Czego miałam nie robić jako mama (a teraz robię)

8/07/2016



Jeśli macierzyństwo jest odległą wizją łatwo nam zakładać co będziemy robić, a czego na pewno nie zrobimy. Wiecie, ja wiem wiele w kwestii wychowania. Skończyłam pedagogikę. Teorię mam w małym palcu. W praktyce jednak okazuje się, że nie zawsze udaje nam się realizować zamierzenia. Jeszcze kilka lat temu mówiłam - „nie, tego to ja na pewno nie będę robić jako mama”. Teraz, gdy jestem już rodzicem, wiem, że nigdy nikogo nie skrytykuję. Bo nigdy nie wiadomo, czy kiedyś nie zrobię dokładnie tak, jak on.

Nie będę spać z dzieckiem

Rodzice śpią razem, a dzieci osobno. Tak byłam nauczona. Już jako niemowlę spałam nie dość, że w osobnym łóżku to jeszcze w innym pokoju niż rodzice. Nie wiem, jak im się to udało. Gdy byłam w ciąży często czytałam dyskusję pt „Co Wam się nie przydało z rzeczy kupionych jako wyprawka”. Widząc odpowiedz - „łóżeczko” byłam zdumiona. Jak to? Ja na pewno nie będę spać z dzieckiem. Nie i już! Bo potem je nie oduczę i przez kilka najbliższych lat będziemy dzielić łóżko z dzieckiem. Kiedy moje zdanie się zmieniło? Cóż, gdy w środku nocy po 2 godzinach prób tulania na rączkach, głaskania w łóżeczku moje oczy same się zamykały – tak, to wtedy się poddałam. Córka miała może ze 2 tygodnie. Do skończenia 3 miesiąca często spała z nami. Nie mogła zasnąć w łóżeczku, a żadne z nas – ani ja, ani partner nie mieliśmy siły walczyć z nią do północy, wiedząc, że za 2 godziny i tak się obudzi i znów zaśnie tylko czując nasz zapach. Zdarzały się noce, z których byłam dumna – odłożyłam córkę do łóżeczka, zasnęła. Tylko że 5 minut pózniej obudziła się, bo wypadł jej smoczek. Wstałam, podałam smoczek, pogłaskałam. 5 minut pózniej to samo, i po 10, 15, 20 minutach. Wreszcie nie wytrzymałam i Ala znów znalazła się w naszym łóżku. Każda noc bez córki w łóżku była świętem. Zaczęłam już myśleć, że jeszcze długo tak będzie. Na szczęście, gdy Ala skończyła 3 miesiące przesypiała ciurkiem po 6 godzin. Wtedy był sens usypiać ją przez pół godziny, bo wiedziałam, że chwilę po jej zaśnięciu nie będę musiała znów jej usypiać. Teraz dalej zdarzają się noce, kiedy zabieram ją do łóżka. Ale zdecydowanie bardziej wolę, gdy śpi sama. Tak jest bezpieczniej, bo wiem, że nie spadnie. I łóżko mam dla siebie i partnera. Jednak już nie krytykuję rodziców, śpiących z dziećmi, bo wiem, że wstawanie milion razy w ciągu nocy nie jest fajne. I nie każdy po ciężkim dniu ma na to silę.

Takie miałyśmy początki:


A tak jest teraz:




Nie będę karmić piersią

Jaki był mój plan? Jako nastolatka twierdziłam, że nie będę w ogóle karmić piersią. Na studiach – że może uda się wytrwać 3 miesiące. W trakcie ciąży – maks pół roku. Teraz mija 5 miesięcy karmienia, a ja nie planuję przestać! Kiedyś wydawało mi się karmienie piersią takie nienaturalne. Dziecko ssie pierś i coś mi z niej leci. Ohyda! Do tego piersi opadają. Myślałam, że to, iż kiedyś będę mamą nie sprawi, że przestanę o siebie dbać jako kobieta. Tak, takie miałam podejście – że karmiąc piersią, zaniedbuje się jako kobieta. Do dzisiaj nie wiem, czy piersi zmieniają się przez sam fakt bycie w ciąży, czy rzeczywiście przez karmienie. Jakoś przestało to być dla mnie istotne. Gdy urodziłam dziecko, karmienie przyszło mi tak naturalnie. Chociaż na początku karmienia strasznie bolało i zastanawiałam się, ile dam radę to jeszcze wytrzymać. Teraz karmienie nie jest dla mnie żadnym dyskomfortem, a wręcz przeciwnie. Lubię patrzeć jak córeczka je. Czasem się do mnie uśmiecha, innym razem zasypia. Tak, to kolejna zaleta – nie wiem, jak uśpiłabym córkę w ciągu dnia, gdyby nie senne właściwości karmienia piersią. A do tego ta bliskość – fakt, że nikt inny nie może dać dziecku, tego co ja. Do dziś pamiętam, gdy Ala została z moim partnerem na ogrodzie, a ja byłam w domu. Przyniósł mi ją, kiedy się obudziła. Uśmiechnęła się na mój widok, a gdy tylko wzięłam ją na ręce, przyssała się do mojego policzka.

Nie będę karmić piersią w miejscach publicznych

No dobrze, w ciąży stwierdziłam, że może jednak spróbuję karmić piersią. Jednak należę do dość wstydliwych osób, więc perspektywa karmienia w restauracji, czy na ławce w parku nie wchodziła w grę. Nawet przykryta pieluszką. Absolutnie nie chodziło mi o to, co inni sobie pomyślą. Po prostu uważałam, że ja będę się wtedy czuć niekomfortowo. Kiedy pierwszy raz odważyłam się na karmienie w miejscu publicznym? Nie zawsze da się wszędzie pójść z dzieckiem tuż po karmieniu i wrócić zanim znów zgłodnieje. Nie każdy potrafi współpracować z laktatorem i odciągnąć mleko do butelki. Nie zawsze jest, gdzie podgrzać butelkę, zrobić mieszankę, a czasem tyle to trwa, że szybciej byłoby już wrócić do domu. Ja pierwszy raz odważyłam się na karmienie piersią w plenerze, gdy córka miała miesiąc. Było ciepło, wracałyśmy ze spaceru do domu. Zaczęła płakać. Przetrzymałam ją 5 minut, 10 minut. W końcu stwierdziłam, że to bez sensu, żeby się tak męczyła. Do domu zostało zaledwie 15 minut, ale ani smoczek, ani bycie na rękach nie pomagało. Dookoła same osiedla, zero restauracji, miejsc, gdzie mogłabym wejść i nakarmić córkę. Usiadłam na pierwszej ławce i zaczęłam karmić. Z pobliskiego bloku co chwilę wychodziła starsza pani, która podlewała kwiaty pod oknami. Nic nie powiedziała, nawet nie zwróciła na mnie uwagi. Dla mnie było najważniejsze, że zaspokoiłam potrzeby córki. Dalej nie wyzbyłam się poczucia wstydu, nie epatuje nagością. Jeśli tylko mam jakąś inną alternatywę wobec karmienia publicznego to ją wybieram. Wolę karmić w domu, pomieszczeniu do karmienia, czy w samochodzie. Czasem jednak nie mam wyboru i karmię „na widoku”.

Nie będę dawać smoczka

Wcześniej uważałam, że smoczek to pójście na łatwiznę. Dziecko płacze, więc daję mu smoczek i mam spokój. I chociaż już w ciąży kupiłam kilka smoczków tak, aby w razie czego być przygotowana, to zakładałam, że nie będę nadużywać jego zbawiennej funkcji. Nie będę dawać go dziecku za każdym razem jak zapłacze. Dlaczego nie chciałam przyzwyczaić córki do smoczka? Bałam się, że jak dziecko raz spróbuje to potem trudniej będzie się tego oduczyć. Wizja 2-, 3-latki ciamkającej smoka mnie przerażała. Do tego długie używanie smoczka prowadzi do wad wymowy. Co się zmieniło w moim myśleniu po porodzie? Dalej staram się nie stosować smoczka jako leku na każdy płacz córki. Jednak Ala ma silny odruch ssania. Potrzebuje smoczka, żeby zasnąć, a czasami przydaje się też na spacerze, czy wtedy, gdy córka się uderzy. Tulenie w ramionach i smoczek szybko ją uspokajają. Poza tym trochę poczytałam o smoczkach. Można znalezć takie, których kształt jest najmniej szkodliwy dla zgryzu dziecka. Poza tym lepszy smoczek, który jest miękki i ma odpowiedni kształt niż ssanie twardego kciuka. Gdy będę chciała odzwyczaić Alicję od smoczka, zabiorę go jej. Palca bym jej nie ucięła. 





Teraz, gdy jestem już mamą wiem, że nie można szybko oceniać postępowania innych rodziców. Łatwiej być perfekcyjną mamą w zamierzeniach, niż pózniej w rzeczywistości. A Wy, czy jako mamy robicie coś, czego wcześniej nie zamierzałyście?

Poświęciłam trochę czasu na napisanie tego tekstu. Jeśli Ci się podobało, zostaw komentarz tutaj lub na mojej stronie na facebooku - klik

You Might Also Like

6 komentarze

  1. strata czasu na czytanie tych wypocin - z resztą na innych blogach już to było.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapewne Ameryki nie odkryłam (chociaż swoją własną chyba tak). Blog to miejsce na swoje refleksje, podpisane imieniem i nazwiskiem. Nie każdemu może odpowiadać czyjś styl/temat pisania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój synek długo ssal smoczka, miał chyba ze 2,5 roku jak przestał, ciężko było go odzwyczaic ale daliśmy radę, wady zgryzu i wymowy nie ma. Ja jako dziecko też długo, bo do 4 rż ssałam i aż miałam dziurę zamiast zębów �� dzisiaj mam proste zęby i nigdy nie nosiłam aparatu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest pocieszenie, że i u mojej córki nie będzie wad zgryzu ;) chociaż staram się dawać jej smoczek jedynie do snu. I już się boję jak będzie wyglądać oduczanie

      Usuń
  4. Z perspektywy świeżo upieczonej mamy naprawdę fajnie czyta się ten wpis.W większości tak jakbym czytała o sobie i swoich obawach czy watpliwosciach. Taak, mój maleńki synek też śpi z Nami mimo, że jego nowiutkie lozeczko stoi obok...Podobnie jak Ty poddalam się po 2 całkowicie nieprzespanych nocach..Smoczek dałam już w szpitalu, gdy musiał lezec pod lampami na fototerapii..Karmienia w miejscach publicznych unikam jak ognia..niestety czuje się skrepowana, gdy przypadkowe osoby " gapią się" jak karmię moje maleństwo..Zacisze domowe jest wg mnie do tego najlepsze..
    Serdecznie pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, plany czasem są ambitne, gorzej jak zmagamy się ze zmęczeniem. Wtedy odpuściłam swoje poglądy o spaniu osobno. Na pocieszenie dodam, że córka ma teraz 6,5 miesiąca i zawsze zasypia w łóżeczku, a jedynie nad ranem zabieramy ją do siebie, żeby móc jeszcze poleżeć.
      Co do karmienia piersią publicznie to zdarza mi się, że już nie jestem w stanie tego uniknąć, ale jak tylko mogę to również wybieram ustronne miejsca. Jeśli jestem gdzieś autem to zawsze wolę wrócić do samochodu i tam nakramić.

      Usuń