Czego nie może jeść niemowlak? Historia naszego rozszerzania diety cz. II

3/03/2017



Zapraszam Was do lektury drugiej części rozszerzania diety według Młodej Mamy i Ali. Pierwsza część została opublikowana wczoraj. Znajdziecie w niej m.in. informacje o tym:
  • dlaczego nie chciałam zaczynać ani od marchewki ani od jabłka
  • jak wyglądał pierwszy „posiłek” Ali
  • jakie odstępy zachować między każdym nowym produktem w diecie dziecka
  • dlaczego na początek postanowiłam na papki i o tym, że dzisiaj króluje już BLW
  • czy kaszka musi być koniecznie na mleku

Natomiast w dzisiejszym wpisie poznacie moje zdanie w kwestii tego:

  • Czy trzeba uczyć się na pamięć co kiedy można wprowadzić
  • Czego nie można dawać niemowlakom
  • Czym przyprawiać obiady dla malucha
  • Co do picia 
  • W czym karmić dziecko, które jeszcze nie siedzi
  • Marchewka czy mleko – co jest bardziej kaloryczne

Co kiedy podać, czyli czy uczyłam się tabelek na pamięć?

W szkole policealnej, którą kończyłam jednocześnie w trakcie studiów dostałam rozpiskę, kiedy można wprowadzać niemowlakom dane produkty. Szkoła ta dawała mi uprawnienia do pracy w żłobku. Listę musiałam zakuć na pamięć, bo był z tego sprawdzian, a później mogło mi się to przydać na egzaminie teoretycznym. Oczywiście zastosowałam metodę "zakuć-zdać-zapomnieć". Część produktów pamiętam do dziś, innych kompletnie nie. Jednak trochę odeszłam od uczenia się na pamięć tabelki i kurczowego trzymania się jej. Uważam, że trzeba jedynie zapamiętać te produkty, od których najlepiej zacząć (dynia, brokuły, kalafior, ziemniak, kabaczek, cukinia i w końcu marchewka), a z owoców – jabłko, morela, śliwka, gruszka. Warto też dowiedzieć się czego bezwzględnie nie można podać niemowlakowi (o tym za chwilę), a całą resztę można wprowadzać intuicyjnie. I tak też zrobiłyśmy. Bazowałam w dużej mierze po prostu na tym, na co akurat był sezon. Jednak pewnych rzeczy nie można podawać dzieciom przed ukończeniem roki i tego się ściśle trzymałam.

Czym nie karmić niemowlaka?

  • Mlekiem zwierzęcym – zarówno mleko krowie jak i kozie zawiera za dużo białka. Nie jest to wskazane dla niemowlaka.
  • Miodem – spożycie go przez niemowlęta może spowodować zatrucie się jadem kiełbasianym (botuliną). Jego ilość w miodzie jest na tyle niewielka, że organizm starszych dzieci potrafi sobie z nim poradzić natomiast dla niemowlaka może skończyć się to zatruciem, a nawet śmiercią.
  • Zupami gotowanymi na mięsie – oczywiście mięso możemy wprowadzić w diecie maluszka w okolicach 7-8 miesiąca życia, ale... Jeśli chcemy dodać je do zupki to powinniśmy ugotować osobno mięso i osobno zupę. W trakcie gotowania wywaru mięsnego z mięsa uwalniane są różnego rodzaju substancje (antybiotyki, pestycydy), które trafiają do wody. Podanie niemowlakowi takiej zupki może spowodować alergię.
  • Pieczarkami i grzybami leśnymi – grzybów powinniśmy unikać nie tylko ze względu na możliwe zatrucie trującymi odmianami, ale także dlatego, że są one ciężkostrawne. Przyznam się Wam, że czytałam o grzybach i pieczarkach w wielu źródłach i informacje są różne. W jednym miejscu wyczytałam, że pieczarki można wprowadzić już u 2-latka(!), w innym, że po 4 roku życia. O grzybach leśnych słyszałam granicę 8 lub 12 lat. Sama nie wiem, które informacje są właściwe (jeśli ty wiesz to zachęcam do podzielenia się tym ze mną w komentarzu) natomiast wiem jedno – na grzyby jest u nas zdecydowanie za wcześnie.
  • Deserkami typu Danio, Monte i serkami dla dzieci, które nie stoją w lodówce – szczerzę mówiąc (pisząc) uwielbiam Monte. Sama nie jem super zdrowo, a nawet daleko mi do tego. Wiem jak ważne są zdrowe nawyki wyniesione z dzieciństwa. I wiem też, że niemowlak może być szczęśliwy bez tak ogromnej ilości cukru i całej tablicy Mendelejewa, która znajduje się w Danio czy Monte. A jeśli „jogurcik dla dzieci” (na opakowaniu producent zapewnia, że dla dzieci po 6, czy 8 miesiącu życia) nie stoi w sklepie w lodówce, a na półce to wiedz, że daleko mu do naturalnego jogurtu. To my uczymy dzieci smaku – jeśli dasz dziecku Monte – zje i polubi. Jeśli dasz jogurt naturalny z owocami (Ala uwielbia mus jabłkowy zrobiony przez babcię) to też zje i polubi.
  • Potrawami z dodatkiem cukru i soli – na to naprawdę przyjdzie czas. Poza tym ciężko uniknąć podawania cukru i soli w zupełności. Myślę, że nie jestem przesadnie „eko”. Może istnieją masła bez dodatku soli, ale... kupuję zwykłe i takim smaruję chleb dla Ali. Masło (lub olej) powinniśmy też dodawać dziecku do zupy (jest to także jeden ze sposobów walki z zaparciami). Na masłach, które kupuję można wyczytać w składzie sól. Dlatego skoro część produktów, które Ala je zawierają już sól to ograniczam jej ilość przynajmniej w ten sposób, że nie dosalam jej ziemniaków, zupki itp. Tak samo z cukrem – nie słodzę jej dań, nie daje słodkich jogurtów a naturalne, wybieram kaszki bez cukru (polecam m.in. kaszkę „instant” Hipp Feine Hirse – i to nie jest reklama. Ta kaszka ma naprawdę dobry skład, a do tego nie zawiera mleka, ja przygotowuję ją na wodzie).

Możecie mnie nazwać eko, książkową matką, czy idealnie oczytaną. Nie obrażę się, bo wszystko to już słyszałam. Co więcej – przyznaję, że sama jako niemowlak jadłam część z tych rzeczy – na pewno mleko krowie, cukier, sól i zupy na wywarze. O reszcie nie wiem. Wyrosłam zdrowa, ale... moi rodzice wychowywali mnie według dostępnej wówczas wiedzy. Ja też chcę wychowywać córkę zgodnie z tym, co wiem. Nie chcę jej narażać, jeśli nie ma takiej potrzeby. Zdąży się jeszcze najeść niezdrowych rzeczy. Bo nie będę stać nad nią wiecznie i z lupą czytać skład każdego zakupionego produktu. Ale dopóki mam wpływ – chcę ją nauczyć jeść zdrowo.
Skoro nie sól to czym przyprawiać?

Na początku w ogóle nie przyprawiałam. Po około miesiącu wprowadziłam natkę pietruszki, koperek i kminek. Obecnie dodaję także tymianek i majeranek.

Co podawać do picia? 

Początek rozszerzania diety powinien być również początkiem dopajania malucha. Jako że sama karmię piersią i od początku aż do teraz odbywa się na żądanie to przyznaję, że mleko było i jest często podawane, aby ugasić pragnienie. Jednak zdecydowanie królują napoje. Bo niestety - z wodą bywa u nas różnie. Dla dziecka najzdrowsza będzie woda, ale Alicja ma różne humory. Początkowo wody w ogóle nie chciała pić. Gdybym mogła cofnąć się w czasie to możliwe, że wówczas próbowałabym podawać jej samą wodę, a gdyby nie chciała jej pić dostawałaby pierś. Natomiast nie ma chyba rodziców, którzy nie popełniają błędów. Naszym było to, że w tej sytuacji przerzuciliśmy się na soki... Co prawda rozcieńczam go maksymalnie jak się da, np. na 250 ml napoju 20 ml stanowi sok, a reszta to woda. Ostatnio wróciłam do podawania Ali samej wody i jest różnie - czasami się napije, czasami nie. Stąd np. na spacery zabieram sok tak, by mieć pewność, że gdy będzie spragniona na pewno się napije. 

Poza wodą możesz dawać dziecku też kompoty bez cukru lub herbatki, ale uważaj na te granulowane - zwykle nie mają dobrego składu.



Picie można podawać maluchowi w kubeczkach. Nawet 3-miesięczne dziecko może opanować picie np. z doidy cup. Ala natomiast uwielbia kubek 360 stopni o czym szerzej pisałam już w tym wpisie. Tam znajdziecie też informację o tym, dlaczego nie polecam niekapków z ustnikiem. 

W leżaczku, w krzesełku a może na kolanach?

Gdzie sadzać dziecko na pierwsze posiłki? Jeśli macie to szczęście, że w chwili rozpoczynania rozszerzania diety Wasz maluch potrafi już samodzielnie usiąść to śmiało możecie wkładać go do krzesełka do karmienia. Natomiast w przypadku, gdy jeszcze nie siedzi (Alicja usiadła sama dopiero w 9 miesiącu życia) i nie ma zdiagnozowanych problemów z bioderkami czy kręgosłupem to możecie go sadzać do posiłków – pamiętajcie, że sadzać można tylko na posiłki, nie zaś w formie ćwiczeń czy zabawy. Gdzie? Wiem, że wiele krzesełek do karmienia ma odchylane krzesełko, czy wkładkę dla niemowlaka, jednak najlepszym rozwiązaniem będzie posadzenie dziecka na kolanach dorosłego.

Nie daj sobie wmówić, że dziecko czegoś nie lubi

Oczywiście każdy (i dziecko i dorosły) ma prawo nie lubić danej potrawy, czy składnika. Tylko nie wyciągaj wniosków po jednym czy dwóch próbach podania potrawy. Jeśli maluch czegoś nie zjadł nie zrażaj się. Spróbuj jutro lub odczekaj – możesz do czegoś wrócić nawet po miesiącu. Ja po jednorazowej próbie podania Ali szpinaku czy makaronu wmówiłam sobie, że tego nie lubi. Później i jedno i drugie dostała na obiad u dziadków i... zajadała się z apetytem. Natomiast nie lubi jajek – czy to gotowanych, czy w formie jajecznicy. Więc nie wmuszam ich jej. Z tym wiąże się następny punkt.

Nie wmuszaj w dziecko jedzenia

Niby to oczywistość. Chyba wiele się o tym mówi ostatnio. Nie można wciskać jedzenia płaczącemu dziecku, ale gdzie przebiega granica? Czy można zmusić dziecko do siedzenia w krzesełku tak długo aż zje? Pewnie każdy ma swoje metody, może u prawdziwych niejadków tylko to zadziała, ale jednak jestem zwolenniczką tego, by pory posiłków kojarzyły się dziecku przyjemnie. Co się stanie, jeśli nie zje obiadu? Może za godzinę zgłodnieje i samo poprosi o coś do jedzenia? A jeśli będzie miało gorszy dzień, czy 2? Czy od razu popadnie przez to w anemie? Nie! Czasem trzeba odpuścić. Ty też nie zawsze masz apetyt. Ale jeśli dziecko notorycznie niewiele je może warto pomyśleć o zrobieniu szczegółowych badań.



Mleko jest bardziej kaloryczne niż marchewka

Gdy Ala skończyła pół roku zaczęła przybierać na wadze nieco mniej niż zakładają tabelki. Na szczęście trafiłyśmy na mądrą panią pediatrę, która nie kazała nam zwiększyć ilość stałych posiłków, a jedynie zrobić podstawowe badania. Skoro nie wykazały niczego niepokojącego to oznaczało to jedynie tyle, że Ala po prostu będzie drobniejsza. Dodatkowo po pół roku dziecko rusza się coraz więcej, więc i mniej przybiera na wadze.

Dlatego jeśli maluch jest mniejszy niż rówieśnicy nie oznacza to, że trzeba podawać mu więcej marchewki. Ba, czy wiecie, że to mleko ma więcej kalorii niż warzywa? A co jeśli dziecko jest większe od rówieśników? Czy wówczas potrzebuje mieć szybciej rozszerzaną dietę lub częściej podawane stałe posiłki? Moim zdaniem nie.

Rozszerzanie diety to nie wyścigi


Zanim jeszcze zaczęłam podawać Ali pierwsze posiłki miałam mnóstwo wątpliwości. Nie wiedziałam też, czy wytrzymam i będę tak „książkowo” wszystko wprowadzać. Z rozszerzania diety chciałam trochę zrobić wyścigi. Nie ścigałam się z innymi mamami, żeby móc się pochwalić ile to już moje dziecko je i to oczywiście z apetytem. Raczej wmówiłam sobie, że skoro prawdopodobnie Ala po skończeniu roku pójdzie do żłobka to dobrze byłoby, gdyby umiała wtedy jeść już na tyle, by nie chodzić w żłobku głodna. Myślałam to ja – mama-pedagog, która w żłobku już pracowała. Przecież wiedziałam, że panie dostosują posiłki do możliwości dziecka. A ostatecznie zamiast przewidzianego przez catering czy kuchnię dania dostanie porcję mleka. Teraz już wiem, że przy rozszerzaniu diety nie trzeba się spieszyć. To nie wyścigi – nie ścigamy się ani z innymi rodzicami, ani z czasem. Ostatecznie zdecydowałam się rozszerzać dietę powoli i stopniowo, a mimo to roczna Ala je większość stałych posiłków z apetytem. I potrafi się nimi najeść, więc nie obawiam się, że w żłobku bez maminego mleka umrze z głodu.  


A jak wyglądało rozszerzanie diety u Waszych dzieci? Podzielcie się historiami w komentarzach. Zachęcam też do zapoznania się z I częścią tego wpisu - klik


Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi nowymi wpisami to zapraszam do polubienia fanpage'a - klik lub zaobserwowania mnie na Instagramie - klik

You Might Also Like

41 komentarze

  1. moja mama zawsze mówiła że grzyby podaje się po 6 r.ż. Tak jedliśmy my, tak też stosuje to u chłopaków- starszy już spróbował, niedawno bo w Wigilię, a ma prawie 7 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to już kolejna inna opcja z tymi grzybami. Całe szczęście u nas jeszcze do tego daleko, więc będę się zastanawiać jak skończy już 6 lat

      Usuń
  2. pamietam, jak moja bratanica nie chciala jesc. czasem mogla nie jesc z 2 dni, ledwo pila mleko kp. Pamietam byl placz, wrzask. Jedzenie dawali na krześle i to był problem. Wtedy tata wziął małą na ręce położył się z nią na łóżku i tak lezala sobie na jego klatce, trzymając się za ręce. Jej mama, widząc, że mała jest spokojna, ponownie spróbowała dać małej jeść. Co się stało? mała zjadła wszystko z apetytem. Co było tego przyczyną? mała nie lubiła krzesła, chciała mieć kogoś blisko, żeby czuć tą osobę koło siebie i najlepiej trzymając kogoś na rękach. Od tamtej pory karmienie i rozszerzenie diety przebiegało sprawnie.
    Do dziś pamietam ten krzyk i przerażam się na sama myśl, że już niedługo mnie to czeka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, ważne, że udało im się odkryć co było powodem niechęci do jedzenia.

      Usuń
  3. Niesamowite jest to, jak człowiek szybko zapomina jak to było... Moja córka ma trochę ponad 2 latka, niedługo urodzi się nasze drugie dziecko i znów wszyskiego muszę się uczyć, bo nie pamiętam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, poważnie? To rzeczywiście szybko

      Usuń
  4. Znowu dowiedziałam się czegoś nowego - tym razem są to zupy na wywarze. Nie wpadłabym na to...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, mięsko jest potrzebne maluchom, ale do roku lepiej gotować je oddzielnie i dopiero po ugotowaniu dodać do zupki. My tak jeszcze robimy.

      Usuń
  5. My przez dość długi czas karmiliśmy Juniora obiadkami ze słoiczków, bo niczego innego nie chciał - a potem po prostu zaczął stopniowo jeść to,co my. Na szczęście nie miał żadnych nietolerancji czy innych problemów - ale z kolei należy do tych dzieci, które nigdy "nie mają czasu" na jedzenie. Teraz już nawet przestałam biegać za nim z łyżką i go usilnie namawiać - i po prostu czekam, aż zgłodnieje i sam poprosi o jakieś papu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak chyba najlepiej. Ala potrafi połączyc zabawe z jedzeniem.

      Usuń
  6. Ojej w życiu bym nie pomyślała, żeby dziecku nie dawać zupki gotowanej na mięsku, bo może tam być jakaś chemia :/ Ja od początku dawałam herbatki przeznaczone dla dzieci, dopiero kilka lat temu odkryłam, że mój syn chętnie pije wodę. Cóż...przy drugim dziecku już będę mądrzejsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja z kolei jakoś za tą wodą nie przepada. A szkoda, ale cóż, nie zmusze jej, a coś pić trzeba

      Usuń
  7. Fajnym pomysłem jest wyszczególnienie na początku postu, o czym jest wpis. Chyba podkradnę ten patent :)

    Co do koziego mleka... kiedy byłem dzieckiem, zastępowało mi ono pokarm matki (bo ta go nie miała) i absolutnie w żaden sposób mi ono nie zaszkodziło. Ba, byłem bardzo zdrowym dzieckiem i nie miałem żadnych 'skutków ubocznych' picia koziego mleka (a piłem je długo).

    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj mąż i jego brat pili krowie mleko prosto od kroweczki od drugiego tygodnia zycia, i wiele dzieci tez 30 lat temu tak sie zywilo, bo malo kto slyszal o mieszankach modyfikowanych, albo ich stac nie bylo. Wyrośli na zdrowych ludzi, ale teraz to mleko, ktore dostajemy to nie jest to samo, czesciej alergizuje, przez to oslabia maluszki, ale oczywiscie jak ze wszystkim trzeba znalezc zloty srodek

      Usuń
    2. Jak wspomniałam w tekście sama byłam najpierw karmiona mm, a po 3 miesiącu krowim mlekiem i jestem zdrowa. Tyle że skoro w dzisiejszych czasach już wiemy, że to niezdrowe to po prostu lepiej tego unikać skoro nie ma potrzeby.

      Usuń
  8. Do dziś pamiętam te wymowne spojrzenia i komentarze, kiedy robiłam swojemu dziecku kaszkę jaglaną Hippa czy zwykłe płatki owsiane na... wodzie. Czułam się jak wyrodna matka, która szkodzi maluchowi. :P Tylko że w tamtym czasie moja córka piła dużo mleka z piersi i nie potrzebowała krowiego ani modyfikowanego... Obecnie pije niewielkie ilości krowiego mleka - ma półtora roku. Dlaczego daje jej tę straszną "białą śmierć"? Kiedy czytam skład rzekomo dostosowanego do potrzeb dzieci mleka modyfikowanego, łapię się za głowę. A piersią karmię do dziś, choć oczywiście są to mniejsze ilości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez kiedys myslalam ze kaszki muszą być na mleku. Ale Ala lubi swoje na wodzie. Póki co tez ją karmię piersia, wiec mleka modyfikowanego już nie spróbuje ;p

      Usuń
  9. Ciekawy wpis, szczegolnie zainteresowal mnie temat grzybow bo zupelnie o tym nie wiedzialam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, ze wyłapałaś coś nowego dla siebie ;)

      Usuń
  10. masę pożytecznych informacji.Pamiętam jak się przełmowąłam dieta kiedy moja córcia osiągnęła cudowny wiek 5 miesięcy. Tabelka na pamięć i na wszystko uważałam, mierzyłam, warzyłam. Z drugim dzieckiem już sobie odpuscilam, syn o wiele szybciej jadl posilki dla doroslych, bo tez byl takim dzieckiem, że marcheweczka mu nie wystarczala. Moje dzieci jednak pomimo aleri na barwniki i mleko krowie nie musialy przestzregac az tak restrykcyjnej diety. Jedyne co bym teraz zmienila, kiedy corka byla malutka, to odstawila calkwoicie gotowe dania w sloiczkach! Tak zrobiłam z Jasiem i jest przyzwyczajony do naszej domowej kuchni a nie papek ze sloiczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ala je czasami słoiczki (zwłaszcza gdy gdzies jedziemy) ale mimo wszystko woli domowe jedzenie. Ja jedynie nauczyłam się czego nie można dać niemowlakowi, a z całą resztą nie przestrzegałam dokładnych miesięcy

      Usuń
  11. W Norwegii jest napisane na słoikach z miodem by nie podawać dzieciom do 1 roku zycia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę sie przyjrzeć jak to jest w Polsce. Możliwe, że na tych ze sklepów jest informacja, ale jak kupujemy bezpośrednio od pszczelarza to nie znajdziemy takiej informacji

      Usuń
  12. nie wiedziałam, że mięso trzeba gotować oddzielnie od zupy. Dobrze, że piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  13. O rany, że miodu nie można podawać to ja nie miałam zielonego pojęcia...

    OdpowiedzUsuń
  14. U mnie zawsze działało to bardziej na podstawie intuicji, nigdy nie trzymałam się jakiegoś harmonogramu, czy też nie miałam rozpiski. Słodka mała. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My tez sie nie trzymałysmy rozpiski. Wiem, czego nie moze jesc niemowlak, a całą resztę dostawała to na co akurat był sezon

      Usuń
  15. Co do picia, to jestem jedną z tych szczęśliwych mam, których dzieci kochają wodę. Niczym innym moje dzieci nie napiją sie tak jak wodą.

    OdpowiedzUsuń
  16. Pamiętam jak rozszerzaliśmy dietę Oliwce było ciężko, musiałam się wiele nauczyć.

    OdpowiedzUsuń
  17. Przy pierwszym dziecku byłam w wielkim stresie podczas rozszerzania diety, Oli mało co tolerowal (do roku ulewal, wymiotował nawet najmniejszą ilością marchewki i inne takie cuda). Mam nadzieję, że teraz pójdzie nam sprawniej :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wszystko to prawda, o czym piszesz. Ja mogę tylko podsumować obserwacjami z własnego matczynego żywota. Każde dziecko jest inne i reaguje na poszczególne produkty na swój sposób. Moje krasnoludki karmione wedle jednego schematu mają zupełnie inne zachowania, nawyki i upodobania gastronomiczne. Moja czteroletnia Zacieszka jest zupełnie zamknięta na nowości i uwierz mi, że nawet jako niemowlę niechętnie próbowała nowych smaków. Do tej pory z preferuje wodę, z czego akurat jestem niezmiernie zadowolona, ale narażam się na ataki ze strony konserwatywnej prababci, która nagminnie wmusza w nas słodzone soki, herbaty etc. Natomiast dwuletni Zacieszek je wszystko, nie ma problemu z wprowadzeniem nowej potrawy, smaku, napoju. Jest bardzo otwarty, choć gust jakiś już posiada, bo nie wszystko wchodzi w jego stały jadłospis.

    OdpowiedzUsuń
  19. Na żywienie dzieci trzeba zwracać szczególną uwagę. Poza tym, co nie można, trzeba też pamiętać o tym, czego nie należy. Jestem absolutną przeciwniczką karmienia dzieci gotowymi daniami - nigdy nie wiadomo, co tak naprawdę znajduje się w środku.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ojej jaki słodki robaczek! ♥

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam już to za sobą, aczkolwiek zastanawiam się czy jabłko to dobry pomysł dla malucha. Czemu, ostanio okazało się, że moja córka jest na jabłka uczulona :O

    OdpowiedzUsuń
  22. Sporo można się nauczyć i dowiedzieć. Wiadomo każde dziecko jest inne jak i każdy rodzic jest inny, więc u każdego pewnie odbywa się to inaczej, ale więcej wiedzy nie zaszkodzi

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja zawsze rozdzielam pieczarki od grzybów. Mój syn ma skończone 2 latka i je pieczarki, oczywiście w małych ilościach i sporadycznie. Ale npo jesli mamy zupkę pieczarkową, a on musi mieć na talerzu, to co my, to on też ją je, jednak staram się mu dać więcej marchewki i makaronu niż pieczarek. Nic nigdy nie zaobserwowałam złego. Grzybów jednak nie mam zamiaru podawać jeszcze kilka lat.

    Co do karmienia na kolanach, dla mnie to najgorszy sposób na karmienie. Wszystko i wszyscy są brudni. Przynajmniej u nas tak było. Moim zdaniem lepiej więc karmić w leżaczku, krzesełku na leżąco, lub np ułożyć dziecku takie legowisko z podniesioną główką na poduszkach.

    OdpowiedzUsuń
  24. Moja córka to taki niejadek, że próbuje wszystkiego, żeby zjadła cokolwiek. Póki co ratują nas słoiczki.

    Świetny post! Dużo można się dowiedzieć! :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Wszystko fajnie, ale jakoś nie jestem przekonana, że 3 miesięczne dziecko poradzi sobie z piciem z doidy. I nawet bym nie próbowała. Olej i masło, nie wiedziałam że pomagają na zaparcia. Ale zawsze dodawalam, bo tłuszcze są ważne w diecie. Natomiast jak chodzi i pojenie, przy Dawidzie zrobiłam błąd i nie pije wody, no może rzadko. Majka tylko woda czasem sok jabłkowy na zaparcia.

    OdpowiedzUsuń