moje spełnianie się w pracy, wyznaczanie sobie celów i osiąganie ich.

Na moim powrocie ucierpiał też blog. W pierwszym miesiącu pracowania było mnie tutaj mało. Teraz mam wzloty i upadki. Czasami jestem zbyt zmęczona, czasami wolę robić coś innego niż tylko pisać. Ale tak chyba już będzie. Nabrałam luzu do blogowania. To moja pasja, a nie sposób na życie/pieniądze.


Im dłużej pracuję tym bardziej podziwiam samotne matki albo matki 2 i więcej dzieci

Serio! Ciągle zastanawiam się, jak dałabym sobie radę w pracy bez partnera. No i wiem, że w tej bym sobie nie dała. No chyba, że zatrudniłabym opiekunkę do odbierania Ali ze żłobka. Albo mieszkałabym blisko rodziców (a dzieli nas ok. 150 km) i oni by nam pomagali. Głowię się też jak radzą sobie rodzice wielodzietni - i z zawożeniem wszystkich do różnych przedszkoli/szkół i z chorobami (mnie wystarczy, że Ala choruje a co dopiero jakby chorowała 2 dzieci i to w różnych momentach). 
Mój powrót do pracy mimo, że musiałam trochę przeorganizować życie nie był trudny. Ma na to wpływ kilka czynników. Przede wszystkim cieszę się, że mam takiego partnera, który ogarnia odbieranie dziecka ze żłobka, pomyśli o zakupach, posprząta, a i nie trzeba mu podawać jedzenia pod nos. Jest mi też na pewno łatwiej, bo Ala szybko zaakceptowała zmiany. Ale i ja starałam się nie robić z tych zmian jakichś wielkich wydarzeń. Nie przygotowywałam Ali na pójście do żłobka i rzadsze karmienie piersią. Sama doskonale wie, że jak jest mama to jest mleczko, a jak mnie nie ma to je coś innego. 

Teraz z perspektywy czasu cieszę się, że udało mi się wrócić do pracy. Wiem, że nie każdy CHCE i ma MOŻLIWOŚĆ, by pójść do pracy, ale u nas myślę, że całkiem sprawnie się to odbywa. 

Mamy - jeśli czeka Was w niedługiej przyszłości powrót do pracy - nie bójcie sie tego. Na pewno świetnie sobie poradzicie. Tak jak zawsze. Każda zmiana niesie wiele korzyści i minusów, ale skupiajmy się na tym 1. 

Kiedy wróciłyście do pracy po porodzie? Jak u Was wyglądały początki? A może jesteście z dzieckiem w domu? Czy planujecie powrót do pracy? 

Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami to zapraszam Cię do śledzenia mnie na Facebooku - klik lub na Instagramie - klik. 




You Might Also Like

16 komentarze

  1. Powrót do pracy po macierzyńskich był dla mnie cudowny. Kiedy jesteś cały czas w domu z dzieckiem świat się strasznie kurczy:)
    I tak przy okazji - zazdroszczę partnera ogarniającego cotygodniowe sprzątanie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wróciłam do pracy. Od zawsze wiedziałam, że wrócę po roku macierzyńskiego. Bez mojej pensji nie dali byśmy rady, ale nie to było głównym powodem powrotu - ja po prostu chciałam bardzo pracować, mieć zajęcie, rozwijać się, rozwijać karierę. Dodatkowo poszłam sobie na podyplomówkę, zrobiłam kilka certyfikatów, biegam wieczorami. Poczułam wiatr w żaglach. A do tego... podobnie jak Ty... nadal karmię Malucha piersią :) Już dwa lata i osiem miesięcy - da się :)
    Bardzo się cieszę z powrotu i nie zmieniłabym swojej decyzji nawet jeśli okazałoby się, że mój mąż jest milionerem i nie muszę pracować :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W zeszłym roku pracowałam na cały etat i przyznaję, że to było trudne doświadczenie. Ratowała mnie tylko dość częsta możliwość pracy z domu, bo w innym przypadku życie wyglądało jak szalona karuzela. No ale ja w tygodniu byłam sama z synkiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko ma swoje zalety i wady. I powrót do pracy i rola kury domowej. Gdyby mi ktoś kilka lat temu powiedział, że po urodzeniu dziecka nie będę chciała wrócić na etat, że będę wolała zajmować się domem, rodziną, spędzać czas z dzieckiem, to popukałabym się w czoło. JA? W ŻYCIU! Od narodzin mojej córeczki minęło półtora roku a ja póki co cieszę się każdym dniem spędzonym z nią, cieszę się, że mąż daje mi bezpieczeństwo finansowe, że nie muszę wracać na etat, że mogę myśleć o założeniu własnej działalności kiedy córka pójdzie do przedszkola... Narazie jednak nadal nie mogę się nią nacieszyć 24/7

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja wprawdzie sama dzieci póki co nie mam, ale... Nigdy nie zakładałam innej opcji niż powrót do pracy po porodzie. Może przez kilka pierwszych lat dopóki dziecko nie pójdzie do przedszkola- na pół etatu, ale nie wyobrażam sobie przestać być kimkolwiek innym niż tylko matką ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny wpis! Chociaż mnie na razie to nie dotyczy, to jednak fajnie, że dzielisz się swoim doświadczeniem z innymi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawy wpis... Ale praca też nam jest potrzebna. Mam wrażenie, że im więcej mamy na głowie tym jest lepsza organizacja czasu - bynajmniej sama tak mam. Jak nie mam, to zaczyna się hasło... za chwilkę, za godzinkę, później a tu myk i nie ma nic :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Praca jest potrzebna, jednak ja przez pierwsze 3 lata życia z synkiem postanowiłam zostań z nim w domu, dla mnie to był bardzo ważny czas.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeżyłam, ale to był najgorszy czas w moim życiu!

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę, że robisz bardzo dobrą robotę dla młodych Mam, które stoją w rozkroku pomiędzy pracą, a pozostaniem w domu. Jak widać, można to pogodzić i warto o tym pisać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie troszkę to przeraża :) Prawdę mówiąc nie wiem, jak to będzie wrócić po 1,5 roku. Zwłaszcza dla mnie, osoby, która ma dość odpowiedzialne stanowisko i ktoś musi mnie zastąpić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja, gdy zaczęłam pracować czułam się świetnie. Obawiałam się, że nie będę mogła się odnaleźć, a czułam się tak, jakbym nie przestawała pracować na tak długo.

    OdpowiedzUsuń
  13. 4 wpisy w pierwszym miesiącu po powrocie do pracy to i tak bardzo dużo! Ja pracuję na prawie cały etat, studiuję dziennie i sporo podróżuję i nie umiem ostatnimi czasy znaleźć w ogóle czasu na bloga.

    OdpowiedzUsuń
  14. Też uważam że nie warto tyle kupować, ale ciężko to wyjaśnić dziadkom☺

    OdpowiedzUsuń
  15. Z jednje strony dobrze ,że wracamy do pracy z drugiej rodzi to pewne jednak problemy....

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja baaaardzo nie chcę wracać do pracy - takiej na etacie. Dorabiam zdalnie, a od wiosny planuję własną działalność. Zobaczymy, co z tego będzie.

    OdpowiedzUsuń