Urlop wychowawczy - powody decyzji, wady i zalety. IV część cyklu "Koniec urlopu macierzyńskiego - i co dalej?"

8/07/2017


Ten wpis powstał w ramach mojego cyklu „Koniec urlopu macierzyńskiego – i co dalej?”Cyklu, który (muszę przyznać) po 3 pierwszych częściach umarł śmiercią naturalną. Ale jednak udało mi się go wskrzesić. W poprzednich wpisach poruszałam zagadnienia, związane z opieką nad dzieckiem: żłobka, niani i babci – czyli rozwiązania, o których mniej lub więcej wiem. Później na 3 miesiące była cisza. A wszystko dlatego, że sama na urlop wychowawczy się nie zdecydowałam. Czułam więc, że pisząc tę część będę nieautentyczna jako mama, która po 13 miesiącach od porodu poszła do pracy. Dlatego też do napisania tego wpisu zaprosiłam kilka mam-blogerek, które na urlopie wychowawczym były lub są nadal. Dzięki temu jeśli rozważacie taką możliwość to tutaj przeczytacie punkt widzenia mam, które mają doświadczenie w zakresie urlopu wychowawczego.

Dlaczego ja nie wybrałam urlopu wychowawczego?

Prawdę mówiąc długo wahałam się, co zrobić. Czy po roku wrócić do pracy, czy zostać z Alą? W moim przypadku oficjalny urlop wychowawczy nie wchodził jednak w grę – moja umowa z pracy, którą wykonywałam przed narodzeniem dziecka już wygasła. Nie mogłabym więc złożyć wniosku o urlop wychowawczy, a tym samym nie miałabym opłacanych żadnych składek. Jednak nie to zadecydowało o moim powrocie na rynek pracy. Mój długi brak decyzji był spowodowany brakiem pewności co do opieki nad Alą. Wiedziałam, że na nianię nie możemy sobie pozwolić finansowo. Pomoc rodziny też nie była możliwa, gdyż wszyscy pracują. A jako, że Ala kończyła rok w marcu, a zapisy do żłobków są przeważnie na wrzesień to myślałam, że jeszcze do września będę zmuszona zostać w domu. Bo bałam się zapisać córkę do prywatnego żłobka, płacić sporo za miejsce i nie mieć pewności, że znajdę jakąś pracę (bo przecież poprzedniej już nie miałam). Jednak los się do nas uśmiechnął. Dowiedziałam się, że rusza żłobek z dofinansowaniem z unii europejskiej, zgłosiłam się do rekrutacji i Ala się dostała! Problem opieki nad Alą został rozwiązany, a ja pracę znalazłam po ok. 2 tygodniach poszukiwań.

Chciałam też wrócić na rynek pracy, bo jestem młoda. Moje cv nie jest bogate. Chciałam zrobić coś dla siebie, budować CV. A i nie ukrywam, że finansowo żyje nam się lepiej, gdy pracuję. To też jest przecież z myślą o Ali. I chociaż niektórzy twierdzą, że jak matka zostawia dziecko na cały dzień, bo idzie do pracy to wyrządza mu w ten sposób krzywdę to ja tego tak nie odbieram.

Dlaczego mamy decydują się na urlop wychowawczy?:

Czasami przyczyny są prozaiczne, czasami mamą kierują piękne ideały. Czasem jest to jej świadoma i przemyślana decyzja, innym razem przypadek. Sporym problemem jest przede wszystkim to z kim zostawić dziecko na czas swojej pracy:




Karolina z Naszebabelkowo.pl pisze: "Zdecydowałam się na urlop wychowawczy z wielu różnych względów. Dziadkowie Bąbelka bardzo chętnie zajmowali się wnukiem, kiedy potrzebowałam pomocy - ale nie mogli opiekować się nim na "pełen etat" ( ja zresztą też nie chciałam ich tym obciążać). Mieszkamy w bardzo małej miejscowości, w której trudno o dobrą nianię - a dojazdy do niej do większego miasta byłyby zwyczajnie nieopłacalne finansowo i pochłonęłyby sporą część mojej pensji. Informacyjną wizytę w żłobku wprawdzie odbyliśmy - ale ona tylko utwierdziła nas w przekonaniu, że zarówno dla nas, jak i dla synka jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie na taką rozłąkę. Ostatecznie uznaliśmy, że urlop wychowawczy będzie najbardziej optymalnym wyjściem.”




Podobnie podsumowuje to Karolina z wysmakowana.pl: „Jeżeli chodzi o urlop wychowawczy to zdecydowałam się na niego z prostego powodu - nie miałam z kim zostawić mojej córki, żebym mogła wrócić do pracy. Żłobek zupełnie nie wchodził w grę, ponieważ w mojej okolicy były tylko prywatne. Cena jak dla nas zbyt wygórowana. Nie byłoby to po prostu opłacalne. To samo tyczy się opiekunki, poza tym nie chciałabym, żeby obca kobieta wychowywała moją córkę. Nie mogłam prosić żadnej babci, ponieważ ich stan zdrowia nie pozwalał na opiekę nad ruchliwym, małym dzieckiem. Raz kiedyś można, a codzienna opieka to już duże wyzwanie dla osoby, która ma swoje lata. Postanowiliśmy z mężem, że ja zostanę z młodszą córką tak długo jak to będzie konieczne.”


Czasem dzieje się też po prostu tak, że w międzyczasie będąc na macierzyńskim firma się likwiduje, albo po powrocie mamy do pracy okazuje się, że warunki zmieniły się na tyle, że trudno byłoby pogodzić obowiązki pracownika i mamy. Tak było w przypadku Gosi z Madebygoch.pl, która długo wahała się, jakie wybrać rozwiązanie, ale to życie przyniosło odpowiedź: ”Idąc na zwolnienie lekarskie, jeszcze będąc w ciąży, wiedziałam, że nie będę chciała oddać mojego Maleństwa do żłobka, ani pod opiekę niani. Chciałam ciągnąc urlop macierzyński, potem wychowawczy, ile tylko się da. W międzyczasie rozwiązała się firma, w której pracowałam. Potraktowałam to jako cudowne zrządzenie losu i znak, że czas najwyższy coś zmienić w swoim życiu zawodowym.”


Poza likwidacją firmy młode mamy mogą po prostu tej pracy już nie mieć. Bo np. skończyła im się umowa i na macierzyńskim nie została przedłużona. Tak było też i ze mną. Nie miałam pracy. A znalezienie nowej z rocznym dzieckiem jest możliwe, chociaż nie zawsze łatwe. Po pierwsze czasami pracodawcy wolą zatrudnić kogoś, kto ma starsze (czytaj – mniej chorujące dzieci) lub w ogóle bezdzietną osobę. Poza tym szukanie pracy oznacza, że czeka nas sporo niepewnych. Chociażby godziny i dni pracy. A jak znaleźć opiekę dla dziecka, gdy jeszcze nie do końca wiemy, czy wystarczy żłobek, bo praca będzie się odbywać w trakcie, kiedy żłobki są otwarte. Czy może będzie konieczna też pomoc na wieczory, albo weekendy? 


Często bywa też tak, że mamy po prostu nie chcą tracić ważnych momentów z życia dziecka. Kiedyś urlop macierzyński trwał pół roku, a jeszcze nie tak dawno 8 miesięcy. Teraz rok. Ja do pracy wróciłam, gdy Ala miała 13 miesięcy. Pierwsze słowa, kroki, pierwsze posiłki – to wszystko obserwowałam. Jednak zdarza się tak, że wracając wieczorem do domu (często pracuję do 21 i to wówczas mój partner opiekuje się Alą) dowiaduje się, że dzisiaj po raz pierwszy Ala zrobiła brawo. Albo powiedziało „buzia”. I chociaż następnego dnia mogłam sama to zobaczyć to jednak nie były to już te pierwsze brawa Ali. I właśnie takie postrzeganie sytuacji – chęć towarzyszenia dziecku we wszystkich ważnych momentach i przekonanie, że roczne dziecko najbardziej potrzebuje mamy sprawia, że urlop wychowawczy wciąż jest często wybierany. Tak też zrobiła Kasia z bloga okiem-mamusi.pl: „Decyzja o przejściu na urlop wychowawczy to chyba jedna z najtrudniejszych, jakie w życiu podejmowałam. Walczyło we mnie wiele rzeczy. Z jednej strony jeszcze malutkie dziecko i przeświadczenie, że nikt tak jak ja nim się nie zajmie, z drugiej naciski z pracy, by do niej wrócić jak najszybciej i fakt, że to iż zostanę z Panną K. w domu znacząco uszczupli nasz budżet domowy.”



Czy mamy żałują swojej decyzji?

Czytając wypowiedzi innych mam widzę, że zdecydowanie nie żałują tego, że spędziły/spędzają w domu kilka lat więcej. Owszem, znajdują wady takiej sytuacji, ale powiedzmy sobie wprost – kto nigdy nie zazdrości komuś kto ma inne życie. Ja będąc na macierzyńskim czasem zazdrościłam mamom, które mogły odpocząć od macierzyństwa w pracy. A teraz, gdy pracuję? Są momenty, kiedy chętnie zamieniłabym się ze sobą sprzed kilku miesięcy i poddała się domowej codzienności. Ale to jest normalne! Jak jesteś codziennie miesiąc w miesiąc w domu i głównymi Twoimi zajęciami jest opieka nad dzieckiem, gotowanie, sprzątanie, zakupy to marzysz o pracy. A jak Twój dzień jest gonitwą pomiędzy pracą, a żłobkiem, no i jeszcze zabawą z dzieckiem, czy jakimikolwiek porządkami to marzysz o zwolnieniu tempa.

A za czym tęsknią mamy, będące w domu z dzieckiem? Jakie wady dostrzegają przy tym rozwiązaniu? A co lubią w urlopie wychowawczym?:



Kasia z madebygoch.pl: „Urlop wychowawczy już się skończył, a ja zdecydowałam się zostać z dzieckiem w domu. Obecnie prowadzę bloga, co pozwala mi na bycie mamą na pełen etat. Przy okazji realizuję swoją pasję. Lepiej być nie może.
Urlop wychowawczy to wspaniała okazja do obserwowania „pierwszych razów” swojego maleństwa- nie ominął mnie ani pierwszy ząbek, ani pierwsze słowa, ani pierwsze kroki. To cudowne, móc pokazywać świat swojemu dziecku i warto skorzystać z okazji, aby móc patrzeć, jak szybko rośnie. 
Wiadomo- „dziura” w CV, odzwyczajenie się od systemu pracy- to niewątpliwe minusy urlopu wychowawczego. Ale kaman. Teraz też masz szefa i pełnoetatową pracę (tyle, że szefa trzeba karmić i przewijać, no i nosić na rękach). Tylko czas pracy taki pełnowymiarowy, że bardziej się nie da. Ale satysfakcja- lepsza od premii i każdego innego wyróżnienia w firmie. 
Podziwiam mamy, których pasją jest zajmowanie się dziećmi i domem- ja do nich nie należę. Kocham moje dziecko i dam się za nie pokroić, ale blog też jest mi bardzo potrzebny. To taki wentyl, przepustka do świata, w którym jestem twórcą, ktoś być może wkrótce z tej pracy będzie mnie rozliczał. Chcę stworzyć z pisania swój sposób na życie. 
Urlop wychowawczy pozwolił mi również zastanowić się nad tym, czego naprawdę chcę. Bardzo sobie cenię ten czas i polecam innym mamom skorzystanie z tej cudownej możliwości.”

Karolina z naszebabelkowo.pl: „Czy tego żałuję? Absolutnie nie – ponieważ dzięki temu nie ominęły mnie najważniejsze momenty w życiu Bąbelka i nie miałam poczucia ciągłego balansowania i "rozerwania" między domem a pracą . Czasami oczywiście zdarzały się chwile, że trochę brakowało mi "wyjścia do ludzi" i dorosłego towarzystwa. Dlatego w trakcie mojego urlopu wychowawczego zdecydowałam się na podjęcie kolejnych studiów, w trybie zaocznym - i było to dla mnie pewnego rodzaju odskocznią oraz okazją do wielu przemyśleń, co chcę dalej w życiu robić i w jakim kierunku zawodowym pójść. Poza tym sporo czasu poświęcałam na pisanie bloga - oraz dorabiałam sobie copywritingiem, drobnymi tłumaczeniami i prowadzeniem dokumentacji firm (zdalnie, z domu - kiedy Junior już spał albo wychodził na spacer z mężem).
Jeśli chodzi o wady urlopu wychowawczego - w moim przypadku bardzo trudno zmobilizować się do tego, żeby wrócić po nim do pracy na etacie (natomiast freelance nie jest niestety aż tak pewnym i regularnym źródłem dochodów)..." 

Karolina z wysmakowana.pl pisze: „Absolutnie nie żałuję tej decyzji. Codzienna opieka i obserwowanie jak rośnie, jak się rozwija, jak robi postępy to coś wspaniałego. Starsza córka miała 11 miesięcy kiedy ja wróciłam do pracy, wtedy jeszcze babcia była pełna sił i mogła się nią zająć. Sporo mnie ominęło, teraz dopiero to widzę. Bycie na urlopie wychowawczym ma więcej plusów niż minusów. Dzięki temu, że jestem w domu mogłam bardziej poświęcić się rodzinie. Mam tu na myśli np. codzienne pyszne obiady czy czyste i posprzątanie mieszkanie. Chodząc do pracy nie mogłabym codziennie tego robić, pracowałam po 12 godzin. Wiadomo, że bywały też wolne dni, ale ciężko w te kilka wolnych nadrobić, żeby wszystko było na tip top. Minusy? Owszem, są. Takim podstawowym są pewne ograniczenia. Wszędzie (dosłownie) musisz chodzić z dzieckiem. Nie zawsze jest to komfortowe. Np. głupia wizyta u lekarza czy w urzędzie, gdzie stanie w kolejkach jest na porządku dziennym. Czasami nawet w toalecie nie można mieć chwili dla siebie. Kiedy tylko znikam z oczu mojej córce już mnie woła. To bardzo fajne uczucie, kiedy czujesz te małe rączki na swojej szyi, ale matka to też człowiek i czasami może mieć gorsze dni, potrzebuje odpoczynku i chwili dla siebie.”

Kasia z okiemmamusi.pl pisze: „Mam ochotę wyjść do ludzi, ale tych już dorosłych gdzie tematy nie kończą się na "a moje dziecko to..." i nie są przerywane wtrąceniami typu "x nie bij siostry" ;) Często mam ochotę chociaż przez kilka godzin dziennie nie słyszeć tego słodkiego głosiku, który zdaje się wydobywać z gardła mojego dziecka non stop. 
Gdy widzę te pustki na koncie pod koniec miesiąca to się zastanawiam czy, aby na pewno dobrze zrobiłam. Bo przecież moje dziecko nie przebywa aż tyle z rówieśnikami co mogłoby w żłobku. Mogłoby, ale znalezienie miejsca w państwowym żłobku graniczy z cudem, a u nas prywatne to koszt dla nas zbyt duży (w stosunku do tego co bym zarobiła) . Babcie póki co wszystkie pracujące więc i ta opcja odpadła. 
Koniec końców przeszłam na wychowawczy najpierw na próbę z założeniem, że jak nie damy rady finansowo tego udźwignąć to po miesiącu czy dwóch wrócę do pracy. Jednak okazało się, że większym problemem niż finanse jest moja psychika, której nie pomaga fakt, że każdy wokół mnie uważa, że poszłam na łatwiznę i leżę w domu i pachnę zamiast wziąć się za robotę. Bo tylko matka która " siedzi" w domu wie jaka to ciężka praca. Niestety otoczenie nie zawsze to docenia a i nierozłączność z dzieckiem potrafi dać w kość psychice matki. Na szczęście jeden uśmiech czy buziak malucha jest w stanie ukoić nawet najbardziej zszargane nerwy matki.”

Co ja mogłabym dodać od siebie? Jakie mam przemyślenia? Przede wszystkim takie, że w każdej sytuacji, jakie rozwiązanie byśmy nie wybrały to zawsze będzie wiązało się to z zaletami i wadami. Trzeba zatem pomyśleć, co w naszej sytuacji jest ważniejsze. Czasami do pracy po prostu wrócić trzeba, bo bez tej wypłaty nie udźwignie się comiesięcznych wydatków. A czasem ta praca się nie opłaca, bo koszt opieki nad dzieckiem pochłonąłby całą lub prawie całą pensję. 

W wypowiedziach powtarza się tęsknota za samotnymi wyjściami, bez dziecka. Ja na macierzyńskim nie miałam silnej potrzeby wyjść bez Ali. Tylko że to był rok. A później? Jak już pierwszy raz wyszłam na dłużej niż szybkie zakupy, czy rejestracja wizyty w przychodni to zrozumiałam, o co w tym chodzi. Że czasem dobrze jest wyjść bez dziecka. Odpocząć, a po powrocie patrzeć na te wyciągnięte rączki i uśmiech tak, jakby widziało się to po raz pierwszy w życiu. Dlatego, jeśli jesteś na urlopie wychowawczym to dobrze jest znaleźć też czas dla siebie. Czy dla realizacji swoich pasji. 

Na wychowawczym możesz się rozwijać! 

A może, by ten czas wykorzystać nie tylko na troskę o dziecko, ale też na swój rozwój? Wiem, nie zawsze to jest łatwe. Takie same ambitne plany miałam w związku z urlopem macierzyńskim. Rok przeleciał, a ja z planów nie zrealizowałam prawie nic (poza prowadzeniem bloga). A przecież miałam chociażby jeszcze nauczyć się perfect francuskiego. Tylko zobaczcie – Karolinie z naszebabelkowo.pl udało się pójść na studia. A poza pisaniem na bloga dorabia także jako copywriter. To jest możliwe! Tylko wymaga odpowiedniego samozaparcia, a i też wsparcia rodziny. Która nie będzie narzekać, że pomimo niepracowania podłoga się lepi, a obiad to tylko zupa zrobiona na szybko. No i jeszcze najlepiej pomocy, chociaż minimalnej w opiece nad dzieckiem – zabawą, czy wzięciem na spacer. Ewentualnie pracą po nocach. Wydaje się trudne, ale zobacz – ja piszę dla Ciebie tego bloga. A pracuję zawodowo. Po pracy też zajmuję się swoim dzieckiem i czasem nawet coś posprzątam. Jakoś znajduję czas, a i wierzę, że gdyby nie te 160 godzin pracy miesięcznie to i obiady w domu byłyby bardziej wykwintne i blog hulałby lepiej. 

Urlop wychowawczy to też świetny czas na przemyślenia. Nie na wykonywanie szybkich, nieprzemyślanych decyzji. To czas, kiedy możesz pomyśleć, co ty chciałabyś robić w życiu. I znalezienie sposobu na ich realizację. Teraz coraz częściej można znaleźć pracę online lub założyć własną firmę. 

Kilka spraw technicznych odnośnie urlopu wychowawczego:

Podczas urlopu wychowawczego możesz zarabiać! - zgodnie z przepisami kodeksu pracy będąc na urlopie wychowawczym możesz sobie dorabiać. Nie jest nigdzie ściśle określone jaką kwotę możesz zarobić, ani ile godzin pracować, jednak najważniejszą kwestią jest to, by Twoja praca nie kolidowała z bezpośrednią opieką nad dzieckiem. Jeśli Twój pracodawca dowie się, że podjęłaś zatrudnienie uniemożliwiające Ci zajmowanie się dzieckiem to może odwołać Cię z urlopu i wyznaczyć termin stawienia się w pracy. Zwykle uznaje się, że praca do maksimum pół etatu jest zgodna z przebywaniem na urlopie wychowawczym. Dlatego też śmiało możesz chociażby pracować online, czy podejmować się zleceń lub prac dorywczych, jak np. inwentaryzacja, prowadzenie eventów itp. 

Pomoc finansowa na jaką możesz liczyć – jeśli przebywasz na oficjalnym urlopie wychowawczym (czyli udzielonym w pracy) to możesz postarać się o zasiłek wychowawczy. Nie jest on jednak dla wszystkich. Należy się tylko matkom zatrudnionym, ale przebywającym na urlopie wychowawczym (czyli pod ten zasiłek nie podlegają osoby bezrobotne), a dochód na członka rodziny nie przekracza 674zł (a od 1 listopada 2017 będzie to 754, w przypadku dzieci niepełnosprawnych obecnie próg wynosi 764, a od listopada będzie 844zł). Na taki zasiłek możemy liczyć przez 2 lata w przypadku opieki nad jednym dzieckiem, 3 lata jeśli na urlopie wychowawczym jesteśmy ze względu na opiekę nad 2 lub więcej dzieci lub 6 lat w przypadku dziecka niepełnosprawnego. 

Kiedyś myślałam, że na wychowawczy decydują się tylko leniwe i wygodne matki...

I teraz jest mi strasznie wstyd za to myślenie. Ale wiecie – kiedyś (czyli jako nastolatka czy studentka) to ja nawet nie myślałam, że będę karmić piersią ponad rok. Myślałam, że będę chciała wrócić do pracy jak najszybciej, a później ten rok tak szybko mi minął. Dlatego mam wrażenie, że dopóki nie zostaniemy rodzicem trudno jest nam wczuć się w sytuacje innych matek. Teraz już wiem, że powrót na rynek pracy nie zawsze jest łatwy. Czasami problemem jest brak opieki nad dzieckiem, innym razem brak pracy, czy po prostu niechęć do zostawienia małego dziecka z kimś innym na całe dnie. Teraz to wszystko rozumiem. Wiem, że publicznych żłobków jest za mało. Wiem, że prywatne żłobki, czy niania pochłaniają często prawie całą wypłatę, więc praca dla kilkuset złotych się nie opłaca. Wiem, że czasem jest to też przemyślana decyzja, by spędzić z dzieckiem więcej czasu. I to nie jest pójście na łatwiznę. To nie jest wygoda. Bo codzienne „siedzenie” z dzieckiem w domu też męczy zwłaszcza, że pokutuje myślenie, że skoro mama SIEDZI w domu to ma czas, by zająć się wszystkimi innymi rzeczami. 


Chociaż sama zdecydowałam się na powrót do pracy to wiem, że gdyby nie żłobek dla Ali to mogłoby być różnie. Poza tym dostrzegam plusy i pracowania i urlopu wychowawczego. Pamiętajmy też, że każdy żyje po swojemu. Dlatego nie oceniajmy. Być może ty byś nie zdecydowała się zostawić dziecko w żłobku, a z kolei inny rodzic nie chciałby poświęcić się „tylko” domowi. 

Ten wpis pewnie nie powstałby, gdyby nie pomoc 4 mam, które zechciały opowiedzieć mi o swoim urlopie wychowawczym. Zachęcam do zajrzenia na ich blogi.

A ty? Jaką decyzję podjęłaś? Wróciłaś do pracy, czy zdecydowałaś się przejść na urlop wychowawczy? A może decyzja dopiero przed Tobą? 


Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami to zapraszam Cię do śledzenia mnie na Facebook'u lub na Instagramie





You Might Also Like

36 komentarze

  1. Bardzo wartościowy wpis. Decyzja o braniu urlopu wychowawczego rzeczywiście nie należy do łatwych, a takie spojrzenie z wielu punktów widzenia może okazać się bardzo pomocne.

    OdpowiedzUsuń
  2. To bardzo trudna decyzja, której towarzyszą lęki, obawy co do przyszłości albo dziecka albo kariery zawodowej mamy, nie da się tez nie wspomnieć o aspekcie finansowym. Podziwiam mamy łączące pracę z opieką nad dzieckiem, ale jeszcze bardziej podziwiam mamy, które decydując się na urlop wychowawczy musiały przewartościować całe swoje życie, zejść z pewnego poziomu finansowego otd

    OdpowiedzUsuń
  3. Można jeszcze inaczej. Nie zostawiłam dziecka w żłobku i jednocześnie nie zajmuję się tylko domem. Jestem na urlopie wychowawczym, bo nie czułam potrzeby wracać na etat, ale pracuję od kiedy moje młodsze skończyło 3 miesiące, zarobkowo i wolontariat, prowadzę organizację pozarządową, robię zlecenia, projekty, prowadzę warsztaty. Angażuję się w wydarzenia kulturalne, animacje kobiece. Rozpoczęłam naukę na kolejnej uczelni, żeby w międzyczasie zdobyć dodatkowe kwalifikacje. No i piszę bloga:) Nie ukrywam, że wymaga to świetnej organizacji, czasem pracy po nocach, a przede wszystkim partnera, który wymienia się przy opiece nad dziećmi (mam dwójkę), jest z nimi kiedy ja pracuję - popołudniu czy w weekendy. Mi to bardzo odpowiada, bo nigdy nie chciałam żyć tylko pracą czy tylko domem, ale jak piszesz - każdy wybiera, co mu pasuje i jakie ma możliwości. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy post. Milo ze podzielilas sie zswoimi przemysleniami. Osobiscie poki co mnei to nie czeka.Jednakze chce wiedziec jak najwiecej :) Osobiscie nie iwem czy bym wybrala urlop czy nie. Ale cos czuje ze nie. Jestem pracoholiczka i bym zwariowala :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłam na wychowawczym 1/2 roku, czyli łącznie z urlopami i macierzyńskim rok i 9 m-cy. Oj nie chcialo mi się wracać :D

    OdpowiedzUsuń
  6. W Twoim wpisie znalazlam wiele sobie znanych sytuacji.Pracowałam do 8 miesiąca. Dwa tyg.po urodzeniu dziecka moja umowa (na zlecenie)wygasła.W zeszłym roku zapisałam młodego do żłobka bo chciałam pojść do pracy.Sytuacja podobna-na nianię nie było nas stac, dziadkowie pracują.W poniedziałek mały zaczął chodzić do żłobka, a we wtorek zostałam poproszona na rozmowę kwalifikacyjną.Udało się. W sobotę miałam uczestniczyć w szkoleniu.Jednak w środę młody przyniósł ze żłobka poważne choróbsko.Nikogo nie miałam do opieki, zadzwonilam do potencjalnego pracodawcy wytłumaczyłam sytuację, no i niestety mi podziękowano.Gdy młody wyzdrowiał wrócił do żłobka i...po 2 dniach znów zachorował.Tym razem my podziękowaliśmy.Nie bylo nas stać na trzymanie miejsca w żłobku.Zdecydowaliśmy, że poszukam pracy gdy mały pójdzie do przedszkola i gdy się trochę uodporni bo mniemam,że sytuacja z chorobami się powtórzy.Wierzę jednak że uda mi się wrócić na rynek pracy. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Póki co nie jestem mamą ale z chęcią przeczytałam cały wpis. Decyzja jaka należy podjąć, zastanawiając się czy pójść na urlop wychowaczy czy nie z pewnością nie należy do łatwych. Ja sama zastanawialabym się pewnie długo nad tym.. pozdrawiam wszystkie mamy! :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny post. Podoba mi się Twoje podejście - skoro nie masz doświadczenia z wychowawczym, to poprosiłaś inne kobiety o wypowiedź. Bardzo to w sumie pouczające i ciekawe. A post wart podawania dalej!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie mogłam ciągnąć urlopu wychowawczego, ale po przeanalizowaniu sytuacji finansowej i naszych możliwości zdecydowałam się zostać z dzieckiem w domu. Jakoś nie mogłam się pogodzić z myślą, że ktoś inny będzie wychowywał moje dziecko. Chciałam być tuż obok i towarzyszyć jej w poznawaniu świata :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja się zastanawiam, kto przed słowem macierzyński czy wychowawczy dodał słowo urlop. I niewątpliwie był to jakiś mężczyzna ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. W pełni świadomie zdecydowałam się na urlop wychowawczy! Nie żałuję nawet tego, że do dziś nie wróciłam do pracy poza domem :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Takie decyzje są zawsze trudne, już nie myślimy tylko o sobie. Póki co staram się pracować w domu bo nie mam możliwości, jak do tej pory, wysłać córkę do jakiejś instytucji. Zobaczymy co dalej. Wyczerpujący wpis!

    OdpowiedzUsuń
  13. Chociaż było to ponad 30 lat temu, poszłam do pracy, nigdy nie żałowałam. Syn chodził do żłobka, przedszkole i świetlicy. I on wiele skorzystał z mojej decyzji. A co najważniejsze, codziennie kiedy wracaliśmy do domu mieliśmy zadowolone miny, ze jesteśmy razem.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszystko przede mną. Jeszcze nie wiem co zrobię w marcu. Na pewno przydatny tekst, fajnie usłyszeć opinie dziewczyn które zdecydowały się na urlop wychowawczy. Ja na razie żyję chwilą obecną i cieszę się tymi pierwszymi razami :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten wpis jest bardzo dla mnie bo wracam do pracy po pięciu latach. Dwa ostatnie spędziłam na urlopie wychowawczym. Był to na pewno inny niż życie zawodowe spokojny uregulowany, piękny, ale i trudny. Nie chcąc zatracić się w obowiązkach domowych, skończyłam 2 podyplomówki i dziś, gdy wracam do pracy jestem na pewno dojrzalsza i bogatsza o nową wiedzę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo ciekawie dobrane wypowiedzi innych mam.
    Myślę, że każdy decyzję podejmuje indywidualnie - wszystko zależy od kontekstu, sytuacji osobistej, finansów etc. Najgorsze chyba co może być to ocenianie wyborów innych (nawet jeśli nasza decyzja byłaby zupełnie inna).

    OdpowiedzUsuń
  17. Decyzja każdej mamy to sprawa indywidualna. Jakkolwiek by nie wybrała, z pewnością wybiera to, co w danej chwili będzie najlepsze dla niej, dla dziecka, dla rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  18. Myślę, że każda mama ma dylemat. Co zrobić. Ja zostałam z moim synkiem do 4 urodzin złożyli się na to wiele czynników. Uważam jednak ze była to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć.

    OdpowiedzUsuń
  19. jestem własnie na urlopie, przyczyny tak jak juz ktoś pisał żłobek i nianie pochłonęły by spora część moejej pensji, dlatego zostałąm w domu i nie żałuję.

    OdpowiedzUsuń
  20. U mnie moja umowa o pracę kończyła się w trakcie ciąży, więc zgodnie z kodeksem została mi przedłużona do dnia porodu. Zdecydowaliśmy, że zostanę z Synkiem aż pójdzie do przedszkola. Tymczasem Mały pójdzie do żłobka w wieku prawie dwóch lat i myślę,że to słuszna decyzja :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. a ja nie miałam wyboru musiałam być na urlopie wychowawczym. Męża często nie ma w domu przy trójce dzieci to ja nie mam szans na bycie w pracy.. tym bardziej że najmłodsze ma 2 latka i jest alergikiem a niechcą go przyjąć do żłobka...

    OdpowiedzUsuń
  22. Wiele zależy od pracy, jaką wykonuje kobieta i elastyczności w tym czym się zajmuje.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja nie zdecydowałam się na urlop wychowawczy. Dzieci poszły do żłobka. Jestem zadowolona z tej decyzji ze względu na to, że są otwarte na ludzi i samodzielne. Najlepsza decyzją jaką podjęłam, to porzucenie etatu i skupienie się na działalności. Dzięki temu mam dla nich teraz więcej czasu.

    OdpowiedzUsuń
  24. Raz jeszcze dzięki za wykorzystanie mojej wypowiedzi w poście - całość wyszła bardzo zgrabnie i mam nadzieję, że komuś się przyda :)

    Myślę też, że każda decyzja jest dobra - o ile mama i dziecko są z niej zadowoleni i szczęśliwi :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo wartościowy wpis pokazujący plusy i minusy każdej decyzji. Wiadomym, że decyzja zależy od każdego indywidualnie, jednak takie wpisy pomagają uwpuklic najważniejsze kwestie

    OdpowiedzUsuń
  26. Czyli jak się ma umowę na czas określony i zajdzie w ciążę to traci się świadczenia???

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja miałam szczęście i od razu (jeszcze będąc w ciąży) wiedziałam, że po roku (z drobnym kawałkiem)wrócę do pracy. Po pierwsze Maluchem zajął się dziadek, który wykazał chęci i siły, żeby się nim zajmować - odpadł więc dylemat ze żłobkiem, czy szukaniem opiekunki. Po drugie - wiedziałam, że mam do czego wrócić, w pracy czekali na mnie, biureczko czekało, stanowisko czekało i "robota" również. Ja też nie żałuję powrotu do pracy, bo znów czuję, że się rozwijam. Żałuję natomiast tych chwil spędzanych z Maluchem i codziennych spacerów... tak - tego żałuję najbardziej, bo widzę jak bardzo Maluch cieszy się kiedy wracam z pracy i jak fajnie przeżywa z nami weekendy, kiedy wszyscy razem jesteśmy w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Bardzo ciekawy wpis i fajny pomysł na taki cykl z blogerkami. Ja nie byłam na długim urlopie macierzyńskim i trochę tego żałuję.

    OdpowiedzUsuń
  29. Bardzo fajny pomysł z takim wpisem. Ja z pierwszym synkiem byłam dwa lata i wróciłam do pracy. był to zarówno dla mnie jak i synka trudny czas, ale daliśmy radę. na długo nie rozstaliśmy się, bo okazało się, że szybko poszło nam spłdzenie drugiego dziecka, więc teraz jestem w domu.

    OdpowiedzUsuń
  30. Dopiero przy trzecim dziecku zostałam w domu na wychowawczym.Zwyczajnie nie kalkulowałoby mi się zostawiać najstarszego w szkole w świetlicy do 16:00 i jechać na złamanie karku po średnią córkę do przedszkola. Do tego musiałabym zmienić jej przedszkole na prywatne, poza moją gminą, gdyż w mieście przedszkola na bank by nie dostała. I jeszcze żłobek - prywatny! - dla najmłodszej. To już za dużo i dla rodziny i logistyki i finansów!

    OdpowiedzUsuń
  31. Po drugiej ciąży i urlopie macierzyńskim wróciłam na chwilę do pracy, ale byłam bardzo nieszczęśliwa. Wiedziałam, że to nie to. Dlatego wzięłam wychowawczy i na nim wraz z mężem rozkręcaliśmy własny biznes. Do firmy już nie wróciłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Indywidualna decyzja, uwzględniająca wszelkie aspekty, przy pierwszym dziecku wzięłam na pół roku, przy drugim musiałam niemal natychmiast wracać do pracy.

    OdpowiedzUsuń
  33. Szkoda, że tak mało jeszcze jest firm gotowych poczekać na kobietę, która postanowiła jeszcze trochę zostać z dzieckiem. Przecież w dobie internetu mogłaby realizować swoje obowiązki zdalnie. Mam nadzieję, że pracodawcy w końcu do tego dorosną ;-)

    OdpowiedzUsuń
  34. Każdy wybiera swoją ścieżkę, bardzo fajne zestawienie ukazujące różne kobiety i różne powody podjetych decyzji. :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja nie kwalifikowałam się do urlopu wychowawczego, ale po macierzyńskim nie szukałam pracy, zaczęłam to robić dopiero teraz gdy moja córka poszła do przedszkola. Te trzy wspólne lata byl y dla mnie ważne

    OdpowiedzUsuń