Idziesz do polskiego szpitala - szykuj się jak na wojnę? A może pozytywnie się zaskoczysz?

8/02/2017


Jak jesteś aktywna w Internecie to nie ma dnia byś nie zobaczyła hejtu na polskie szpitale. Nie twierdzę, że informacje są wyssane z palca. Czasem jest w nich cała prawda, czasem trochę podkoloryzowana. Jednak mam wrażenie, że uwielbiamy dzielić się tylko tym, co złe i szokujące. A jak w szpitalach dzieje się dobrze to milczymy. Bo przecież to powinno być normą to po co o tym pisać. A no o tym, byśmy nie mieli takich wyobrażeń jak ja zanim po raz pierwszy wkroczyłam do szpitala jako pacjentka.


Jakie miałam wyobrażenie o szpitalach ZANIM do nich trafiłam?

Nie narzekam na moje zdrowie. Czasem coś mnie zaboli, przeziębię się, ale to wszystko. Nie mam żadnych przewlekłych chorób. Zatem w szpitalu jako pacjentka byłam tuż po moich własnych narodzinach. Później przez ponad 20 lat zdarzało mi się jedynie kilka razy odwiedzić kogoś z rodziny. Mój następny pobyt w szpitalu miał przypaść dopiero na czas narodzin córki. Co więc myślałam o szpitalach jako „naoczny świadek”, „widz”, czy też czytelnik forum dla ciężarnych?

  • Jak nikt nie przyniesie Ci jedzenia to umrzesz z głodu. Albo zrzucisz co najmniej kilka kilogramów – ta druga opcja pewnie dla niejednego byłaby kusząca. No i może prawdziwa. Przynajmniej dla mnie. W końcu w domu nie odżywiam się za dobrze. Słodycze kuszą, więc jem je codziennie. Nic więc dziwnego, że w szpitalu łatwo jest schudnąć, bo w końcu nie jesz co chwile chipsów czy czekolady.
    Zanim trafiłam do szpitala myślałam, że zarówno porcje jedzenia jak i jakość i smak posiłków pozostawiają tyle do życzenia, że wszyscy wolą jedzenie przynoszone z domu. Jak nie ma Ci kto przynieść jedzenia to marny Twój los. Sama pamiętam mojego tatę, który jakiś czas spędził w szpitalu. Mama codziennie po pracy gnała do niego z całą siatką jedzenia. No, ale to dorosły mężczyzna, który sporo je. Nic więc dziwnego, że szpitalny wikt mu nie wystarczał.
  • Albo dasz łapówkę albo nikt Cię nie wyleczy. Za każdą wygodę musisz słono zapłacić – to było moje kolejne wyobrażenie. Pomimo tego, że opłacasz składkę na leczenie to i tak w szpitalu, aby Cię dobrze potraktowano to musisz zanieść kopertę odpowiedniej osobie. A poród? Tak całkiem za darmo, bez żadnych wydatków to chyba nie będziesz go dobrze wspominać.
  • Nie masz nic do gadania. Lekarze i pielęgniarki są nieomylni, a ty się najlepiej nawet nie wtrącaj – o nic nie dopytuj, nie rozmawiaj, nie pytaj, jakie robią Ci badania i co się dzieje z Twoim zdrowiem. Jak już sami zechcą to przyjdą Cię o wszystkim poinformować. Ale ty im nie przeszkadzaj w ich ciężkiej pracy.
  • Idziesz do szpitala – przygotuj się jak na wojnę – poza spakowaniem walizki jedzenia i zabraniem kilku kopert łapówki weź jeszcze z domu papier toaletowy, sztućce (no bo inaczej to zupę zjeść palcami), a najlepiej i własne leki.

Do tej pory w szpitalach byłam 2 razy

Tak jak już wspomniałam – z moim zdrowiem jest dobrze, zatem ze szpitalami miałam do czynienia do tej pory tylko 2 razy (pomijając moje narodziny): gdy rodziłam Alę oraz, gdy ponad miesiąc temu trafiła do szpitala pediatrycznego na kilka dni z powodu wysokiej gorączki i drgawek. Oba szpitale ogólnie oceniam dobrze. A każdy z nich z racji naszej przeprowadzki znajduje się w innym mieście, a nawet w innym województwie! Pierwszy we Wrocławiu na Dolnym Śląsku, a drugi w Bielsku-Białej na Górnym Śląsku. Jasne, że znalazłam też uchybienia. Ale zdecydowanie każdy z tych pobytów oceniam na plus. Pomimo ogólnej nagonki na szpitale.

Polska rzeczywistość naszym okiem:

  • Traktowanie po ludzku za... 0 zł – za żaden z naszych pobytów nie musiałam płacić. Oddzielna sala do porodu rodzinnego, czy możliwość towarzyszenia podczas porodu przez najbliższą osobę – to nam się należy za darmo. Słyszałam o szpitalach, gdzie za taką salę trzeba zapłacić – konkretną sumę lub tzw. cegiełkę na datki dla szpitala. Ale tak nie powinno być, bo poród rodzinny powinien być standardem. I chociaż w szpitalu, w którym rodziłam była możliwość opłacenia położnej (tej samej, która pracuje w szpitalu, polegało to na tym, że mogłam ją wybrać przed porodem i na pewno towarzyszyłaby mi przy porodzie) to nie zdecydowałam się na to rozwiązanie. Moim zdaniem tak nie powinno być. Płacąc za coś, co powinno być wykonywane w ramach standardowej pracy położnej utwierdzasz ją, że ta dodatkowa wypłata jest w porządku. A nie jest. Dlatego nie opłaciłam położnej. I jak się okazało nie było takiej potrzeby. Położna podczas porodu była fachowa i życzliwa. Co prawda w pierwszej fazie rzadko się pojawiała, ale rekompensowała to obecność studentki położnictwa (świetna dziewczyna, która bardzo mnie wspierała. Jeśli myślicie, że poród ze studentką nie jest dla Was to zapraszam do tego wpisu – tam piszę szczegółowo o tym, jak to u mnie wyglądało). Po porodzie także była możliwość wynajęcia położnej – tym razem do pomocy w opieki nad dzieckiem. Znów nie skorzystałam. Bo co jak co, ale wiedziałam, że z moim doświadczeniem z dziećmi poradzę sobie i z moją córeczką. A jak czegoś potrzebowałam to szłam do dyżurki i pytałam o radę. Nie pójdziesz, nie zapytasz – nikt nie domyśli się, że potrzebujesz pomocy. Więc nie dziw się, że jej nie dostajesz. No chyba, że dziecko głośno płaczę. Wtedy przyjdą zapytać, co się dzieje. Tak jak wtedy, gdy Ala płakała przy przystawieniu do piersi. Przyszły 2 położne, pomogły mi, pokazały, było o wiele lepiej.
    Za pobyt w szpitalu z chorą Alą też nic nie zapłaciłyśmy. Pomimo że są szpitale, które pobierają opłatę za pobyt rodzica przy dziecku (pisałam o tym tutaj) to u nas nie było o tym ani słowa. A spałam nie na krześle (tak, to się zdarza!), czy na materacu, a na rozkładanym fotelu. Co prawda średnio wygodnym (twarde jak nie wiem co), ale ważne, że dało się pospać.

  • Warunki panujące w szpitalach – o tym, że jest sterylnie czysto chyba nie trzeba nikogo przekonywać. W żadnym z tych 2 szpitali nie było super wystroju. Co prawda w szpitalu pediatrycznym na ścianach były rysunki bajkowych bohaterów. Ale meble raczej lat nowości nie pamiętają. Tylko nie wiem, czy to w czymś przeszkadza. Mnie nie. Zamiast designerskich kafelek w łazience wolę dobry sprzęt, czy specjalistyczne łóżko dla kobiet po cesarce (a na takim właśnie leżałam). Poza tym informacje, że w łazienkach brakuje papieru toaletowego, a do posiłków trzeba mieć swoje sztućce się nie potwierdziły. Owszem, wiele mam wolała używać swojego widelca czy łyżki. Ale jeśli tego nie miała to nie było problemu. A gdy leżałam z Alą w szpitalu pediatrycznym miałam do użytku lodówkę, czajnik i mikrofalówkę. Pościel przyniósł mi partner z domu, ale podejrzewam, że szpitalna też by się znalazła (bo pielęgniarka pytała, czy jest mi w stanie ktoś przywieźć coś do spania). Słyszałam też historię, że mamy musiały przywozić ze sobą sprzęt do leczenia dziecka jak chociażby inhalator. U nas też była potrzeba inhalacji, ale położna przyniosła sprzęt wraz z zapasem soli fizjologicznej.

  • Smaczne jedzenie – obie z Alą raczej należymy do łasuchów. I chociaż na szpitalne menu mogłabym też ponarzekać to w odniesieniu do tego, co widzę w Internecie to doceniam nasze posiłki. Widziałam zdjęcia kromki chleba z masłem i garstką jakiejś pasty/twarożku. Widziałam nawet ostatnio zdjęcie słoiczków z gerbera, które miały być szpitalnym obiadem dla roczniaka (przyniesionym przez salową, nie przez rodziców). Wiem, że to wszystko jest prawdą. Ale też mam nadzieję, że mamy chętnie dzielą się takimi bulwersującymi zdjęciami posiłków, a jeśli dostaną w szpitalu smaczną zupę to już nie informują o tym wszystkich na Facebooku. Jak posiłki wyglądały u nas? Śniadania, 2-daniowe obiady, podwieczorki i kolację. Na położnictwie na śniadania dostawałam przepyszne zupy mleczne a do tego jeszcze kanapki. I zawsze coś do picia. Na obiady były smaczne zupy. Na drugie dania zawsze coś w stylu ziemniaków, mięsa/ryby i surówki (czyli tak jak zwykle w domu). Ala w szpitalu pediatrycznym dostawała porcje nawet większe niż była w stanie zjeść (chociażby 3 kromki chleba z twarogiem). Na obiad przykładowo zupa pomidorowa z ryżem, ziemniaki, mięso, marchewka i szpinak. Wszystko smaczne i raczej zdrowo przyrządzone. Przyczepić mogłabym się do braku owoców. Nie pamiętam, żebyśmy się z tym spotkały. Ze względu na to dietę szpitalną traktuję na zasadzie – tymczasowo można tak jeść, ale wiadomo, że po wyjście ze szpitala wracamy do dawnych posiłków.
  • Opieka i badania – w obu szpitalach personel oceniam naprawdę profesjonalnie. Zostały nam zrobione wszystkie konieczne badania. Do tego jeśli potrzebowałyśmy wsparcia, czy rady to zawsze to otrzymałyśmy. Nigdy nie byłyśmy traktowane „z góry”, czy „przedmiotowo”. Jako matka mogłam być przy każdym badaniu Ali, byłam informowana o ich przebiegu i wynikach.
  • Karmienie piersią – jako mama karmiąca piersią i wielka zwolenniczka kp muszę zahaczyć i o ten wątek. W szpitalu w którym rodziłam nie wszystko w tej kwestii funkcjonowało dobrze. A nawet wiele kwestii pozostawiało sporo do życzenia. Chociażby to, że po cesarce przyniesiono mi Alę do karmienia dopiero po spionizowaniu czyli ponad 10 godzin od porodu)! A ja jako niedoświadczona wówczas młoda mama (a i byłam na etapie, na którym karmienie piersią było mi obojętne) nie zrobiłam odpowiedniego rabanu o to. Na szczęście zapewniono mnie, że Ala w tym czasie nie była dokarmiana (noworodek nie potrzebuje jeść w pierwszych godzinach po porodzie), a rozpoczęcie karmienia ze sporym opóźnieniem nie wpłynęło na jej zdolność ssania czy moją laktację. To co jeszcze w tym szpitalu mi się nie podobało to rozdawanie mleka modyfikowanego na prawo i lewo. Buteleczki z gotowym mlekiem były wydawane przez położne bez pytania o powód dokarmiania/karmienia. Z jednej strony dobrze, że matki nie były piętnowane za karmienie sztuczne, ale z drugiej strony – może wystarczyło zapytać dlaczego chcą dokarmiać, pomóc w przystawieniu, obalić mity. I w ten sposób uratować laktację nie jednej mamy.
    Za to w szpitalu pediatrycznym spotkałam się z bardzo pozytywnym postrzeganiem karmienia piersią. Słyszałam wcześniej o tym, że szpitale na czas choroby dziecka zalecają dokarmianie, albo wręcz sugerują odstawienie „tak dużego dziecka” (Ala w chwili pobytu w szpitalu miała ponad 15 miesięcy). Co prawda na izbie przyjęć lekarka zapytała, czy Ala BYŁA karmiona piersią (nie dopuszczając myśli, że może dalej być karmiona), ale gdy odpowiedziałam, że dalej karmię to nie było żadnej negatywnej reakcji. A gdy pielęgniarki wchodziły na sale podczas mojego karmienia to same sugerowały, że przyjdą za chwilę, by nie przerywać jej jedzenia. Do tego gdy pytały ile Ala je to mówiły, że dobrze, że chętnie pije moje mleko.

Nie wszystko było idealnie

Każdy z nas ma swoje standardy. Nic więc dziwnego, że nie wszystko w szpitalach bywa idealnie. Chociaż pewne kwestie powinny być normą w każdych szpitalach to wiem, że tak się nie dzieje. Ja w tych 2 pobytach w szpitalach poprawiłabym nieco jedzenie (wspomniany brak owoców) i wiedzę położnych na temat karmienia piersią. Przydałyby się też parawany, jeśli leżymy na salach 2-osobowych (czy w jeszcze większą ilość osób). Ale poza tym nie mam się do czego przyczepić. 

Zdaję sobie sprawę, że Polska to nie Zachód. Nie chcę komentować tego, jak nasz kraj wypada w odniesieniu do lepiej rozwiniętych państw. Bo nie leżałam nigdy w szpitalu zagranicą. Gdybym miała oceniać tylko na podstawie internetowych opinii to ubóstwiałabym zachodnie szpitale. Ale z drugiej strony musiałabym mieć też okropne zdanie o tych polskich. A mam bardzo dobre. Zatem czasem mam wrażenie, że my, Polacy mamy przypadłość „cudze chwalicie, swego nie doceniacie”. Wiem, że warto nagłaśniać złe traktowanie czy też tragiczne warunki w szpitalach. Dzięki temu jest szansa na ich poprawę. Ale niestety przez to wychodzi na to, że w polskich szpitalach strach jest rodzić czy się leczyć. A to nieprawda. Przynajmniej w naszym przypadku. I wierzę, że standardem są szpitale takie, na jakie my trafiamy. A nie te, na które narzekają ludzie w Internecie.


Byliście kiedyś w szpitalu? Proszę, podzielcie się w komentarzach jakie jest Wasze zdanie odnośnie polskich (i tych zagranicznych) szpitali. Sprawdźmy, czy przeważają pozytywne czy negatywne opinie.

PS. Tekst nie jest sponsorowany, ubarwiany, a ja nie jestem pracownikiem służby zdrowia. Nikt nie dał mi łapówki za przedstawienie pozytywnego obrazu polskich szpitali. Ot tak, inspiracją do powstania wpisu były nasze zwykłe doświadczenia.



Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami to zapraszam Cię do polubienia mojego fanapage'a – klik lub do zaobserwowania mnie na Instagramie – klik.  

You Might Also Like

33 komentarze

  1. ja tam na jedzenie szpitalne rzadko narzekam co do siedzenia z małym dzieckiem to miałaś krzesło luksus ja ostatnio siedziałam na krzesełku szkolnym z lat 90 a inne mamy tak NOCOWAŁY owszem nie wszystie szpitale takie są w moim mieście szpital oddział dzieciency to naprawde masakra stare itd warunki kiepskie za które jeszcze trzeba płacić 25 zł za noc. ja niestety byłam tam raz prawie 3 tygodnie to policz ile za to poszło kasy(spanie na krzesełku szkolnym) wiec byłam tą wyrodną mamą i w nocy zostawiałam synka a sama jechałam do domu do swoich 2 straszych synów. Personel był super na to nie narzekam znów w innym szpitalu kiedy starszy syn był to musiałąm sama wiązać mu nogi do wyciągu bo brakowało personelu:/ chłopiec był ze złamaną ręką i nikt mu nie pomógł jeść gdyby nie inna mama która poszła i mu pomogła... i pewnie jest tysiąc takich przykładów. myślę że niestety te dobre gdzieś zanikają w ilości tych złych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te koszty są okropne. Bo 25 zł jednorazowo to ok, ale właśnie jeśli pobyt trwa tydzień, czy tak jak u Ciebie 3 tygodnie to już wychodzi niezła sumka. I jak wtedy mówić, że szpital to nie hotel więc nie oczekujmy luksusów? Skoro pobyt kosztuje jak (co prawda nie w hotelu) pensjonat.

      Usuń
  2. Ja nie byłam (jako pacjentka), ale mam całkiem zdrowe podejście do sytuacji. Moja mama jest pielęgniarką i nieraz odwiedziałam ją na jej oddziale i widziałam jak wszystko wygląda. Czasem sama pomagałam roznosić jedzenie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie wróciłam po raz... enty ze szpitala i uważam, że jest coraz lepiej. Z roku na rok od 50 lat:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. jedzenie w szpitalach to rzeczywiście koszmar, nie często bywam, ale często czytam, że jest z tym masakrycznie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja napisałam ten tekst. Żeby nie było, że ktoś czyta tylko o tym, że jest źle. Bo mam wrażenie, że częściej piszemy o tym co jest źle, niż o tym co jest dobre.

      Usuń
  5. Z ludzkim traktowaniem jest różnie. Zależy jak trafisz. Ja, gdy ciężko zachorowałam, miałam szczęście trafić na super panią doktor. Wyciągnęła mnie z tego. Ale jej kolega po fachu przy wypisie powiedział mi, że był przekonany że tylko symuluję chorobę i chciał mnie skierować na oddział psychiatryczny. To ja dziękuję bardzo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety niekompetencja to ciężka zmora naszwj służby zdrowia. Ciężko znaleźć lekarza z powołania. Nie tak dawno osova z mojej rodziny olana przez 5 lekarzy i 2 szpitale straciła oko i niemal życie bo żaden nie zrobił podstawowych badań krwi. Najgorsze,że za ich niekompetencje nie placa oni tylko ich pacjenci a udowodnić błąd w sztuce jeat praktycznie niemożliwe

      Usuń
  6. Traktowanie zależy od ludzi na jakich trafiasz i mimo, że jedzenie to nie jest wypasione, mnie wygłodzili tak w szpitalu, że gdy w końcu mogłam jeść normalnie trzy posiłki wsuwałam wszystko, łącznie z rzeczami których nie cierpię :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szpitale bardzo różnią się między sobą. Osobiście nie wymagam super standardu czy świeżo wyremontowanych łazienek, bo ważniejsze jest samo leczenie. Ale jeśli w największym w województwie szpitalu pediatrycznym okna mają takie szpary, że mróz włazi do środka i musisz (nielegalnie choć za poradą personelu...) dogrzewać się przywiezione z domu dmuchawą, żeby Ci niemowlę nie zamarzło, to coś jest jednak nie tak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, w zimie w szpitalu nie byłam, ale mam nadzieję, że w tych gdzie byłam nie ma takich niedociągnięć

      Usuń
  8. Nie taki diabeł straszny jak go malują jak widać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No cóż, do wszystkiego się można przyzwyczaić. Ostatnio rozmawiałem z koleżanką, która rodziła w Danii. W każdym szpitalu jest minihotel i zawsze jest miejsce, gdzie może przespać się ojciec dziecka. Po porodzie mama dostaje posiłek jak w restauracji na białym obrusie, ze świeżymi sokami i kwiatami. Wszystkie sale porodowe mają jacuzzi do relaksu. I pewnie można by jeszcze dodawać. Także cieszmy się z tego co mamy, ale nie zapominajmy, że wiele można jeszcze poprawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak. Wiesz, wpis nie miał pokazać, że mamy lepiej niż na Zachodzie, bo pewnie tak nie jest (nie byłam, więc nie wiem). Ale po prostu pokazać, że nie zawsze jest tak źle jak mogłoby to wynikać z forum dla matek.

      Usuń
  10. Ja co prawda byłam kilka razy w jednym szpitalu i pobyt był raz lepszy raz gorszy zależało jacy ludzie byli na dyżurze. A co do jedzenia to fakt nie jest najlepsze. Jednak ja zawsze sobie powtarzam trafiamy do szpitala aby się leczyć A nie urlopować

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja niestety mam częściowo inne doświadczenia co do szpitali ale muszę zaznaczyć ze dużo zalezy od konkretnej placówki. W ciąży dużo przebywałam w szpitalach i w tych ma prowincji i w stolicy. Jedzenie to temat rzeka obiady jeszcze ok ale sniadania i kolacje to już bywalo kiepsko i mówię tu o odziale polozniczym gdzie kobiety w ciąży powinny dostawać wartościowe posiłki (i nie mówiw tu o natce pietruszki która była we wszystkim i do tej pory śni mi sie po nocach). Z czystością na salach bylo ok ale lazienka czesto byla koszmarem i balam sie w niej myc! Co jak co ale czarne od plesni(chyba) fugi da sie choćby domestosem potraktować. Co do sztućców tp za każdym razem byłam pytana czy mam własne ale jak przyjechałam karetką i nie miałam to coś sie znalazlo bez większych problemów
    Personel cóż też ludzie miewają lepsze i gorsze dni. Wspominasz o studentce ja nie mam nic przeciwko bo muszą sie na kimś uczyć ale przepraszam pojedynczo i powinno się o tym uprzedzać a nie tak że wchodzisz do gabinetu i za przeproszeniem zdejmujesz gacie przed 10 osobową widownią albo co gorsza zakładają ci cewnik Foleya i patrzą sie na ciebie jak na jakieś zwierzę w cyrku
    ... także bywa różnie z tymi szpitalami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O studentach zdecydowanie powinno się uprzedzać, a nawet pytać czy wyrażasz zgodę (poza szpitalami akademickimi). U mnie była tylko 1 (pod koniec porodu 2), ale miała świetne podejście.
      Wiesz, myślę, że szpitale muszą mieć wszystko co konieczne dla pacjenta, który nagle trafi do szpitala. Ale pewnie wolą jak się używa swoich - bo mają chociażby mniej mycia.

      Usuń
  12. W ostatnich latach mojego życia moim jedynym pobytem w szpitalu był ten ż okazji porodu, ale najpierw siedziałam w nim półtora tygodnia na patologii ciąży. Nie zapłaciłam nic. Położna miałam super, poród łatwy i szybki i sprawny a mój partner był że mną w sali. Opiekowali się mnie Ok, jak tylko coś się działo to zaraz reagowali. Jedzenie było smaczne i było to dużo, nawet w szpitalu jadłam dużo więcej niż w domu więc na pewno bym nie schudła w trakcie takiego pobytu. Studentkę w trakcie porodu też wspominam bardzo dobrze i cieszę się że się zgodziłam na jej obecność. Warunki były na prawdę dobre, więc też się wszystkim pozytywnie zaskoczyła i generalnie wspominam dobrze. Wiadomo, były też minusy ale nie aż takie straszne

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeśli bozia uchowa, za dwa lata i ja będę pielęgniarką. Za mną rok studiów, prawie tyle samo praktyk i powiem Ci jak to wygląda od naszej strony ;)
    1) kwestia jedzenia: jedzenie bywa fatalne. Zależy to od szpitala i od funduszy jakie na to przeznacza. Jeśli szpital ma długi, a niejeden ma to nie spodziewamy się szwedzkiego stołu - bo to nie są wczasy tak poza tym. NA KAZDYM ODDZIALE JEST LODÓWKA, każdy z pacjentów ma prawo do własnego jedzenia, które przyniesie mu rodzina, sam sobie przyniesie itd. Więc z głodu raczej nie umrze.
    2) domniemane łapówki: nie wiem czy takie zjawisko jeszcze występuje, ja się na razie z tym nie spotkałam ani też o tym nie słyszałam, no ale wszystko jeszcze przedemna ;) W każdym razie to jak pacjent jest traktowany zależy od podejścia personelu, czyli pielęgniarki, lekarza, opiekuna medycznego itd. WSZYSTKICH LECZYMY TAK SAMO, a to że u jednej Pani operacja udała się i teraz jest super, a u drugiej nie - to jest kwestia indywidualna. KAZDA OPERACJA MA PRAWO SIE NIE UDAC, KAZDA RANA POWIKLAC - no bo po prostu ma, chocbysmy nie wiem co robili. Gdyby nam (mam tu na myśli cały personel, nie tylko pielęgniarki) nie zależało, to nikt by się nie przejmował jaki opatrunek zakłada pacjentowi, przyklejalby pierwszy z brzegu plaster. Gdyby lekarzom nie zależało, żaden nie przyjechalby o drugiej w nocy prosto na blok żeby ratować komuś życie, bo tylko on może to życie uratować. A uwierz mi, że zrywaja się w nocy z łóżka bez gadania. Często ludzie zapominaja o tym, że RATOWANIE ZYCIA TO POWOŁANIE, PASJA - NIE ZAWÓD.
    3) nieomylnosc: Pacjent ma swoje prawa. Jest o nich informowany przez nas, są też dostępne w widocznym miejscu w każdej sali, wystarczy się trochę wysilic i przeczytać. Prawda jest taka, że PACJENT MOŻE ODMÓWIĆ WSZYSTKIEGO i my go nie możemy zmusić. Może się nie zgodzić na zabieg, na zmierzenie ciśnienia, pomiar glikemii czy nawet kąpiel. I jak on mówi NIE to my go możemy przekonać, poprosić nawet, ale nie zmusić. I nie zmuszamy.
    A to że trzeba czekać na SOR kilka godzin? TAK, BO Z KAZDYM SKALECZENIEM LECI SIE DO SZPITALA, NAJLEPIEJ WGL KARETKĄ. Jest coś takiego jak triage, czyli klasyfikacja chorych - trzystipniowa skala pozwalająca na określenie, czy występuje zagrożenie życia i czy pomoc jest potrzebna natychmiast, czy nie. Ludziom się wydaje, że jak przyjadą karetka ze skaleczeniem to pomoc zostanie udzielona natychmiast. NIE! Bo na tej samej izbie przyjęć są chorzy z zawałem, po wypadku i inni którzy potrzebują tej pomocy na prawdę teraz. Więc jak ktoś przychodzi z zapaleniem ucha, które ma od dwóch tygodni to niech się nie spodziewa cudów - bo od tego są przychodnie. No przepraszam, jak dotarł do szpitala na własnych nogach, to do przychodni też dałby radę. I wyszedł by stamtąd szybciej. Poza SORem w szpitalu są inne oddziały, są też przyjęcia planowe, np na operację na którą ktoś czekał kilka lat - dla tych chorych też w takim szpitalu musi być miejsce.
    Kolejna kwestia: szpitali jest w Polsce ok. 1000. Tysiąc. Tysiąc szpitali na bagatela 39 000 000 ludzi. Mało tego, dużo z nich to jednostki specjalistyczne - więc dla chorego którego nie można wyleczyć w Warszawie, ani w Krakowie i gdzie tam jeszcze też musi być zarezerwowane puste łóżko - ZAWSZE.
    Kolejki są takie, bo personelu jest mało, każdy zamiast do lekarza leci że wszystkim od razu do szpitala - razu pewnego jedna kobieta przyszła na SOR ze... Załamanym tipsem. Poważnie. Jakbym tego nie widziała na własne oczy to bym normalnie nie uwierzyła. No ale do meritum... SZPITAL NIE JEST Z GUMY. Żebyśmy nie wiem co robili, dostawali łóżka i odprawiali voodoo to wszystkich nie pomiescimy. Robimy dla pacjentów wszystko c możemy, przynajmniej duża część z nas, a i tak finalnie dostajemy po dupie - albo od pacjentów i ich rodzin - bo tato czy mama ma brudna pościel, chociaż NIE WYRAZIL ZGODY na Jej przebranie - tak, na to też potrzebujemy zgody, Albo od rządu. Z wielu tych spraw nie zdawałam sobie sprawy zanim zobaczyłam to wszystko od drugiej strony.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Szczerze powiem, że miałam okazję pracować w kilku szpitalach A także jak każdy, odwiedzać kogoś. Jeśli chodzi o jedzenie, to mega marne i mini porcje. Nie wspominając już o smaku. Jeśli chodzi o łapówki, to norma i standard na ginekologii, a dokładniej na porodowce.
    Mam nadzieję że nie będę musiała bywać w takich miejscach bo na samą myśl o tym, zaczynam się źle czuć.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja jeszcze nie miałam "przyjemności" korzystania z usług szpitali (nie licząc wycinania trzeciego migdała w wieku 3 lat - nie wiele z tego jednak pamiętam)

    OdpowiedzUsuń
  16. Prawie tydzień leżałam w szpitalu kiedy urodziłam synka. Przy córce ledwo 3 dni. Oba pobyty wspominam bardzo miło. Jedzenie bardzo dobre, położne pomocne. Ja byłam bardzo zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie mogę się zgodzić co do szpitala pediatrycznego w Bielsku Ja trafiłam tam z synem gdy miał miesiąc. Za to łóżko które jest na zdjęciu płaci się 7 zł za noc i jest ono tam tylko dzięki akcji rodziców którzy sami je zakupili.poza tym mój syn nie dostawał posiłków bo był jeszcze tylko na kp ale nikt nie pomyślał o tym że rodzic też musi jeść szczególnie matka karmiąca a w szpitalu są tylko automaty żadnego sklepu czy stołówki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm u nas cały "pobyt" był bezpłatny. Nikt nie wspominał, że za łóżko się płaci, nikt nie wymagał opłat. To że dla dziecka miesiecznego nie ma posiłków jest chyba zrozumiałe, natomiast co do posiłków rodzica to chyba również - bo my nie jesteśmy pacjentami. Ja też nie dostawałam jedzenia dla siebie, a jedynie dla ponadrocznej córki. Nie wiem, kiedy byłaś w szpitalu, ale miesiąc temu była możliwość wykupu obiadu z cateringu (pielęgniarka podała mi nr telefonu do cateringu) i 2-daniwy obiad kosztował 10zł. Poza tym jest lodówka, mikrofalówka, więc większość mam odgrzewała sobie jedzenie z domu. A ja kupowałam też w barach po drgueij stronie ulicy, tylko ktoś z dzieckiem musiał zostać.

      Usuń
  18. Wszystko zależy od konkretnej placówki. Odkąd na świecie są dziewczyny w szpitalu byłam dwa razy (nie licząc porodówki). Odnośnie samej opieki pielęgniarek i lekarzy, to nie mogę powiedzieć złego słowa. Jeśli chodzi o standard sal i wyżywienia, to niestety średnio. Opłata za to, że rodzic zostaje z dzieckiem. Ze starszą córką pierwsze dwie noce spałam na fotelu i to miałam szczęście, że nie na krześle. Z młodszą (trzytygodniowy wcześniak z zapaleniem płuc) było nieco lepiej, bo od razu leżanka i jako mama karmiąca piersią byłam zwolniona z opłat. Z młodszą wiadomo - ona na piersi, więc ja musiałam sobie wyżywienie zapewnić. Ze straszą - ona dostawała posiłki i szczerze przyznam, że przez tydzień z hakiem nie tknęła nic. Jak to mówią, wszystko da się wytrzymać, aczkolwiek byłoby fajnie, gdyby chociaż te dziecięce oddziały miały wysoki standard. Rodzic jakoś wytrzyma, ale malucha szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  19. Na szczęście omijam szpitale szerokim łukiem, zdrowie dopisuje i mnie i moim najbliższym. Pobyt na porodówce wspominam bardzo dobrze. Opieka profesjonalna i przemiła, warunki wręcz idealne, praktycznie wszystko dostępne. Przyznam, że dziwiły mnie tak złe opinie, ale nie mam dużego doświadczenia w tym aspekcie

    OdpowiedzUsuń
  20. Na całe szczęście nigdy nie byłam przyjęta do szpitala jako pacjentka, więc nie mam jeszcze żadnych doświadczeń w tej kwestii. Ale nasłuchałam się już wiele od innych ludzi i mam nadzieję, że nie szybko będę się musiała tam znaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zależy jak trafisz. Naprawdę wiele zależy od szczęścia i od znajomości z ordynatorem, znam bliskie przykłady na to, że w tym samym szpitalu jeden trafił na salę z menelami, a drugi do pokoju 2-osobowego, w którym był sam. Co do jedzenia - lepiej nie gadać.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja swoje pobyty w szpitalu również wspominam.dobrze. Jedzenie pyszne a jak karmiłam piersią to pielęgniarki dały mnie do izolatki bo nie mieli jedynki. Ogólne dobre wrażenie

    OdpowiedzUsuń
  23. SzpitalX, szpitalowi nie równy. Wystrój? Ma być sterylnie i łatwo do odkażania.
    Jedzienie, nie wszędzie takie samo. Cieszmy się ze je mamy.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja niedawno na blogu opisywałam sutne wspomnienia ze swojego porodu. I tam też sporo narzekania na szpitale się znalazło.
    Jasne, że wolę wysokospecjalistyczny sprzęt od designerskich mebli w pokoju szpitalnym. Ale tam często brak logiki, rozumu i takiego odrobiny ludzkiego podejścia :/

    OdpowiedzUsuń
  25. Całe szczęście w szpitalu leżałam tylko dwa razy. Raz przy porodzie. I wtedy zarówno warunki, jedzenie jak i opieka lekarska była na bardzo dobrym poziomie. W zasadzie nie mam się do czego przyczepić. Sam pobyt wspominam miło. Drugi raz byłam już z powodu rozciętej skóry dziecka (wypadek w trakcie zabawy). Tu już tragedia. Sale brudne. Większość lekarzy z nieprzyjemnym nastawieniem do pacjenta. O jedzeniu się nie wypowiadam, bo mała była na mleku tylko, więc nic nie dostawałyśmy. Całe tylko szczęście, że trafiłyśmy na weekend i na pustki w szpitalu, bo inaczej przyszłoby mi spać na drewnianym krześle :(

    OdpowiedzUsuń